W Niedzielę Wielkanocną stól z powyłamywanymi nogami nie mógł być inny, jak tylko świąteczny, w uroczystym już nastroju. I taki był w gruncie rzeczy.
Dziś spotkanie zasadniczo przy suto zastawionych stołach... biesiadników, bo u wujcia Pawła w studiu przy Żurawiej, poza bardzo zacną muzyką i dobrym słowem, niczego praktycznie nie należało spodziewać się - w sensie niczego konkretnego do jedzenia. Wydawało się to słuszne, bo tak jakby było już odrobinę za późno, żeby cokolwiek szykować na ostatnią chwilę i przyjmować jakiekolwiek dobre rady, chociaż tymi wujaszek zawsze i wszędzie gotów jest służyć - ma ich po prostu od groma. Zresztą, wszystko na pewno zostało przygotowane już dużo wcześniej i nie było chyba potrzeby dawania rad i dzielenia się przepisami kulinarnymi. On sam, bidusia, był na kubku kawy - jak się przyznał, do jego śniadania wielkanocnego w gronie najbliższych jeszcze trochę (czasu było), tak więc z radością i przyjemnością przyjmował zaproszenia od słuchaczy, co by przycupnąć przy ich stołach. Przysiadał się więc (wirtualnie) i dowiadywał, co też było na nich serwowane.
A było dużo. Dobra wszelakiego na pewno nie mogło na nich zabraknąć... i nie zabrakło - jak się okazało. Poza tradycyjnymi jajami w różnej postaci, którymi Wielkanoc przecież stoi, a także chrzanem, białą kiełbasą, pasztetem, pieczonym schabem, różnymi wędlinami i sałatkami, stoły biesiadników zastawione były ciastami - przede wszystkim lukrowanymi babami drożdżowymi - pulchnymi i wyrośniętymi, ubogaconymi porządnie rodzynkami, mazurkami - przygotowywanymi zazwyczaj raz w roku, właśnie na Wielkanoc, sernikami, jak również innymi słodkimi cudeńkami, które klasycznymi wypiekami wielkanocnymi może nie są, ale w końcu nie jest powiedziane i nigdzie napisane, że w te wiosenne święta na stole nie może zaistnieć chociażby szarlotka czy tiramisu z truskawkami...
Jeśli chodzi o biesiadników stołu z powyłamywanymi nogami, to trzeba przyznać, że nie wszystkich Blat zastał przy śniadaniu. Niektórzy rzeczywiście rozpoczęli już świętowanie po czterdziestodniowym poście i udało im się posmakować przed audycją specjałów przygotowanych specjalnie na te święta (czytaj: zaspokoić nimi pierwszy głód), ale należy przypuszczać, że byli to ci, którzy zerwali się bladym świtem i poszli do kościoła na rezurekcję. Większość biesiadników oddawała się 'obżarstwu' - z większym lub mniejszym umiarem - w trakcie Blatu, donosząc uprzejmie przy okazji głodnemu Pawłowi, czym właśnie zaspokoili swoje podniebienie, czyli co rzucili sobie na ruszta.
Mało tego, okazało się, że dla niektórych biesiadników żury, kiełbasy i faszerowane jaja są jeszcze bardziej odległe w czasie, niż w przypadku Pawłowego 'trochę', trwającego zaledwie trzy godziny. Powód prosty - przesunęli sobie początek świąt, czyli niedzielne śniadanie wielkanocne, na... poniedziałek - dokładnie Lany Poniedziałek. A wszystko dlatego, aby umożliwić rodzinie stawienie się przy stole w komplecie. Dzisiaj ten stan był niemożliwy dla nich do osiągnięcia. Ale to nie koniec rewolucji wielkanocnej, bo oto znaleźli się też i tacy słuchacze, którzy zaczęli świętowanie już wczoraj, w Wielką Sobotę. Tymi z kolei kierowała chęć... wydłużenia trochę w czasie Wielkanocy. Hmm... Wychodzi na to, że można stosować różne opcje dla celebrowania świąt (w tym przypadku wielkanocnych), a najważniejsze jest to, aby każdemu wszystko pasowało... cokolwiek miałoby to znaczyć. I niech ktoś teraz powie, że podróże (z Blatem) nie kształcą...
Jedni za stolem w domu, inni w pracy (ale z wałówką świąteczną) - każdy relaksował się, koił i radował jak mógł i jak okoliczności mu na to pozwalały. I o to chyba zawsze chodzi w przypadku świąt - nie tylko wielkanocnych. Alleluja!
Dzisiejszy Blat można odsłuchać - wystarczy kliknąć TU.