Parę dni temu, dokładnie we wtorek 11 maja, minęła 29. rocznica śmierci Boba Marleya, króla muzyki reggae, charyzmatycznego wojownika o równość, pokój i miłość. Odszedł był z tego padołu łez niejako z własnej nieprzymuszonej woli. Gdyby zgodził się na amputację palca u nogi, którego zaatakował rak, żyłby do tej pory. Jako rastafarianin z krwi i kości, przekonany o tym, że ciało powinno stanowić całość, nie chciał jednak...
Reggau nie mógł pozostać obojętny wobec tej rocznicy. Dzisiejsza audycja była w związku z tym absolutnie wyjątkowa. Jej bohaterem był oczywiście Bob Marley i jego utwory. Niby znane, a brzmiące tak jakoś odrobinę inaczej, jakby były nieukończone lub nie do końca dopracowane – przynajmniej takie sprawiały wrażenie. Dżadżyk pospieszył z wyjaśnieniami – były to nagrania pochodzące z demówek, cudem uratowane przed ‘zagładą’. W zasadzie jakieś ścinki, które nigdy w życiu nie ujrzały światła dziennego i nie znalazły się na płytach studyjnych. Bo te, które zawierają płyty, są już przecież w pełni dopracowane i dopieszczone.
Co wybrzmiało? Te utwory: Running Away, Who Colt The Game, Babylon Feel Dis One, Exodus, Zion Train, Chant Down Babylon.
Jah bless you! |