Z zadowoleniem przyjęła zaproszenie Pawła i... na skrzydełkach przybyła do studia Gastrofazy na dzisiejsze wydanie audycji, aby porozmawiać o swoich smakach i upodobaniach kulinarnych.
To Ewa Złotowska – aktorka i reżyser w jednym, była dzisiaj gościem Pawła Lorocha w jego kulinarnym talk-show. Zdecydowana większość społeczeństwa identyfikuje bez najmniejszego kłopotu jej charakterystyczny głos. Ogromną popularność zyskała bowiem jako pszczółka Maja, grając - przed kilkudziesięciu latami w dubbingowanym kultowym serialu dla dzieci o tym tytule - wspomnianego owada. Co prawda, dzisiaj mówi ze śmiechem, że sukces jaki odniosła kreskówka, wywarł na niej piętno i stał się jej przekleństwem, gdyż najczęściej była i jest rozpoznawana z powodu tej właśnie roli filmowej, a w swoim dorobku ma ich przecież zdecydowanie więcej. Tak więc, chociaż na początku, cieszyło ją to, że rola szczebioczącej pszczółki Mai przysparza jej wiele sympatii, a sam film zyskuje na popularności, to wkrótce powodzenie to zaczęło aktorkę wręcz złościć. To był sukces, który stał się przekleństwem.
Ewa Złotowska deklaruje się jako smakosz. Lubi spędzać czas w kuchni i tworzyć nowe dania. Właśnie tworzyć, a nie przygotowywać – pomiędzy tymi dwoma wyrazami widzi wyraźną różnicę. Zresztą, nie tylko przebywając w kuchni czerpie inspiracje do swoich kulinarnych kompozycji. Mieszka niedaleko Warszawy i jest posiadaczką ogrodu, który sama stworzyła i w którym poczesne miejsce – obok różnych warzyw – zajmuje herbarium. Hoduje tam mnóstwo ziół, m.in. lubczyk, estragon, tymianek, melisę, macierzankę, nie wspominając tych, które nazywa ziołami sezonowymi, typu majeranek. Ma też duży sad pełen owoców, w którym uprawia pigwę, a nawet kapryśne brzoskwinie. Mając takie bogactwo warzyw i owoców, czy cokolwiek więcej trzeba, aby móc poszaleć w kuchni – tym bardziej, jeśli nie jest się zdecydowanym mięsożercą, ryby jada poza domem (bo ich przygotowanie wyzwala nieprzyjemny zapach), a pod ręką ma się zawsze do wykorzystania świeże produkty prosto z własnego ogrodu?
Ponadto, okazuje się, że w warzywniku Ewy Złotowskiej rosną nie tylko warzywa i zioła. Można tam spotkać również grzyby - pieczarki i opieńki, a to już jest krok do nowych pomysłów. Z grzybów – tych ogrodowych i leśnych - robi wszystko, co się da. Dużo czasu poświęca ogrodowi, ale lubi te zajęcia i potrafi czerpać z nich radość. Widać (i słychać), że po prostu kocha przyrodę. Zajęcia domowe nie kolidują z jej działalnością zawodową, bo ta pojawia się w jej życiu falowo, w zależności od potrzeby chwili.
Jak sama przyznaje, nie jada dużo. Woli mniej, a ciekawiej. Za słodyczami nie przepada, bo nie jest łasuchem. Z tego powodu nie wypieka ciast i ciasteczek, ale w tej czynności z przyjemnością zastępuje ją małżonek. A sama aktorka – jak to już zostało powiedziane - jest smakoszem, lubi więc te specjały degustować. Podobnie jest z alkoholem - w zasadzie nie pije napojów alkoholowych. Nawet nie potrafi powtórzyć nazw drinków, których przyszło jej spróbować, chociaż - jak szczerze przyznaje - ‘lubi sobie walnąć gorzałę z colą’.
W swoim życiu wiele podróżowała, w tym po krajach arabskich. Były to podróże 'służbowe', w których Ewa Złotowska udzielała się jako piosenkarka romansów rosyjskich. Śpiewała je w oryginale ('cyrylicą'), tańcząc jednocześnie. Artystyczny żywot wśród Arabów wiodła przez parę lat. Z tych peregrynacji przywiozła do Polski m.in. smaki tamtejszej kuchni – dipów bogatych w zioła, różnorodnych dań z soi, humusa z cieciorki, białych serów, a przede wszystkim niepowtarzalnych słodkości arabskich. Niektóre z dań potrafi przygotować samodzielnie ze składników, dostępnych w Polsce. Tam też odkryła niesamowitą przyjemność jedzenia rękoma. Hmm... czyli to pszczółki lubią najbardziej...