Dzisiejszy Reggau nie mógł wyglądać inaczej. W świetle tragedii, jaka wydarzyła się na Śląsku - wypadku w kopalni „Wujek”, w którym śmierć w płomieniach poniosło kilkunastu górników - nie mógł być typowo zabawowy, jakim zawsze jest. Zazwyczaj uprzyjemnia czas w sobotnie popołudnie, dzisiaj wpędzał raczej lub przede wszystkim w zadumę i refleksję nad tym co się stało. Był na wskroś nostalgiczny. Na marginesie należałoby wspomnieć, że w tej samej kopalni pracuje jeden z członków katowickiego zespołu Requiem, goszczącego we wczorajszej Strefie Biało-Czerwonej, prowadzonej przez Przemka Frankowskiego...
Dla uczczenia pamięci zmarłych górników pięknie zagrał i zaśpiewał w tym wyjątkowym programie I Jah Man Levi. Nikt lepiej nie mógłby wypełnić dzisiejszego odcinka Reggału. Każdy utwór tego jamajskiego wokalisty (mieszkającego od wielu już lat w Anglii), zawarty na jego najwcześniejszych płytach, brzmi jak modlitwa. I ten jego przejmujący głos, wobec którego nie można pozostać obojętnym...
Dżadżyk puścił cztery utwory I Jah Mana Levi, pochodzące z dwóch płyt: Are We A Warrior i Haile I Hymn. Były to: Jah Is No Secret, Zion Hut, Two Sides Of Love i I'm A Levi.