Zgodnie z tradycją ostatnich miesięcy, dzisiejszy Stół z powyłamywanymi nogami był wydaniem bezgostnym, co oznaczało ni mniej ni więcej, że gościa, który przycupnąłby przy AntyRadiowym stole bez nóg, aby porozmawiać na żywo z Pawłem tudzież ze słuchawkami i słuchaczami (tymi z drugiej strony ‘sitka’ za pomocą maili wysyłanych na adres loroch@antyradio.pl), nie należało oczekiwać. Nie było pisane biesiadnikom uświadczyć w programie mniej lub bardziej wyrrrazistego gościa, ale jakby tego było mało, to dzisiaj i sam gospodarz programu był nieobecny w studiu. Przynajmniej cieleśnie, bo duchowo był ze swoimi milusińskimi (w sensie z nami), całym sobą.
Za absencją Pawła nie stało jego lenistwo, ani niechęć ruszania się z domu w tak mało przyjemną pogodę, a istotne przyczyny. Otóż, nie było go w niedzielne przedpołudnie na szóstym piętrze budynku przy Żurawiej 8, bo w tym samym czasie brał aktywnie udział w imprezie pod nazwą Taste of London, czyli w festiwalu kulinarnym, odbywającym się w stolicy Albionu. Nad Tamizą, gdzie zebrali się wszyscy wielcy kulinariusze świata, wypełniał konkretną misję: zbierał obserwacje, co w brytyjskiej i światowej gastronomii jest najlepsze albo ‘dżezi’ w tym sezonie, aby podzielić się nimi w najbliższym czasie z biesiadnikami Blatu.
Teraz wszystko jasne – Paweł był ‘zapuszkowany’, jak nie przymierzając szprotka w oleju. W żargonie radiowców oznacza to sytuację, gdy audycja została nagrana wcześniej i emitowana jest we właściwym dla niej czasie, będąc często lekuchno podmontowaną. Tak więc, dzisiaj klasyczna ‘puszka’- taka prawda, bardzo często wywołująca święte oburzenie wśród stałych słuchaczy AntyRadia, którzy jej nie lubią, nie cenią lub po prostu za nią nie przepadają, chociaż mają jednocześnie świadomość tego, że jest ona nieraz koniecznością, takim jak gdyby ‘lepszym i mniejszym złem’. Lepszym, bo zawsze lepiej wysłuchać ciekawej, chociaż zapuszkowanej audycji, niż puszczanej z bezdusznej maszyny playlisty.
Skoro tak, skoro ‘puszka’, skoro wywołuje niezdrowe emocje - przynajmniej w odniesieniu do programów radiowych, skoro bywa pogardzana i lekceważona przez ich odbiorców, to Paweł postanowił dzisiaj dowieść, że słowo to może wywołać także przyjemne skojarzenia. Prawda taka, że ten metalowy przedmiot, mający zazwyczaj kształt zbliżony do walca, jest często-gęsto... bardzo doceniany, otaczany czcią i szacunkiem, a przez wielu wręcz uwielbiany – z różnych zresztą powodów. Wymyślony został około dwustu lat temu na okoliczność konkursu dotyczącego przechowywania żywności, jaki ogłosił cesarz Napoleon. Jako przedmiot wielce użyteczny i pożyteczny, puszka towarzyszy więc człowiekowi od lat i śmiało można powiedzieć o niej, że jest istotnym elementem cywilizacji ludzkiej.
Dzisiaj przy stole z powyłamywanymi nogami o puszkach rozmaitych było dużo. Paweł wyłożył szczegółowo (w sensie zrobił wykład) zarówno o tych najpopularniejszych, służących do przechowywania zakonserwowanej żywności, bez których trudno wyobrazić sobie nieraz wakacje - szczególnie te z plecakiem, ale także... szafki kuchenne. W nich to bowiem puszki (z groszkiem zielonym, z konserwą rybną, z przecierem pomidorowym, mlekiem skondensowanym czy też z owocami), ‘uruchamiane’ od czasu do czasu nie tylko na okoliczność niespodziewanych gości, także mają swoje stałe miejsce. Było też o puszkach skrywających w sobie napoje orzeźwiające typu piwo, coca cola, fanta, było o puszce... Pandory i Faradaya, było o puszce zupy Campbell, która umiłował sobie Andy Warhol, a także o o wojskowej puszce survivalowej (combat survival tin), zawierającej wszystko to, co pozwala przeżyć.
I to by było na tyle w tym temacie. Za sześć dni Paweł na żywo, a dzisiejszy Blat do odsłuchania na tej stronie – KLIK .