Nie kare, nie gniade i nie siwki. Po prostu różowe. Nikt nie zwariował i nikogo nie porąbało, nikt nie jest także w pijanym widzie. Konie o takiej ‘maści’ naprawdę można spotkać, tyle że... jedynie na własne życzenie lub... na własne zamówienie – o czym przekonały się aniołki Loroszka, słuchając niedzielnego odcinka Stołu z powyłamywanymi nogami.
Po wczorajszym wielce kulturalnym odcinku z Igorem Šebo w roli głównej (gwoli przypomnienia - reżyserem spektaklu wystawianego na deskach Teatru Rozrywki w Chorzowie), za sprawą i dzisiejszego gościa Pawła, wybrzmiała teatralna nuta. Kto nim był? Aldona Jankowska – aktorka rodem z Krakowa (krakowianka ci ja), o talencie której godzinami można byłoby opowiadać. Gra (role dramatyczne i satyryczne), śpiewa i tańczy, po mistrzowsku parodiuje. Nie jest jej obca sztuka kabaretu. Nie ma chyba osoby, która nie znałaby jej z Rozmów w tłoku, czyli z programu Szymon Majewski Show. Parodiowanymi przez siebie w nim postaciami Zyty Gilowskiej, posłanki Hojarskiej, ojca Rydzyka, Hanny Gronkiewicz-Waltz, minister Fotygi czy też Hanny Lis rozśmieszy do łez każdego – i tego w dobrym nastroju, i tego w podłym.
Aldona Jankowska słynie z jeszcze jednej umiejętności, która – jakby na to nie patrzeć - stała się niejako powodem jej dzisiejszej wizyty w studiu AntyRadia. Otóż należy ona do nielicznych polskich aktorek, które perfekcyjnie uprawiają formę estradową z najwyższej półki, czyli stand-up comedy. To taki ‘amerycki’ wynalazek, w którym swoje miejsce ma i monolog satyryczny, i piosenka, i kuplet i przede wszystkim bezpośredni kontakt z widzem, nawiązywany poprzez improwizowane żarty. Należy stwierdzić, że gościówa Pawła opanowała tę sztukę do perfekcji, uprawia ją po mistrzowsku i przede wszystkim czuje się w niej doskonale.
A dlaczego stand-up comedy stała się przyczyną jej wizyty u Pawła? Bo taką formę przybrał spektakl Różowe konie, w którym Aldona Jankowska śpiewa, wygłasza monologi i przywołuje na scenę różne typy i charaktery ludzkie – same kobiece tym razem. Pomysł na tę komedię zrodził się przypadkiem, gdy aktorka została świadkiem na ślubie. Obserwacje poczynione podczas ceremonii w Urzędzie Stanu Cywilnego były do tego stopnia zabawne, że postanowiła je skrzętnie wykorzystać. Dołożyła do nich doświadczenia własne (bywała w swoim życiu wodzirejem na weselach) oraz wrażenia z filmu o organizatorach ślubów, z którego utkwiło jej w pamięci marzenie pewnej panny młodej, aby do ślubu zawiózł ją... różowy koń. I organizatorzy wesela spełnili kaprys narzeczonej, malując w przededniu uroczystości zdybaną na tę okoliczność klacz na różowo...
Przedstawienie miało swoją premierę rok temu, w krakowskim teatrze Groteska. Za parę dni, możliwość jego zobaczenia będą mieli także warszawscy widzowie. Różowe konie przyjął bowiem pod swój dach i opieką otoczył Teatr Kamienica Emiliana Kamieńskiego.
Dzisiaj to byłoby na tyle. Kto nie mógł wysłuchać audycji, niech nie rozpacza i nie wyrywa włosów z głowy, jako że została nagrana i w każdej chwili można ją sobie samemu, bez kłopotu, odtworzyć. Wystarczy kliknąć TU.