Wczoraj huczny jubileusz, z życzeniami, laudacjami i girlsami, przy kawie i eunuchu, owłosionych kiwi i mięsistych figach, a dzisiaj - dzień 'po'. Normalne, zwykłe biesiadowanie przy stole bez nóg, bez poimprezowych dolegliwości typu drżenie rąk i kac gigant (no bo niby po czym), ale za to z workiem tematów, które pojawiały się stopniowo wraz z mailami od biesiadników, pragnących przycupnąć przy blaciku i dołączyć do dyskusji. Dzień taki jak dziś zdarza się praktycznie w każdą niedzielę, kiedy gości w studiu nietu, a Paweł jest do wyłącznej dyspozycji swoich ptysi malinowych.
Jedyną oznaką tego, że wczoraj coś się działo w studiu AntyRadia przy Żurawiej 8 były życzenia i pozdrowienia jubileuszowe, którym przyszło pokonać daleką drogę i przez to mogły być odczytane dopiero dziś, parę godzin po audycji. Miłe to, że stołu z powyłamywanymi nogami słucha się i na Antypodach i w Państwie Środka, że postmodernistyczne pasmo poszukiwaczy przygód i na innych kontynentach znajduje swoich sympatyków.
Ale do rzeczy. O czym dzisiaj blablaliśmy? Ano chociażby o przyjaźni i miłości nieodwzajemnionej. Bliskie stosunki z kimś, w których normą jest szczerość, wzajemna życzliwość, zaufanie, bezinteresowność i możność liczenia na tego kogoś w każdej sytuacji – istnieją! Ba, wydawać by się mogło, że przyjaźnić się może prawdziwie i szczerze jedynie dwoje ludzi tej samej płci, bo relacje damsko-męskie wywołują od razu w świadomości kosmate skojarzenia, ale... uff... nic z tych rzeczy! Aniołki Loroszka potwierdziły przypadki przyjaźni babsko-chłopskiej, takiej na dobre i złe, szczerej do bólu i zupełnie przy tym pozbawionej podtekstów seksualnych.
Gorzej było z nieodwzajemnioną miłością, bo ciężki to temat do dźwignięcia. Ciężki bo love hurts (jak stanowi pieśń), a skuteczna recepta na nieszczęśliwe zakochanie się tak jakby nie istniała. Wyleczyć się z niej próbować zawsze jednak można, chociaż - jak życie pokazuje - smutek po niefartownym ulokowaniu uczuć po pewnym czasie sam mija. Szkoda oczy wypłakiwać za czymś, co nie było najwidoczniej prawdziwym uczuciem, tym bardziej, że ‘tego kwiatu to pół światu’ i wcześniej czy później druga połówka znajdzie się.
Taaa... Recepty nie ma, ale były rady na skrzynkę e-mailową wujcia wartkim strumieniem płynące, co robić, gdy kogoś uczucie nieodwzajemnionej miłości dopadnie. Wypowiedziała się i ‘rada starszych’, i mądralińskie babci wnuczki, i ci których to dotknęło i ci, którym nieodwzajemnionej miłości nikt nie życzy. On sam (w sensie wujcio) przyznał się, że zasadniczo jest ekspertem od smaków, a nie serc kołatania i jedno co może zrobić, to spróbować osłodzić tę gorzką kwestię. I osłodził – przepisem na nowatorskie w swoim charakterze i smaku kremówki (w podobie osławionych wadowickich), które można zrobić w ‘trymiga’ i małym nakładem sił i środków finansowych. Po ich zjedzeniu życie od razu staje się piękniejsze i... smaczniejsze, a biodra... pulchniejsze - ale tylko wtedy, gdy się przedobrzy i pójdzie na ilość.
Były też inne wątki kulinarne. Zaistniała kultowa pomidorówka (dlaczego do cholery warzy się!) oraz egzotyczne szarony – owoce, przypominające pomidora z wyglądu, śliwkę w smaku i dojrzałą dynię w kolorze, które pomimo braku zjawiskowej urody, są bardzo smaczne. Wpadł też na jedno wejście Ciechan, szykujący się do swojej audycji... Słowem, był ruch i obrót. Jak zawsze przy stole bez nóżek. :)
Kto nie mógł słuchać, a chciałby to zrobić teraz, niech klika TU. Wszystko zostało zarejestrowane i jest możliwe do odsłuchania.
|