Dzisiaj prezentacja kolejnego artysty reggae’owej sceny, jednego z bardziej ulubionych naszego guru - Jah Jah, który chcąc pokazać, jak bardzo go lubi, własnoręcznie spreparował sobie w swoim (młodzieńczym) czasie T-shirta z odpowiednią nazwą. :)
Tym razem trio z górnej półki, które nazwało się od imienia... słynnego konia wyścigowego. Mowa o Steel Pulse, formacji powstałej w 1975 roku w Birmingham, jednym z najbardziej znanych zespołów brytyjskiego reggae. Jego założycielami byli Jamajczycy mieszkający i wychowujący się w Wielkiej Brytanii - David Hinds, Basil Gabbidon oraz Ronnie McQueen. Należy przyznać, że grupie nie od razu było 'lekko', nie od razu zyskała sobie przychylność krytyków, a to z tego powodu, że ci bardziej jednak cenili sobie kapele rdzennie jamajskie, na Karaibach tworzące i tam występujące, do innych mając mniejsze zaufanie. Co więcej, na początku swojego istnienia niektóre kluby karaibskie w środkowej Anglii odmawiały Steel Pulse występów z obawy o ich rastafariańskie poglądy.
Prawdziwa historia Steel Pulse rozpoczęła się więc tak naprawdę od punk rocka. Koncertowali z takimi grupami, jak Generation X, XTC czy The Stranglers. Wystąpili także jako support na trasie Burning Speara, a potem... poszło ‘z górki’. Stopniowo zaczęli zyskiwać popularność i uznanie zarówno miłośników reggae, jak i krytyków. Więcej o zespole TUTAJ.
Co wybrzmiało w dzisiejszy wieczór? Ano, przede wszystkim utwory z dwóch płyt kapeli - debiutanckiego albumu Handsworth Revolution, do dziś uważanego za jedną z największych pereł w historii brytyjskiego reggae oraz z Earth Crisis.