Posłuchaj Antyradia: Warszawa / Kraków / Katowice Zapraszamy na AntyForum. Maj 25 2012 03:42:20
Nawigacja
Strona Główna
www.antyradio.pl
Ramówka
AntyForum
AntyGaleria
Encyklopedia
Plikownia
Redakcja
AntyPropaganda

Archiwum
Materiały specjalne
AntyFani
Antyradio
Konkursy
Recenzje płyt
Przepisy kulinarne

Antena
Koncerty Antyradia
Pobudzenie
Ostry Dyżur
Kasprologia
Odjechani
Makak
Gastrofaza
AntyWeekend
Turbo Top
Reggau
Punky Reggae Party
Wieczorne Rozmowy
Rzeźnia
El Konkursso
Losowa fotografia
Panel redaktora
Nazwa Użytkownika

Hasło



Polak, Węgier dwa bratanki...
Stół Z Powyłamywanymi Nogami...i do bitki, i do szklanki – jak stanowi historyczne przysłowie. Coś jest na rzeczy, a przekonać się o tym można było zasiadając w niedzielne południe do stołu z powyłamywanymi nogami. Tym razem Paweł rozstawił go na pokładzie kolebiącego się pociągu, zmierzającego do pięknego kraju ze stolicą nad Dunajem - Budapesztu. Skoro już wiadoma jest destynacja, to nietrudno się domyślić, że dziś odcinek węgierski, a niestrudzonym poszukiwaczom przygód przyszło ich doznawać na Węgrzech. Potwierdzili ten fakt goście Pawła - Sylwia i Marcin Świdzińscy, autorzy pascalowskiego przewodnika kulinarnego po tym kraju.

Zjeździli Węgry wzdłuż i wszerz – co w gruncie rzeczy nie jest trudne, jako że kraj ten nie zajmuje ogromnej powierzchni w Europie. Odwiedzali wioski, duże miasta i małe miasteczka poszczególnych regionów Węgier, aby móc odtworzyć w pamięci i przelać na karty poradnika te smaki, które są już im doskonale znane i które uważają za sprawdzone. Szukali także nowych. Zaglądali do winiarni i restauracji, gdzie spisywali menu, nie pogardzali targowiskami, na których poza wspaniałymi owocami i warzywami można dostrzec wiele ciekawych i oryginalnych przetworów - chociażby papryki faszerowane kiszoną kapustą. Podpatrywali co Węgrzy lubią  jeść, a czego napić się, co jadają tradycyjnie na święta, a czym zadawalają swoje podniebienia na co dzień, co przegryzają na szybko w charakterze fast fooda.

Sylwia i Marcin Świdzińscy przyznają szczerze, że Węgry są pięknym krajem, w którym smaków mnóstwo, a ludzie przyjaźni i sympatyczni, otwarci, o podobnej do naszej mentalności i podobnym do naszego spojrzeniu na świat – jak to bratanki. Chociaż Madziarzy mówią bardzo trudnym językiem, dogadać się z nimi zawsze można, nawet nie znając węgierskiego ni w ząb. Wydaje się to być najłatwiejsze w winiarniach, do których nie sposób nie wpaść będąc na Węgrzech. Przybytki, gdzie serwowane jest wino – nalewane chochelką z metalowych kotłów – są na każdym kroku. Przychodzą do nich na kieliszeczek... tfu... decylitr lub dwa różni ludzie – młodzież, biznesmeni pod krawatem, starsi panowie i stateczne panie. Są to miejsca z klimatem, w których siedzi się, sączy wino i zagryza ‘tłustym chlebem’ – wielką pajdą pszennego pieczywa, posmarowaną gęsim smalcem z cebulką, posypaną papryką. Do wina idzie też langosz – placek z ciasta drożdżowego, smażony w głębokim tłuszczu, posmarowany czosnkową wodą, posypany żółtym serem i polany śmietaną.

Wiele potraw w obu naszych kuchniach jest podobnych, czy wręcz takich samych, a różni je tylko nazwa. I nad Dunajem, i nad Wisłą znane są chociażby galuszki (kluski kładzione), flaki, zupa gulaszowa, fasolowa i rybna, paprykarz, gulasz, naleśniki. W obu krajach inaczej się je nieraz gotuje i dosmacza, dosypując inne zioła i przyprawy, inaczej się je zagęszcza i... inaczej nazywa. Weźmy taki gulasz, który na Węgrzech jest zawiesistym jednogarnkowcem, podawanym najczęściej w żeliwnym kociołku (bograczu) i jedzonym łyżką. U nas, w Polsce stanowi on danie główne, nazywane nieraz z węgierskiego porkoltem, a bograczem nazywamy raczej zupę gulaszową... No niech ktoś powie, że węgierski to łatwy język, niesprawiający kłopotu - przynajmniej w kuchni. Żeby nie ubawić towarzystwa przy stole, z nim uważać należy wznosząc nawet toast za zdrowie...

Węgierskie jedzenie pachnie smalcem, cebulą, pomidorami i papryką i jest pikantne. Paweł coś wie na ten temat. Rzadko zdarza mu się zaniemówić (no, chyba że z zachwytu), a tak się właśnie dzisiaj mu przytrafiło. Łzy pociekły mu z oczu i poty na niego wystąpiły po spróbowaniu ‘krzepkiego Stefana’. Mowę odzyskał czyszcząc podniebienie i język białym pieczywem, które (to tak na marginesie) podaje się na Węgrzech do większości potraw. Dla zdrowotności spróbował też Unicum – nalewki ziołowej, sporządzanej według tajnej receptury nadwornego lekarza Franciszka Józefa, z ponad czterdziestu ziół i przypraw.

Był też do spróbowania deser, chociaż nie ten najbardziej typowy dla kuchni węgierskiej, czyli nie naleśnik á la Gundel czy tort Dobosza, a galaretka winogronowa. Na kawę – mocną, aromatyczną, podawaną w małych filiżankach (taką pije się zazwyczaj na Węgrzech) – czasu już nie starczyło, ale wszystko można nadrobić. Podróż z Polski na Węgry nie zajmuje dużo czasu, a warto tam się wybrać. Kusi Balaton, kuszą baseny i kąpieliska termalne (ma je niemal każda zabita dechami wioska), kuszą zabytki architektury i.... kuchnia Madziarów. W bratnim kraju każdy znajdzie dla siebie atrakcję. No to co? W drogę.

Dzisiejszy Blat można odsłuchać - klikając TU.
Sponsorzy
Facebook
Ostatnio na AntyForum
Tytuł Piosenki
22.06, Łazy - Jura Rock Festiwal 2012.
260. Notowanie Turbo Top (20)
Niezła Kaszana, Czyli Potrawa Ironicz...
6.06, Warszawa - Moving Mountains (in...
3.07, Warszawa - Rosetta (art Metal) ...
259. Notowanie Turbo Top (20)
30.05 Ił-62, Human Rights, Tupolev Di...
23.05 Grindcore Night - Noc Świniaka ...
27.05 Circle Waves + Show More Tits +...
17.05 Jucifer (us) + Thaw (pl) Warsza...
Kiedyś to było Antyradio...
Noc Nirvany Koncert + After 26.05.2012.
258. Notowanie Turbo Top (20)
Z Rzeczy Smutnych...
Przemek Frankowski - Radiowiec
14.05, Warszawa - The American Dollar...
257. Notowanie Turbo Top (20)
Gastrofaza 2.0.
Poznań, Koncert Blast Rites, Promo Gi...
Sonda
Antyradio...

Kocham

Lubię

Szanuję