 Gwiazda programu Europa da się lubić była gościem Pawła w dzisiejszej Gastrofazie. Kobieta – roześmiana i radosna, niezwykle energiczna i wyrrrazista.
Walentyna Jałocha, rodowita moskwiczanka, która wiele lat temu zamieniła tętniącą życiem stolicę Rosji na niezbyt duże (ale sympatyczne) miasteczko w pobliżu Borów Tucholskich, smakowała z Pawłem w środowy wieczór życie po rosyjsku. Sępólna Krajeńskiego, które stało się jej domem, nijak i pod żadnym względem nie można porównywać oczywiście do molocha Moskwy – stolicy imperium, w której wychowywała się zanim przyjechała do Polski. Porównywać – nie, ale wspominać z nostalgią i odwiedzać jak najczęściej – oczywiście tak! Wiele rzeczy w Moskwie zmieniło się od czasu, gdy z niej wyjechała, wiele pozostało w swoim pierwotnym kształcie, ulegając – co jest oczywiste - niezbędnym modyfikacjom, jak chociażby stacje moskiewskiego metra, bogato zdobione kandelabrami, kryształami, pomnikami, dziełami sztuki. Na ulicy, tak jak przed wielu laty, można oszukać głód drożdżówką, nadzianą wareniem (dżemem) i popić ją kwasem chlebowym sprzedawanym z olbrzymich beczek lub też ulec pokusie znanych wszem i wobec lodów - maskowskowo marożennowo.
Walentyna Jałocha pływać w swoim życiu nigdy nie nauczyła się – czego może i żałuje, bo Sępólno Krajeńskie leży nad jeziorem, dającym mnóstwo możliwości oddawania się czynnej rekreacji (w tym pływaniu), ale gotować potrafi. Ubóstwia zresztą to robić. Żadną tajemnicą jest dla niej wizytówka kulinarna Rosji - bliny z kawiorem (które należy smażyć obowiązkowo na smalcu, bo inaczej smakują i inaczej się smażą niż te, potraktowane olejem), ugotuje soljankę i szczi, ulepi pielmieni syberyjskie i czeburiaki. Jedynie do ciast ma dwie ‘lewe ręce’. W ogóle jest bardzo krytyczna, jeśli chodzi o kuchnię. Dała temu wyraz w niejednym telewizyjnym programie kulinarnym, do którego była zapraszana. Ma za sobą także debiut literacki, ściśle związany z gotowaniem, będąc autorką rozdziału o kuchni rosyjskiej w książce Europa w kuchni, pod redakcją Joanny Pawełczak, która właśnie ukazała się na rynku. ‘Gotują’ w niej gwiazdy ze wspomnianego wcześniej talk show Moniki Richardson.
Wydaje się, że umiejętność gotowania każda Rosjanka ma we krwi... lub powinna mieć. Nie rzadkie to przypadki na przestrzeni dziejów, kiedy kobietom rosyjskim przychodziło wykarmić liczną rodzinę. Zresztą... Rosjanie lubią biesiady, szczególnie te za stołem, kiedy to można posiedzieć, pojeść, popić i pogadać. Coś na nim powinno się wtedy znaleźć. Z jedzeniem, a także z kulturą i sztuką jedzenia szeroko rozumianą, związanych jest mnóstwo tradycji i zwyczajów – mniej lub bardziej celebrowanych w dzisiejszej Rosji. Mało kto wie, że wiele z nich datuje się z czasów cara Piotra I. Dzięki niemu chociażby, na stołach rosyjskich pojawiły się chusteczki do wycierania ust po posiłku. Do czasu wydania przez niego specjalnego ukazu posiłkowano się w tym celu... brodami, które z lubością hodowali zarówno ruscy bojarowie, jak i prości ludzie. A wycierać z ust było co – tłuszcz w kuchni rosyjskiej jest na porządku dziennym. Rosjanie kochają tłusto jeść.
Z innego powodu w prastarej Rosji jedzono drewnianymi łyżkami. Ta kwestia stała się przy okazji przedmiotem konkursu ad hoc, ogłoszonego przez gościa Pawła. Prawidłowa odpowiedź premiowana była egzemplarzem książki Europa w kuchni, z autografem jej współautorki. Szczęśliwym zwycięzcą mogła zostać tylko jedna osoba i to ta, która wiedziała, że drewniany sztuciec nie przejmuje ciepła od potrawy i jedzono nim (tą łyżką), żeby nie poparzyć sobie ust.
Piotr I sprowadził do Rosji kawę (jej wielką smakoszką była caryca Katarzyna II) i herbatę oraz nauczył Rosjan korzystać z alkoholu. Nikt, jak Rosjanie nie może ‘tak dużo’ i nikt, jak oni nie wznosi takich oryginalnych toastów. Herbata z kolei i sposób jej picia, to zupełnie inna skazka, bardzo smakowita zresztą. Czaj z samowara na węgiel drzewny, z kostką cukru maczaną w herbacie lub ssaną w ustach - to jeden z rytuałów, który do tej pory w Rosji jest praktykowany. No cóż, Anglicy mają swój five o’clock, Rosjanie swoje czajepitje.
Bardzo smakowity był to wieczór. Wiele można byłoby jeszcze napisać, jak smakuje Rosja, bo wiele opowiadał o tym gość Pawła, znany ze swego gadulstwa... ale ile można. Nic nie może wiecznie trwać... Wala, bolszoje spasibo.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie www.gdziezjesc.info/gastrofaza.htm. |