Cyknąć fotę każdy może, ‘trochę lepiej lub trochę gorzej’, bez względu na to, czy trzyma w ręku zwykłą, prymitywną cyfrówkę typu ‘nic się nie ustawia’, telefon komórkowy, czy też profesjonalny aparat fotograficzny z paroma dobrymi, wymiennymi obiektywami, kosztujący tyle, że aż strach. Pstrykanie zdjęć i rejestrowania rzeczywistości na swój sposób jest naprawdę miłym zajęciem, któremu oddawać się można na co dzień i od święta. Dla jednych jest ono zwykłym hobby, dla innych wręcz pasją, niczym nieposkromioną.
Dzisiejszy gość Pawła, który przycupnął przy stole z powyłamywanymi nogami, w fotografowaniu i wszystkim tym, co z pstrykaniem może mieć związek, znalazł generalnie sposób na życie. Waląc prosto z mostu – uprawiając sztukę fotografii, umiejętnie godzi ogromne zamiłowanie i pasję z prozaicznym zarabianiem na przysłowiową bułkę z masłem, albo... na nowy aparat fotograficzny, jeszcze lepszy od tego, który ma. Nie wiadomo też dokładnie jak to jest z tym pomnażaniem zer na rachunku bankowym, bo podobno w tej dziedzinie nie zarabia się, a dokłada – jak twierdzą niektórzy.
Ale do rzeczy. Kto zacz? To Katarzyna Majak, artystka fotografii, ekspert i krytyk w tym temacie, kurator szeregu wystaw fotograficznych, a także wykładowca ‘akademicki’ w warszawskiej Akademii Fotografii – wszystko w jednym. Skoro już wiadomo, kto przyjął zaproszenie Pawła, to mało odkrywcze będzie stwierdzenie, że dzisiejsza rozmowa w postmodernistycznym paśmie poszukiwaczy przygód mogła dotyczyć jednej tylko materii – fotografii jako sztuki. Sztuki z wysokiej półki, artystycznej. W Polsce jest ona dziedziną dopiero raczkującą, wielu nieznaną, a przez to niedocenianą i w zasadzie niekolekcjonowaną, podczas gdy w Europie i w świecie - podziwianą, uznaną i w pełni dowartościowaną.
Katarzyna Majak, będąc artystką już docenioną i uhonorowaną, współpracującą z galerią, do której oddaje swoje prace - o czym marzy niejeden artysta fotografik, nawet nie tylko ten stawiający pierwsze kroki, ale także ten z jakimś dorobkiem - wystawia się, a i owszem. Wystawia się i w Polsce, i za granicą - ostatnio w Berlinie na Art Forum, targach sztuki współczesnej. Poszedł nawet tam jej album. Jeździ też po świecie w poszukiwaniu fotografii kolekcjonerskiej. Niedawno była w Paryżu, gdzie odbywają się prestiżowe targi fotograficzne. Tam dopiero można przekonać się, ile warta jest fotografia artystyczna. Za topową odbitkę, uznawaną w światowych kolekcjach za ‘białego kruka’, trzeba wyłożyć nawet i 65 tysięcy dolarów (sic!), taka prawda.
Co jest potrzebne, aby zostać artystą fotografikiem, tworzyć coś wielkiego, co będzie podziwiane i o co będą zabiegać zwykli zjadacze chleba (żeby ozdobić tym czymś swoje mieszkanie) albo wręcz kolekcjonerzy sztuki? Hmm... Na pewno niezły aparat fotograficzny (chyba mówiło się o dużej matrycy) z dobrym obiektywem. Trzeba też liznąć trochę wiedzy w tej dziedzinie, ale to łatwo da się. Jest mnóstwo książek i poradników na temat fotografowania, są kursy, są także akademie fotografii, w których wykłada się ekspozycję, kompozycję i parę innych ważnych przedmiotów.
Pewnego rzemiosła można się nauczyć, ale żeby robić coś wielkiego, poza wiedzą potrzebna jest odrobina talentu, po prostu... dar Boży. Potem jest już z górki. Trzeba tylko pstrykać ile wlezie (żeby móc wykazać się dorobkiem), a następnie znaleźć galerię, która zainteresuje się pracami i będzie je prezentować u siebie i na wystawach oraz... czekać na tych, którym te unikatowe (bo w pojedynczych egzemplarzach) fotografie spodobają się do tego stopnia, że będą chcieli wzbogacić nimi swoje kolekcje.
Żeby nie wpędzić się w kompleksy... Nie każdy musi od razu zostać artystą fotografikiem. Można przecież fotografować rzeczywistość dla samej przyjemności robienia zdjęć i utrwalania na nich ciekawych momentów życia. To też frajda.