Dzisiaj ostatnie przed wakacjami spotkanie z Reggauem. W związku z tym faktem, Jah Jah zarządził mały remanent.
Co w nim? Można powiedzieć, że zapowiedź tego, co czeka braci i siostry po wakacyjnej przerwie. A że to początek lata i wakacji, było bardzo słonecznie, bardzo po jamajsku i bardzo reggae’owo. Z nowych zjawisk, które nie były poruszane do tej pory podczas wykładów (bo nie było jeszcze na to czasu), Jah Jah poświęcił odrobinę uwagi muzyce dubowej. Ma ona to do siebie, że przy pomocy pewnych środków potrafi zmienić zupełnie utwór reggae. Wystarczy chociażby włączenie do niego takich elementów, jak efekty elektroniczne, dodanie bądź odjęcie instrumentu, tworzenie przestrzeni między dźwiękami i już jest nowe brzmienie w 'muzyce ciumkanej'. Po wakacjach temat dubu na pewno będzie rozszerzony i pogłębiony, tak samo jak inny - reggae’owe ‘pościelówy’, muzyka do tańca i przytulańca, czyli lovers' rock. Do tej pory był zaledwie dotknięty, a zasługuje na to, aby poświęcić mu cały wykład.
Swoje pięć minut miały pewne... konopie, ale nie mogło być inaczej. Bez tego ziela nie ma muzyki reggae, chociaż ganja, która na Jamajce jest bardzo popularna i stanowi dla mieszkańców wyspy roślinę świętą - stosowaną w celach leczniczych i dla uzyskania głębokiego stanu medytacyjnego, jest tam nielegalna...
Słowo o wykonawcach. Dzisiaj grali i śpiewali: Cimarons, Horace Andy (Collie Herb), grupa Aswad (Chapter of Dub), Linval Thompson (I love marihuana), Israel Vibration, Steel Pulse, Peter Tosh (Mystic Man). Kropkę nad ‘i’ postawił legendarny utwór Boba Marleya i Petera Tosha Get Up Stand Up, wybrzmiewając na zakończenie.