 Dzisiaj w Reggale gościem programu i jednocześnie jego głównym bohaterem była pewna brytyjska grupa grająca roots reggae, której nazwa pochodzi od... imienia znanego konia wyścigowego. Inicjatorem pomysłu, aby nazwać kapelę Steel Pulse – bo o tej formacji to mowa – był jeden z jej założycieli, a dokładnie basista Ronnie McQueen.
Na rynku muzycznym działają już grubo ponad trzydzieści lat (powstali jako zespół w 1975 roku, w dzielnicy Handsworth w Birmingham). W tym czasie wydali kilkanaście płyt, zagrali setki koncertów, dorobili się prestiżowej nagrody Grammy w kategorii „Najlepsza Kapela Reggae”. Nie od początku szło im jak po maśle. Przyczyną tego był ich karaibski rodowód. Prawda taka, że Steel Pulse tworzą muzycy z Karaibów, którzy wierni byli i są swym rastafariańskim poglądom, co nie znajdowało niejako akceptacji kilkadziesiąt lat temu w konserwatywnej Anglii. Odmawiano im występów bojąc się ich, a właściwie ich radykalnego spojrzenia na rzeczywistość.
Ulubieńcy Dżadżyka (uhm – przyznał się do tego) zagrali i zaśpiewali wybrane utwory ze czterech swoich płyt: Handsworth Revolution (debiutancka), True Democracy, Earth Crisis oraz African Holocaust (ostatnia studyjna). Kolejno wybrzmiały: Handsworth Revolution, Ku Klux Klan, Blues Dance Raid, Dub’ Marcus Say, Steppin’ Out, Grab Education, African Holocaust, Global Warming.
Jah bless you! |