Gdyby żył, to w ubiegłym tygodniu, dokładnie 6 lutego, obchodziłby swoje 65. urodziny. Mowa oczywiście o Bobie Marleyu, niekwestionowanym królu (lub jak kto woli – cesarzu) reggae.
Dzisiejszą audycję – w sensie o czym będzie i że na pewno odniesie się do faktu rocznicy urodzin wielkiego Jamajczyka – Dżadżyk zapowiedział tydzień temu. W zasadzie wiadomo było tylko tyle, że kluczowym jej elementem będzie jakaś płyta, na którą nasz AntyRadiowy rasta czeka z niecierpliwością. Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Stało się tak, jak się miało stać. W dzisiejszym Reggale oddawaliśmy hołd Bobowi Marleyowi, wykorzystując niejako w tym celu Jego dzieci – uzdolnione jak on sam, odnoszące znaczące sukcesy na międzynarodowej scenie muzycznej i za swoją twórczość nagradzane. Któż inny mógłby to lepiej zrobić, niż one? Chyba nikt.
Do rzeczy, czyli do marleyków. Płytami dzisiejszego odcinka programu były dwa albumy autorstwa Stephena Marleya – Mind Control (2007) i Mind Control Acoustic (2009), za które artysta dwukrotnie został wyróżniony statuetkami złotych gramofonów, czyli nagrodami Grammy w kategorii Najlepszy Album Reggae. Właśnie z tych dwóch płyt wybrzmiewała dzisiaj muzyka. Dżadżyk puścił po cztery utwory z każdej z nich, odpowiednio w wersji ‘normalnej’ i akustycznej, a mianowicie: tytułowy Mind Control, Iron Bars (tu Stephen wspomagany był przez swojego brata Juliana), The Traffic Jam oraz Lonely Avenue.