Że jak? To chyba głupi żart. Ma nie być choinki, opłatka, karpia w różnych postaciach, pierogów z kapustą i grzybami, barszczu czerwonego z uszkami, makowca i piernika? Ma nie być Mikołaja i prezentów? To się w głowie nie mieści! A tradycja, kształtowana latami? Przecież nie da się od niej uciec, jest zbyt mocno w nas zakorzeniona i trzyma bez względu na to, czy bardzo nam się ona podoba i zdecydowanie dalecy jesteśmy od tego, żeby jej nie kultywować, czy też tylko troszeczkę coś w niej nam przeszkadza. Nie ma przy tym potrzeby dogłębnie wyjaśniać, co rozumie się przez tradycję świąt Bożego Narodzenia, tych najbardziej rodzinnych ze wszystkich rodzinnych świąt, mających swój specyficzny urok, klimat i magię. Wszyscy ją znają doskonale, od dziecka. Mało tego, te święta znane są prawie na całym świecie i chociaż z różnymi bożonarodzeniowymi zwyczajami i tradycjami można spotkać się w związku z tym, to jedno jest pewne i wspólne dla kultur różnych narodów – Boże Narodzenie lubi się i obchodzi uroczyście w każdej szerokości geograficznej.
A wracając do meritum sprawy. Nie da się uciec od tradycji. Można ją nieco odświeżyć, zmodyfikować, ożywić, ale daleko od niej nie można odejść. Nie ma chyba nikogo, szczycącego się tym, że jest przy zdrowych zmysłach, kto mógłby podpisać się pod deklaracją wykreślenia z kalendarza świąt Bożego Narodzenia, nawet jeśli monotonia i powtarzalność ostatniej dekady grudnia nieco przytłacza, powoduje zmęczenie i zdenerwowanie, a u niektórych nawet stres.
Co roku jest tak samo lub prawie identycznie. Najpierw bieganie po sklepach w poszukiwaniu smakołyków na świąteczny stół, przy którym w radosnym i (jakże by inaczej) uroczystym nastroju zasiądzie rodzina, aby spróbować w Wigilię tradycyjnych dań przyrządzanych ze wszystkiego, co daje rzeka, las i łąka, a w następne dwa dni - innych cymesów świątecznych. Potem porządki i sprzątanie oraz podejmowanie decyzji, czy choinka ma być żywa i pachnąca lasem (nieważne przy tym, że spadające z niej spontanicznie igły będzie się zbierać do lata), czy też może sztuczna, która z kolei ma ten feler, że wyrzucona na śmietnik będzie rozkładała się na nim z tysiąc lat. Nie można oczywiście zapomnieć o prezentach, które co prawda Mikołaj ‘wrzuci’ przez komin lub otwarte okno do mieszkania (wersja głównie dla dzieci), ale trzeba je potem pięknie zapakować i podłożyć pod choinkę, aby każdy znalazł wśród nich coś dla siebie. Na ten moment też się czeka, on też zapiera dech w piersiach i podnosi uczucie podniecenia – bez względu na wiek.
Jak już to wszystko mamy poza sobą, wystarczy zasiąść przy stole, nakrytym śnieżnobiałym obrusem, puścić kolędy z odtwarzacza (należałoby je w zasadzie samemu zaintonować, ale nieraz nie da się) i... świętować. A jak to się robi? W tej kwestii każdy ma swój patent, tu już nie ma utartych reguł. Niektórzy po spróbowaniu świątecznych potraw i rozmowie z biesiadnikami idą na spacer, inni z kolei biorą w rękę pilota od telewizora i oglądają po raz enty Kevina, co to sam został w Nowym Yorku, łzawego Titanica, Harry Pottera albo inne powtórki z rozrywki przygotowane na okoliczność świąt Bożego Narodzenia przez liczne telewizornie.
Można inaczej? Czy istnieje jakakolwiek alternatywa wobec konwencjonalnego sposobu spędzania świąt? Oczywiście, że można i niektórzy ją praktykują, śmigając chociażby w ciepłe, egzotyczne kraje, gdzie jest słońce, gorący piasek na plaży i szumiący ocean. W niektórych można nawet znaleźć zalegający na sztucznych stokach... śnieg, którego w pięknym kraju nad Wisłą tak jakby brakowało ostatnimi laty w okresie świątecznym, a stwierdzenie faktu, że było się na nartach w Dubaju, rzucone niedbale w towarzystwie po powrocie stamtąd, musi wywrzeć odpowiednie wrażenie.
Nieraz spędzanie świąt na obczyźnie, wśród raf koralowych i palm, wymusza życie. Ale i w takiej sytuacji robi się wszystko, aby przynajmniej poczuć ich namiastkę. Nie ma choinki, to stroi się palmę, nie ma maku – piecze się ciasto ze śliwkami, nie ma rozgardiaszu, amoku i gorączki przedświątecznej – nic nie szkodzi. W tym przypadku to zdecydowany plus tej wymuszonej alternatywy. Najważniejsze, że o świętach Bożego Narodzenia i zwyczajach z nimi związanych pamięta się, nawet mieszkając tysiące kilometrów od Polski.
Idą święta. A ja do kuchni – sprawdzić, czy piernik udał mi się w tym roku. Właśnie zadzwonił minutnik, informując uprzejmie, że ciasto można wyjąć z piekarnika. Wesołych Świąt!
Dzisiejszy odcinek Blatu jest oczywiście możliwy do odsłuchania, wystarczy kliknąć TU.