Dzisiaj zderzenie z luksusem, jakiego w Gastrofazie do tej pory nie było... ani widać, ani słychać.
I nie mogło być, gdyż restauracja, która stała się bohaterką środowego wydania audycji - miejsce wykwintne i luksusowe pod każdym względem, została otwarta raptem dwa miesiące temu. Znajduje się w samym centrum Warszawy, przy rondzie ONZ (skrzyżowanie Świętokrzyskiej z Jana Pawła II) i nosi nazwę Rondo Royal. W Gastrofazie przedstawiał ją, opowiadając o serwowanych w niej smakach, Grzegorz Goleń – szef kuchni tego przybytku luksusu i... wyuzdania.
Dla kogo ona? No, raczej nie dla szaraków, chociaż szef kuchni Rondo Royale twierdzi, że karta dań jest tak skonstruowana, aby każdy gość mógł wybrać coś dla siebie. Na pewno nie dla tych, którzy rano przemieszczają się do pracy środkami komunikacji miejskiej - a nawet mniej lub bardziej wypasionymi brykami, przez osiem godzin zaspokajają pracodawcę i popołudniem lub wieczorem wracają do domu. To restauracja raczej dla rekinów finansjery, gwiazd show-biznesu, ludzi zamożnych lub... snobów. Tu rachunek za kolację płaci się (najprawdopodobniej) platynową kartą płatniczą, bo nikt przy zdrowych zmysłach takiej gotówki, jaką należałoby zostawić w restauracji, na co dzień nie nosi w portfelu czy portmonetce, ba - nawet idąc na kolację unika takiej mnogości banknotów przy sobie.
Na kolana powinien rzucać już sam wystrój. Knajpa 'zrobiona' jest w nowym baroku, przepych widać na każdym kroku - tafla szkla po której płynie woda (konkretnie wodospad), na ścianach dziesiątki tysięcy kryształów Swarovskiego, wspaniałe żyrandole, w tym ten w sali VIP-owskiej, który może śmiało kosztować półroczną pensję prezydencką. W restauracji jest homarium - duże akwarium, w którym w odpowiedniej florze bakteryjnej żyją sobie homary, będące jedną z dum knajpy, serwowaną na wiele sposobów. Należy przyznać, nie jest to często spotykany element wystroju przybytku gastronomicznego, ale w tej restauracji wydaje sie być wręcz nieodzowny. Już niedługo do homarium dołączy ostrygarium. Jak przyznaje Grzegorz Goleń, restauracja dorobiła się już gości, którzy lubią sobie wpaść na dwie - trzy ostrygi w miesiącu, a nie ma nic lepszego od tego owocu morza prosto z wody.
Rondo Royale prowadzi autorską kuchnię włoską. Serwuje się tu dania królewskie, a wszystkie one są 'naj' (najdroższe, najbardziej ekskluzywne, najbardziej wykwintne, najbardziej oryginalne, najmniej spotykane, najwyższej jakości, najbardziej świeże, z najlepszych produktów - sprowadzanych z różnych zakątków Włoch). Poza wspomnianymi homarami i ostrygami, w restauracji głód można oszukać trzema gatunkami astrachańskiego kawioru, langustynkami, krabami, nigeryjskimi krewetkami, piemoncką polędwicą i... czym tylko kto ma życzenie. Każde jest spełniane. Dania doprawiane są przyprawami z górnej półki - czarnymi truflami, szafranem oraz skrapiane najlepszą włoską oliwą i dobrymi, winnymi sosami.
Alkohole, to odrębny rozdział tego przybytku luksusu. Wydaje się, że głowa tak samo cieszy się po wypiciu Absolutu, Finlandii, Smirnoffa czy 'siwuchy', ale... inaczej może brzmi, gdy powie się, że za małą lufę wódki rosyjskich Żydów, wyprodukowanej z wyselekcjonowanego ziarna, kilkakrotnie destylowanej, podawanej w kryształowej butelce (którą można zabrać ze sobą do domu - przyda się na kwiatki, jako wazon) zapłaciło się 140 zetów. Do kawy i cygara może być koniak w bakaratowej butelce, odpowiednio leżakowany, tylko w Rondo Royale serwowany. Cena - 40 tysiaków za butelczynę tego zacnego trunku. O najprawdziwszych szampanach (podrabianych lub udających prawdziwe tu nie podaje się) i ich cenach nie ma co wspominać.
Kto ma gruby portfel i ciekawy jest smaków z najwyższej półki, może sobie w każdej chwili wpaść do restauracji lub przynajmniej poczytać o niej na stronie internetowej Rondo Royal - właśnie TU. A dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.