 Kino letnie Antyradia zaczyna działać! Dzisiaj premierowe spotkanie w Puszczy Kampinoskiej, na które Tomek zaprosił Ilonę Łepkowską, scenarzystkę najpopularniejszych polskich seriali. Rozmawiali o muzyce - tej, której słucha namiętnie, której nie lubi, która za nią chadza i która nieraz się do niej przyssie.
Jak tradycja pikników nakazuje, przyniosła ze sobą kosz pełen muzyki, a w nim piosenki, które na trwałe zapisały się w jej pamięci. Nie zapomni ich, bo zawsze będzie je kojarzyła z wydarzeniami lat minionych, nawet z krótkimi ich fragmentami, albo - z postaciami, które w jej życiu zaistniały. Być może przez przypadek, ale niemały udział w tym utrwaleniu się w jej pamięci niektórych pieśni mieli mężczyźni jej życia, głównie jej byli mężowie... Z każdym związkiem z mężczyzną kojarzą jej się konkretni wykonawcy i utwory... oczywiście nie na to samo kopyto. Każdy mąż wnosił co innego. Tak jest chociażby z Dire Straits i Brothers in Arms, tak jest też z Leonardem Cohenem.
Jako osoba wrażliwa, najchętniej słucha piosenek z tekstami o miłości, szczególnie tej nieszczęśliwej, niespełnionej. Ostatnio słucha namiętnie Fairytale Gone Bad fińskiej grupy Sunrise Avenue, bo bardzo podoba jej się tekst pieśni. Słuchając jej, rozładowywuje się, odchodzą od niej wtedy złe emocje. Jeśli natomiast chce się doładować i dodać sobie trochę energii, zapuszcza Bon Jovi i It's My Life. Nie lubi techno, bo jest w złym guście. Ten gatunek muzyczny – zdaniem Ilony Łepkowskiej – może ludziom zrobić krzywdę, gdyż zbyt długie obcowanie z taką muzyką może doprowadzić do zmian mentalnych.
Bardzo często tak ma, że muzyka chodzi za nią – co wydaje się być normalnym objawem, jeśli się jej w ogóle słucha. Gorzej jest wtedy, gdy jakaś piosenka do niej się przyssie, a nie jest to wcale jej życzeniem. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zazwyczaj przysysają się rzeczy tandeciarskie.
Jutro kolejna niespodzianka w postaci kolejnego gościa. |