Saba oddaj obrączki, czyli przedmałżeńskie perypetie Joli i Jarka
„Misiek, słyszałeś, że Rokita puka się na boku?” – tym retorycznym pytaniem rozpoczęła się poniedziałkowa Antylista. Nie zabrakło także akcentów muzycznych, kiedy wyszło na jaw, że Zbigniew Ziobro też ma swojego bliźniaka, w osobie założyciela ZZ TOP. Znalazły się również ciekawostki ze świata przyrodniczego: minister Anna Fotyga zatrudniła dekoratora wnętrz i wreszcie będzie miała swoje wnętrze.
Obu ministrów przebił jednak premier Jarosław i wybranka jego serca, Jolanta, z którą ma stanąć na ślubnym kobiercu w przedwyborczą sobotę. „I nie będzie już molestował kota w długie, samotne wieczory”. Ta wiadomość stała się inspiracją do stworzenia przez Kubę i Michała nowej wersji znanego przeboju lat 80-tych – „Uciekaj skoro świt, bo całej Polsce wstyd.” Zachęciła ich również do znalezienia odpowiedniego miejsca godnego tak historycznego wydarzenia. Telefon z „Urzędu Rady Ministrów” odebrała pracownica gminy Grunwald. Niestety, nic nie wiedziała o planowanym wynajęciu Pól Grunwaldzkich, na których miał się odbyć ślub i inscenizacja słynnej bitwy. Ostatnie pytanie: „Czy Grunwald w to wchodzi, czy mamy przenosić to pod Cedynię?” urzędnicy pozostawili niestety bez odpowiedzi. Kolejny telefon Michał i Kuba wykonali jako Agencja Światło do radia Białystok, celem potwierdzenia pierwszej w Polsce, symultanicznej dedykacji muzycznej: w sobotę, 20 października, w samo południe, na antenie wszystkich rozgłośni Polskiego Radia miały się rozlec dźwięki piosenki Piotra Szczepanika – „Kochać”. Prowadzący audycję, bo akurat do niego się dodzwonili, nie był jednak skory do współpracy i odsyłał ich do dyrektora programowego, co chłopcy z Antylisty skwitowali okrzykiem „Wyłączajcie Białostocczyźnie nadajniki!” Bardziej rozmowne, choć z pewnością bardziej przerażone, były urzędniczki z Gdańska, które miały pokwitować wypożyczenie na Grunwald zabytkowych organów oliwskich. Tym bardziej, że wydawane przez Kubę dźwięki demontażu organów świadczyły o zbliżającym się ich końcu. Organów, nie urzędniczek. Mniej dramatyczny przebieg miała rozmowa z sekretarką w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, w którym szkoli się również policyjne psy. To właśnie do Legionowa Kuba i Michał zamierzali wysłać sznaucerkę Sabę, znaną ze spacerów po sejmowych korytarzach, w celu zgłębienia przez nią tajników aportu ślubnych obrączki. Pani sekretarka była tak miła, że próbowała nawet połączyć ich z gabinetem zastępcy komendanta. Do połączenia jednak nie doszło. Zawodowo uprzejme były również panie z prywatnej kliniki położniczej na południu Polski, w której prowadzący zamierzali umieścić tym razem samą Jolantę Szczypińską. Na szczęście, na rozwiązanie w postaci pary kolejnych bliźniaków, już nie czekali.