Rozpoczął tradycyjnie Gedeon Jerubbaal, a Jah Jah opowiedział o atmosferze koncertów z muzyką reggae w roli głównej, granych w latach osiemdziesiątych, w czasach siermiężnego socjalizmu. Były one nie tylko dobrą zabawą gromadzącą mnóstwo ludzi, ale także swoistą manifestacją poglądów – nie bójmy się tego słowa – politycznych. Trzeba dać wiarę Dżadżykowi, że niczego nie da się porównać do klimatów tamtych lat, do atmosfery panującej na koncertach i festiwalach muzyki reggae, na których grała m.in. poznańska kapela. W dzisiejszym Reggale Gedeon Jerubbaal zaśpiewał dwa utwory – Nie jestem sam (z koncertu) oraz Rewolucja.
Dziś na AntyRadiową scenę Jah Jah zaprosił także Lion Vibrations. Kapela ma wystąpić jutro w warszawskim Obiekcie Znalezionym (podziemia Zachęty) na koncercie na rzecz Amnesty International (tak na marginesie - organizacji i prawom człowieka, o które ona walczy, poświęcony był dzisiaj Stół Z Powyłamywanymi Nogami). Koncert jest częścią międzynarodowego projektu o nazwie Small Places Tour, a jednocześnie pierwszym tego rodzaju wydarzeniem w Polsce. Całkowity dochód z biletów-cegiełek zostanie przeznaczony na statutową działalność Amnesty International. Kapela zagrała i zaśpiewała dwa utwory ze swojej płyty Save Us – Ray of Sunshine i Queen of Love.
Jah Jah sięgnął też do górnej półki, zgarniając z niej utwory Alborosiego – Włocha o duszy Jamajczyka, zwanego też Soul Pirate. Jeden utwór Sycylijczyk wykonał sam (skoczne, bardzo rootsowe ska zatytułowane Patricia), drugi razem z wokalistą Black U’Huru Michaelem Rose – Waan The Herb.
Była górna półka, była też klasyka. Za sprawą mistrza Boba Marleya wybrzmiała jedna z najbardziej klasycznych pieśni, śpiewanych przez Niego, mocno uduchowiona – Natural Mystic. Dzisiaj zaśpiewał ją nie tylko Bob, zaśpiewał ją też jego syn – Ky-Mani. Młody Marley był wspomagany przez wspomnianego już Alborosie. Dech zapierało...
Już za tydzień kolejny Reggau i kolejna porcja pozytywnych wibracji. Do usłyszenia. Jah bless you. :)