Dziś Antyradio Machina wyczynowa, ale nietypowa. Gościliśmy bowiem Marka Szustera, rekordzistę świata w bieganiu po schodach, który w zeszły piątek w warszawskim Blue City pokonał 96930 schodów w ciągu 12 godzin. Jak to jest uprawiać taki nietypowy sport, opowiadał w studiu AR M.
No właśnie, skąd pomysł? Pan Marek twierdził, że bieganie po schodach to bardzo romantyczny sport, a zainteresowanie wzięło się na początku z chęci spróbowania nowego sportu, która potem przerodziła się w prawdziwą pasję. Nie jest to jednak konkurencja, do której przystąpić można "z marszu". Przygotowania zajmują wiele godzin ćwiczeń i składają się w dużej mierze z biegania po schodach. Podobno w Niemczech, gdzie pan Marek mieszka (dlaczego, o tym później) schody są zbyt dokładnie wykonane, przez co ćwiczenia na nich nie przygotowują dobrze do prawdziwego biegu. Natomiast w Polsce łatwiej można znaleźć bardziej chaotyczne stopnie. Dobrze, że choć jedna osoba się z tego cieszy.
A jak wygląda sam bieg? Oczywiście pokonując takie dystanse nie można poruszać się tylko w jedną stronę. Gania się więc po tych schodach do góry i na dół, z czego zdecydowanie trudniejsze i bardziej męczące jest zbieganie. Pracuje wtedy więcej mięśni, stawy są bardziej obciążone, a do tego trzeba uważać, żeby się nie potknąć lub nie poślizgnąć. Cały czas trzeba też uzupełniać płyny i minerały izotonicznymi napojami, jeść... a czasem i załatwiać potrzeby fizjologiczne. Jeśli jest to bieg indoor, to w czasie wyznaczonych przerw, jeśli impreza jest na świeżym powietrzu, podobno udaje się to w trakcie zrobić (oczywiście najwyżej wysikać). Zdarza się też, że trzeba wykonywać pomiary funkcji życiowych organizmu i to również w biegu, a rezultaty bywają zaskakujące, tak jak właśnie w ubiegły piątek. Badanie ciśnienia wykazało u pana Marka tętno takie, jak u odpoczywającego człowieka!
Czas opowiedzieć trochę o życiu naszego bohatera. Marek Szuster urodził się w Polsce, ale mając trochę ponad 20 lat, gnany ciekawością, wyruszył na Zachód i osiedlił się w Niemczech. Pracuje tam jako pielęgniarz pomagając ciężko chorym i umierającym w hospicjum. To praca dla człowieka twardego, a jednak pan Marek ukazuje też swoją romantyczną duszę tworząc muzykę i pisząc wiersze (jeden zacytował na antenie). Sport także wykorzystuje do działalności charytatywnej biorąc udział w imprezach typu "Bieg dla...". Mimo wszystkich swoich osiągnięć na antenie sprawiał wrażenie człowieka niezwykle skromnego, a na końcu swojej wizyty nie zapomniał o kolegach z teamu, o których powiedział, że bez nich jego wyczyny nie byłyby możliwe. Brawo!
Po wyjściu gościa Maszyniści stwierdzili, że pan Marek nadawałby się na warszawską Syrenkę, a to za sprawą swojego następnego przedsięwzięcia. Za 2 miesiące będzie bił kolejny rekord, tym razem w pływaniu bez użycia rąk. Powodzenia!
W drugiej godzinie słuchacze zostali poproszeni o przysyłanie swoich rekordów życiowych w dowolnych konkurencjach. No to dostaliśmy maile o tym co to się w szkołach i akademikach nie dzieje, przeplatane opowieściami o wyprawach górskich, czy innych wyczynach z gatunku ekstremalnych sportowych doznań. Były to historie mniej lub bardziej pasujące do tematu, ale jak to Vito stwierdził (przy dezaprobacie Jah Jah): "Jeden lubi czekoladę, inny jak mu nogi śmierdzą."
PS. Oczywiście zdany został raport z dzisiejszej działalności AntyRadiowego Mikołaja w trzech naszych ulubionych miastach. W Warszawie krążył sam Figur...