 Piotr Gembarowski rozmawiał z posłem LiD-u - Ryszardem Kaliszem.
Wczoraj miało miejsce nie tylko spotkanie Donalda Tuska z prezydentem, ale także liderów LiD-u. Było ono miłe, ale spóźnione o dwa tygodnie. Zwyczajem konstytucyjnym prezydent powinien szefów partii, które dostały się do parlamentu, zaprosić w powyborczy wtorek (poniedziałek jest zwany "martwym" i ma służyć odetchnięciu po wyborach). Niestety teraz na stabilizowanie sytuacji po wyborach jest za późno, a taki powinien być cel tych spotkań. LiD ma tzw. "złoty głos", trzyma w szachu prezydenta i koalicje, a w swoich decyzjach będzie się kierować kwestiami merytorycznymi i poglądami. Pan Ryszard razem z panem Markiem Siwcem skrytykowali procedurę wyłonienia wicemarszałka sejmu w LiD-zie. Wcześniej była rada programowa, nagle okazało się, że trzech ludzi podjęło decyzję i reszta została powiadomiona SMS-em. LiD ma być partią partycypacyjną, czyli każdy ma prawo do wypowiedzenia zdania i potem są podejmowane decyzje, a tutaj tego zabrakło, ale krytyka na szczęście powinna zapobiec w przyszłości podobny zajściom i na pewno LiD się nie rozpadnie. Jak kończą się partie wodzowskie możemy zobaczyć obserwując ostatnie zajścia w PiS-ie. |