Przedostatni taki piątek. W takim kształcie i o takiej porze. Nadchodzi nowe, ale o ‘onym’ później.
Póki co, zgodnie z ustanowioną tradycją sprzed paru tygodni, piątek to jeszcze Dzień Słuchacza, a skoro tak – to Paweł Loroch jest do wyłącznej dyspozycji ‘Ludwików przy rondlu’. Tego dnia można zalewać skrzynkę Gastrofazy mailami, zawierającymi zarówno ‘rozpaczliwce’, w sensie ‘jak to zrobić, żeby wyszło, było smaczne i nie wymagało zbyt dużego wysiłku?’, jak i przepisy kulinarne własnego autorstwa. Trzeba się nieraz samemu pochwalić, żeby ktoś inny mógł wyrazić swój podziw... Tego dnia Paweł też nie przychodzi do studia z pustą ręką, o nie. Zawsze ma jakiś pomysł na małe co nieco, co jest przy okazji wyrrraziste i nieoczywiste, a także zadowalające podniebienie i oczy.
Co dzisiaj? Zainspirowany wizytą wczorajszego gościa (Adriana Budzińskiego, sushi-mastera z japońskiej knajpy) poszedł w kierunku frutti di mare, a w detalach – w stronę potwornego stwora za potworną cenę, czyli kraba. Ten dziesięcionogi skorupiak o delikatnym, smacznym mięsie rozpalił zmysły Mistrza do tego stopnia, że postanowił przetworzyć... paluszki krabowe, które mogą niejako zastąpić kraba (są powszechnie dostępne w sklepach i ich cena nie powala), na sałatkę. Właśnie tutaj, w takiej przekąsce, sprawdzają się najlepiej. Dzisiaj surimi połączyły się z selerem naciowym, rodzynkami i majonezem, a podane zostały na liściach rzymskiej sałaty.
Zrobiło się trochę słodko (może z powodu, a może bez powodu) i w tym klimacie pozostaliśmy praktycznie do końca Gastrofazy. Najpierw zaistniały galaretki, jeden z bardziej lubianych deserów, a następnie inne słodkersy. Galaretki owocowe każdy zna, każdy robił i jadł, ale galaretkę ze zdrowej, zielonej herbaty – przyszło gastrofazowiczom dopiero poznać. To też niejako inspiracja kuchnią japońską, w której sencha, genmaicha czy inne rodzaje zielonej herbaty są na porządku dziennym. Dzisiaj Paweł połączył ją ze słodko-kwaskowatym kompotem agrestowym. Gruszek w popiele nie zamierzali zasypiać słuchacze i podzielili się swoimi słodkimi pomysłami - na galaretkę z soku z pomarańczy oraz na racuchy jabłkowe z dodatkiem sherry, na co z kolei Mistrz odpowiedział smażonymi bananami.
Było też pytanie o kumkwaty (ratunku, co to?), chińskie cytrusy wielkości śliwki, wyglądające jak miniaturowe pomarańcze z bardzo gładką i cienką skórką, aromatyczne i kwaskowate w smaku. Jak je jeść? Okazało się, że możliwości spróbowania tych zjawiskowych cytrusów (kto by przypuszczał, znanych już parę wieków temu) jest wiele. Jada się je na surowo, wraz z rzeczoną skórką – i tak jest najlepiej, ale można z nich robić kompoty, konfitury albo zalewać je alkoholem lub dekorować nim drinki – dodając plaster kumkwata chociażby do martini.
Żeby nie było za słodko, breaking news na koniec... Gastrofaza stoi przed zmianami i modyfikacjami (tak jak parę innych audycji Antyradia), które wymusiła nowa wiosenna ramówka. Dzisiaj był przedostatni piątek Gastrofazy codziennej. Audycja przenosi się - ku uciesze jednych, i smutkowi drugich – z codzienności na weekend. Od połowy miesiąca będzie emitowana w soboty i niedziele w godzinach 10:00 - 14:00. Dyskusja na ten temat na forum – m.in. TU i TU.
Natomiast bez jakichkolwiek zmian, dzisiejsza Gastrofaza jest w dalszym ciągu możliwa do odsłuchania – O TU.