Dzisiejszy Reggau zdominowała muzyka dubowa, praktycznie innej nie było słychać. Powód jasny - Dżadżyk wyszedł z założenia, że święta Bożego Narodzenia tuż-tuż i dobrze byłoby się zrelaksować, odprężyć, wpędzić w małą zadumę, zanim zacznie się gonitwa przedświąteczna, a po niej samo celebrowanie świąt. Jah się rodzi, moc truchleje – trzeba więc usiąść przy radioodbiorniku, przymknąć oczy i oddać się w ręce mistrzów dubu, bo nic tak nie odpręża jak muzyka dubowa.
Do programu wybrał same perełki. Zaczął od One Dub, zdubowanej wersji studyjnego nagrania One Drop Boba Marleya. Prawie zero słów, sama cudna muzyka. Potem puścił Burning Speara, od którego dub jako sztuka się zaczął. Winston Rodney zagrał i zaśpiewał Dub Creation. W dalszej kolejności na AntyRadiową scenę zaproszona została kapela Israel Vibration ze swoim utworem Jah Love Dub oraz Twinkle Brothers. Ci ostatni przedstawili Free Us ze swojej płyty Countrymen.
Za sprawą Ras Michaela i jego The Sons of Negus, uprawiających trudną sztukę nyahbinghi, dotknęliśmy także samego jądra dubu. Przemek puścił kawałek z ich płyty Rastafari Dub. Nie zabrakło także Alberta Griffitha i jego The Gladiators, ich także było nam pisane wysłuchać w dubowym nagraniu. W ostatnim wejściu, tuż przed początkiem 99. notowania Turbo Topu, Jah Jah puścił grupę Aswad (byli w Bielawie na tegorocznym festiwalu muzyki reggae). Wybrzmiał utwór Ghetto In The Sky z ich płyty New Chapter of Dub.
Ale to nie koniec wrażeń. Dzisiejszy Reggau zakończyła piosenkarka, która chociaż nie pochodzi z Jamajki, nie śpiewa reggae, z dubem nie ma nic wspólnego, to w takim rytmie i w typowo jamajskiej stylistyce tego gatunku muzycznego, nagrała jednak płytę. Mowa o Sinead O’Connor i jej krążku Throw Down Your Arms, wydanym bodajże trzy lata temu w podwójnej wersji – zwykłej, reggae’owej oraz dub. Znalazły się na niej nowe wersje piosenek takich klasyków jak Bob Maryley, Burning Spear, Peter Tosh i Lee Perry. Z tej właśnie płyty usłyszeć można było przepiękną pieśń Downpressor Man.
I jeszcze słowo w kwestii samej muzyki dub. Słuchając jej nie sposób zapomnieć o jej twórcach. Nie chodzi tutaj o artystów, którzy pierwotnier stworzyli jakiś utwór, a o techników i inżynierów dźwięku, bo to oni w zasadzie nimi są, przetwarzając nagrania muzyczne na dub, eksponując w nich sekcję rytmiczną czy też wplatając w nie specjalne efekty, które na muzykę dubową się składają i decydują o tym, że jest taka, a nie inna.
Dżadżyku, do usłyszenia za tydzień. A dzisiaj, na do widzenia – Jah bless you. :)