To już 292. spotkanie z Pawłem Lorochem na antenie AntyRadia i trzecia postać audycji, skupiającej wokół siebie wszystkich sympatyków, miłośników i amatorów dobrego smaku - po prostu... smakoszy życia. Obecny jej kształt nie różni się zasadniczo od tego, co już kiedyś bywało w poprzednich jej wydaniach: przez pierwsze dwie godziny słuchacze są sam na sam z Mistrzem, w drugiej jej części do studia przychodzi zaproszony gość. Dzisiaj, parafrazując powiedzenie, można byłoby powiedzieć, że ‘gęba miała, to co chciała’ - było mnóstwo pyszności, starannie dobrany i interesujący gość oraz muzyka, która łagodzi obyczaje. Wrócił cudowny, stary nastrój Gastrofazy sprzed miesięcy...
Najważniejszy jest dobry początek. Prawda stara jak świat, stosowana na co dzień i w różnych okolicznościach. Co gwarantuje chociażby doskonały nastrój i takież samopoczucie w ciągu dnia? Oczywiście śniadanie, które obowiązkowo należy zjadać. Od tego porannego posiłku rozpoczęliśmy dzień razem z Pawłem. Dziś, dla podkreślenia początku czegoś ‘nowego’ w Gastrofazie, wyjątkowo pysznego i ‘na bogato’. Należy przyznać, że różne są zwyczaje i upodobania słuchaczy w tym względzie. Jedni na śniadanie wypijają zaledwie filiżankę kawy zagryzając słodkim rogalikiem, inni przygotowują bogatszą przekąskę – jajecznicę, półmisek wędlin i serów, omlety polane syropem (np. modnym ostatnio klonowym) lub miodem, posmarowane dżemem albo z dodatkiem owoców, płatki kukurydziane z mlekiem. Są też amatorzy jajek na miękko lub twardo, parówek z wody, a także ‘czegoś z wczoraj’, nie wymagającego dużego wysiłku i nie zabierającego dużo czasu na przygotowanie - ot, niedojedzonej kolacji albo zimnej pizzy (sic!). Możliwości naprawdę jest mnóstwo. To rzecz smaku i gustu, a nieraz... tradycji rodzinnych, że wspomni się w tym miejscu zgliwiały ser z kminkiem... Ponoć pyszny w smaku jako produkt finalny, chociaż zniechęcający na etapie przygotowywania.
Swoje pomysły na treściwe i smaczne śniadanie miał też oczywiście Paweł. Zaproponował brioches (briosze) - drożdżowe bułeczki, które najlepiej smakują jeszcze ciepłe. Zazwyczaj podaje się je z białą kawą, ale równie dobrze idą w parze ze świeżo wyciśniętym sokiem owocowym - z granatów lub pomarańczy. W wykonaniu Mistrza zaistniało także risotto na słodko, grzanki i bruskietki (na sposób sycylijski i polski), a także niebanalne kanapki z pieczywa tostowego. Można powiedzieć, że smaki dzisiejszego śniadania pochodziły z różnych kuchni świata. Było międzynarodowo.
W drugiej połowie audycji, w samo południe, w studiu Gastrofazy pojawił się gość - należy przyznać bardzo egzotyczny, bo pochodzący z Czarnego Lądu. Był nim Ricky Lion, Kongijczyk, mieszkający w Polsce od jedenastu lat, z zawodu artysta - muzyk. Na co dzień, wraz ze swoim zespołem Bongo-Bongo, propaguje kulturę afrykańską w szerokim tego słowa znaczeniu, głównie związaną z krajem, z którego wywodzi się. Zespół nie tylko śpiewa i gra na tradycyjnych instrumentach afrykańskich, jeżdżąc z koncertami w stylu afrykańskim po całej Polsce, ba - nawet świecie. Ricky Lion współpracuje z wieloma instytucjami kulturalnymi, prowadzi warsztaty bębniarskie, organizuje wieczory afrykańskie, bierze udział w różnych imprezach - otwartych i zamkniętych. Podczas niektórych z nich zaznajamia swoich gospodarzy z kuchnią kongijską. To na razie jedyna możliwość spróbowania czegoś z Czarnego Lądu (plany otwarcia klubu afrykańskiego dopiero się tworzą). W Warszawie jest zaledwie jeden Africa Bar, w którym afrykańskie dania są serwowane. Niewykluczone, że jest to w ogóle jeden jedyny, prawdziwie afrykański, przybytek gastronomiczny w Polsce.