 Dzień, w którym Przemysław „Jah Jah” Frankowski porzucił AR Machinę. Spokojnie, jutro wróci. Porzucił o 20:54, celem zobaczenia Type O Negative na koncercie w Stodole, ale jutro już wróci. Ale po kolei. Na początek, cykl „Michałki Dnia Codziennego”. Po pierwsze, informacja o proboszczu kościoła w Rzeszowie, na osiedlu Zalesie, który zainwestował był i teraz, punktualnie o 6:30, w promieniu 1 kilometra, „na pełnej kicie” rozbrzmiewa – „Kiedy ranne wstają zorze”. Następne pieśni maryjne serwuje o 9, 12, 15, 18, 21 i 21:37. Codziennie! Jedna z mieszkanek-parafianek – pani Jolanta udała się do księdza z prośbą – czy nie dałoby się pół tonu ciszej? Co na to duchowny? – Pani Jolanto, a ja pani w kościele nie widuję. Po drugie, wieści z frontu Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami (OKOPS). Ów komitet, na czele z Ryszardem Nowakiem, tworzy indeks zakazanych zespołów. Ma on (indeks, nie Nowak) trafić do Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Edukacji, gdzie bardzo się przyda przy tworzeniu nowelizacji Kodeksu Karnego, w której znajdą się także przepisy dot. sekt i szerzenia satanizmu. Metalowcy bójta się! Ale nie tylko metalowców będą ścigać – artystów rockowych też! Niebezpieczni są: Marylin Manson, Behemoth, KAT, Vader. Dlaczego? Bo namawiają do składania ofiar ze zwierząt, czarnych mszy i nawołują do zabijania. Taa... Po trzecie, najdłuższa broda w Polsce niebawem zostanie ścięta! Jej właścicielem jest pan Andrzej Rej z Borowa w gminie Annopol. Jego chluba (broda!) liczy 60 cm, a zapuszczana była przez ponad 20 lat. Teraz, jak na człowieka słownego przystało, musi ją zgolić. Dlaczego? Pan Andrzej jest prezesem zrzeszenia budowlańców – producentów materiałów budowlanych. 2 lata temu, kiedy cegielnie im padała, upadłości mnożyły się jak mrówki Faraona, publicznie wygłosił (i jeszcze go nagrali – kolejne taśmy prawdy?), że brodę swoją zgoli, jeżeli będą zapisy na nowe cegły. I cóż? Boom budowlany nam nastał, obrzezanie brody nastąpi uroczyście 1 lipca, podczas zjazdu budowlańców. Po czwarte, w szkole podstawowej nr 5 w Świdniku, 26 chłopców, uczniów trzeciej klasy, wpadło na genialny pomysł. Dzisiaj są w różnych klasach, jak otrzymają promocję do czwartej klasy, to będą wszyscy razem, w jednej klasie – stricte męskiej. Dlaczego tak? Bo dziewczyny nas wkurzają – mówią chłopcy. Co jest normalne w tym wieku i specjalnie nie dziwi, ale pani dyrektor mówi, że dziewczęta mają to do siebie, że szybciej dojrzewają, szybciej przyswajają materiał i chłopcy mogą wpadać w kompleksy, a tak, jak będą między swymi, to wszystko się będzie wyrównywać, będzie zdrowa rywalizacja. Jah Jah szkodził do koedukacyjnej szkoły, mało tego! Zdarzało się tak, że chłopiec z dziewczyną siedzieli w jednej ławce!! Takich bezeceństw dopuszczała się szkoła podstawowa nr 16 im. Jarosława Dąbrowskiego w pogańskim Poznaniu! Patron placówki, w Komunie Paryskiej walczył – zepsucie i liberalizm, albo nawet libertynizm w szkole hulały niczym wiatr w meczecie! Vito najchętniej by wysłał Jah Jah do Świdnika na reedukację, żeby tam repetował. W liceum (im. Marii Skłodowskiej-Curie w tym samym niecnym Poznaniu) też był w klasie mieszanej i nikt nie miał kompleksów, że taka np. Ewa Z. uczyła się lepiej niż Michał G. Vito przeżył tę traumę, bo w średniej szkole u niego, żadnego dziewczęcia nie było… Nie ma się czemu dziwić – jak się chodzi do technikum elektrycznego... Podobno to nie technikum, tylko szkoła dla kosmonautów, jednak nazwy nie wyjawił, bo się wstydzi. Pozostając przy tematach dziecięcych, zajrzeliśmy do podwarszawskiego Ursusa, na jeden z placów zabaw, gdzie już się pojawił, a na drugim się buduje... Magiczny Krąg Mocy. Magiczne Głazy to odpady z budowy (sic!), ale odpowiednie ich ustawienie przez dyplomowanego radiestetę generuje życiodajną moc. Architekt ostrzega jednak, że moc można czerpać przez 30-45 min., inaczej grozi nam przeenergetyzowanie, objawiające się zawrotami głowy, biegunką itp. Dziatwa nie zdaje sobie sprawy, że te głazy mogą czymś grozić, ale projektanci mówią – to działa! Tu Przemysław „Przy Zdrowych Zmysłach” Frankowski wygłosił expose: Nie wierzę! ani w żadnego radiestetę, ani w żadnego wróża, różdżkarza, czy innego magika! Po prostu takich rzeczy nie ma! Nie ma z jakichś kamieni z budowy energii, jakichś takich bredni, nie należy absolutnie w to wierzyć! Kto wierzy w takie brednie, jest po prostu niespełna rozumu, albo żyje w głębokim średniowieczu! Amen. Na koniec, zajrzeliśmy raz jeszcze do Rzeszowa, gdzie pojawiły się nowe tabliczki na skrzyżowaniach, będące koncepcją prezydenta miasta. Skierowane są do jednej, niszowej grupy, która regularnie na skrzyżowaniach pojawia się właściwie przez całą dobę – do kierowców (taksówkarz, kierowca busa wiozącego naród do Przemyśla na przejście graniczne itd.). Przykładowa tabliczka przedstawia czerwony samochodzik, bruk, kawałek trawnika, a na górze napis: „Kierowco! Nie zaśmiecaj swojego stanowiska pracy!” I jest problem, bo koncepcja polegała na tym, żeby nie wyrzucać śmieci na chodnik, ale jak to rozumieć? Taki taksówkarz, niedojedzonej bułki czy paluszków, nie może wyrzucić za siebie, bo miejsce pracy będzie upaprane, a panu prezydentowi chodziło o to, żeby nie śmiecić na skrzyżowaniach, które de facto miejscem pracy nie są. Taksówkarz będzie miał czysto w szoferce, ale brudno na ulicy, a jak czysto na ulicy, to brudno w szoferce. Intencje były dobre, a wyszło jak zwykle. Może po prostu wystarczy więcej koszy na śmieci postawić?
Taka sytuacja – wakacje, gorące lato, rozpalające zmysły słońce, miłość aż wisi w powietrzu. Nieważne, czy to pierwsze zauroczenie czy głębokie, znane od lat uczucie. Każda miłość jest tak samo przyjemna, zmysłowa i niepowtarzalna. W każdej jest czułość, radość bycia ze sobą, porozumienie umysłów i ciał i w każdej jest seks! Delikatny, czuły, czasami szalony, namiętny. Żeby było mniej romantycznie – jak się nazywają takie – powiększone, dla pełnego komfortu, dla hojnie obdarzonych przez naturę? XXL. Są jeszcze takie dodatkowo pogrubione i nawilżone, bezpieczeństwo przed wszystkim. Prezerwatywy oczywiście. Temat wiodący na dziś, czyli – seks, ale bezpieczny seks. Czy dojrzeliśmy już do tego, żeby o tym normalnie rozmawiać? Wymieniać się poglądami tudzież technikami? Wstydzimy się czy nie? Jakie metody stosujemy, żeby było bezpiecznie? Nie róbcie tego machinalnie! Czy z gumką, plastrem, kalendarzykiem małżeńskim bądź pozamałżeńskim. Tomasz napisał – Ofiarami kalendarzyka jest z pewnością pokolenie lat 60. i 70. A swoją drogą, nasuwa się pytanie ilu ojców zna swoje dzieci? Ale przecież wszystkie dzieci są nasze, więc OK. Panowie prowadzący pamiętają stare historie o tym, jak to pan kioskarz przebijał prezerwatywy Eros. Wtedy był tylko Eros, żadnych innych. Żadnej alternatywy. Łokieć uważa, że do takich rozmów, my, Polacy już dawno dojrzeliśmy jako społeczeństwo. Jedyni, którzy nie dojrzeli, to chyba „kato-faszyści” spod znaku radykalnej prawicy próbujący cały czas nam wmówić, że sex i ciało to dzieło szatana a w nocy trzeba spać z rączkami na kołderce. To stereotyp jest, wg Jah Jah. Tymczasem Vito dysponuje świeżutkimi badaniami, które wykonała dr hab. Anna Giza-Poleszczuk z UW. Jest to raport na temat postawy Polek i Polaków wobec życia seksualnego i antykoncepcji. 57% badanych uważa, że za mało się o tym mówi w mediach, a z drugiej strony, zdecydowanie rośnie ilość mężczyzn, uważających że antykoncepcja to głównie lub wyłącznie (!) sprawa kobiet. Rok temu, preferencja prezerwatyw wśród mężczyzn wynosiła 38%, a dziś 24%. Zatem to chyba nie tylko ci „kato-faszyści”. Sprawa robi się poważna. Co na ten temat sądzą słuchacze? Jakie mają doświadczenia albo rady? A propos pruderii i wstydzenia się, Tomek napisał, że dziwi się chłopcom w wieku jego syna, którzy wstydzą się kupować prezerwatywy i robią to na stacji benzynowej, ale laski w jego (syna) wieku robią to całkiem naturalnie. W związku z powyższym, są te laski lepsze od nas, facetów. Kamil z Weroniką napisali, że na początku swojej znajomości, a mieli wtedy po 17, 18 lat, używali gumek. Teraz, gdy są znacznie bardziej doświadczeni - mają po 25, 26 lat, uważają, że tabletki antykoncepcyjne są właśnie najlepszym rozwiązaniem. W tym miejscu przypominamy o kwestii wiedzy, pamiętajmy, żeby takie rzeczy konsultować jednak z lekarzem, najlepiej dobrym. Wizyta u lekarza jest trudna, ale warta zachodu. NFZ, który nie refunduje antykoncepcji nie pomaga nam w tym, ale cóż, polityka prorodzinna – siła wyższa. Zapytaliśmy (ustami Vita) naród warszawski czy rozmawia o seksie? Jeśli tak, to z kim? Czy antykoncepcja jest tabu? Jedni rozmawiają ze współmałżonkiem, z kolegami z pracy, z rodziną, ze wszystkimi wokół, bez żadnych oporów, inni są przeciwni pigułkom, bo to może szkodzić następnym pokoleniom (hę?) albo nie rozmawiają na ten temat wcale. Bardzo słuszna uwaga nadeszła od policjanta, dzielnicowego zresztą – Skręca mnie gdy idę na interwencję, na której widzę 22-letnią mamusię i takowoż (2,2 promila) nawalonego jednego z tatusiów, bo każde dziecko ma innego tatusia. Natomiast ściana w domu, zaklejona świętymi obrazkami i mdli mnie od zastanego stanu świadomości takowych ludzi, brudu, smrodu itd. Inny przykład? Ludzie, oboje „magistry”, których stan konta przekracza marzenia wielu ludzi-Polaków, wypędzają córkę, bo zaszła w ciążę w wieku lat 18 lat. Dodam, że ci rodzice także mocno kościółkowi, ciemnogród itd. Kolejny głos – Czy pokolenie wychowane na tekście „W pewną letnią noc, gdzieś na dach wyniosłem koc i dostałem to com chciał. Powiedziała mi, że kłopoty mogą być, ja jej że egzamin mam”. Czy ktoś jeszcze pamięta środek z Jugosławi – Patentex Oval (wciąż dostępny na rynku... - dop. red.). Gorzej jak na zwykłych oponach. Ale zapach był super, zawsze człowiek wiedział, która koleżanka z klasy rano, przed lekcjami. Jakie są wasze doświadczenia i czy jesteście gotowi żeby o tym rozmawiać? Jeśli się zabezpieczać, to jak? Jeśli rozmawiać, to z kim? Oprócz lekarza. Czy ufacie lekarzom? Wracamy do raportu – pytano kobiety jakie rzeczy są dla nich ważne. Dla 66% najważniejszy jest czas spędzony z partnerem (niekoniecznie seks), dla 62% dobra praca, dla 58% czas dla siebie i dla 43% udane życie seksualne, a poniżej 43% bezpieczna antykoncepcja. Kobiety udają orgazmy, bo często myślą że nam zależy – stwierdził Jah Jah. Lucy odpowiada na zadane pytanie – Antykoncepcja w Polsce to ciemnogród. Długo ze swoją panią doktor szukałam najlepszych i najmniej obciążających organizm środków. Niestety to, co oferuje krajowy rynek to jakieś zabytki, które na Zachodzie dawno zostały wycofane. Przerobiłam wielu lekarzy i dopiero za „entym” razem trafiłam do takiego, którzy rzeczywiście i naprawdę chciał mi w temacie pomóc. Lekarze sugerują tradycyjne metody, boją się zapisywać tabletki, nawet jeśli nie mają służyć jako antykoncepcja. Leszek przyznał się, że gdy był młodszy wstydził się kupować i wyczekiwał momentu w aptece, gdy było mało osób. Jego koleżanka nie miała oporów i kiedyś kupiła całe opakowanie – dwunastopak kondomów, które rozsypały jej się w torebce. Gdy wchodziła na dyskotekę, ochroniarz poprosił o okazanie co w rzeczonej ma. Koleś otwiera, patrzy, a tam prawie jak w fabryce Durexa. Chwilę pomyślał i spytał – E, lala, a masz czekoladowe?
Wybiła godzina 20:54, Jah Jah pozbierał swoje zabawki i udał się na koncert Type O Negative do Stodoły.
Opuszczony przez Jah Jah, ale nie przez słuchaczy, Vito zacytował kilka maili. Jeśli idzie o seks, to jeszcze jestem zielony zając. Ale co tam! Dopiero 30-tka na liczniku. Vito pogratulował tzw. stoicyzmu, chociaż... mówią, że to wyczekane smakuje lepiej. Tata zawsze miał najlepszy sposób antykoncepcji. Szklanka wody. Nie przed, nie po, zamiast. – napisał Lech. Co do kupowania środków zabezpieczających to jest taki morał i słowa, którymi się wspierał, jak był młody i się wstydził: No dobra stary. 30 sekund wstydu, ale masz dwa wyjścia. Albo chwila wstydu, albo 9 miesięcy tłumaczenia rodzicom jak to się stało i że w efekcie może to być znacznie bardziej przewalone. Pod warunkiem, że tego nie chcemy. Czy wciąż wstydzimy się o tym mówić? Bo z badania UW wynika, że niestety tak. Z tematu o seksie, zrobił się temat o wstydzie właśnie, o sytuacjach związanych z antykoncepcją, w których ten wstyd dominuje. M1K3 opisał przygodę swojego przyjaciela, który był w aptece, nadeszła jego kolej, kupił oczywiście gumki, które szybko zmieniły właściciela. Chwilę później, tegoż kolegę zaczepiła pani, na oko 45-letnia, i pyta czemu to obrączki nie nosi, skoro ma żonę. Na to ów zagadnięty, że nie jest żonaty. Na co pani, coraz bardziej dociekliwa, pyta go do czegóż to te prezerwatywy, a on mówi, że chyba wiadomo. Na co kobieta z oburzeniem, że powinien się najpierw ożenić itd. Skończyło się skandalem na całą aptekę, a i na pół ulicy i być może stąd właśnie ten wstyd przy kupowaniu prezerwatyw. W niekończącym się cyklu „Tysiąc pytań, do tysiąca fachowców”, dziś socjolog Joanna Heitman. Skąd się bierze to, że nie przechodzi nam to przez gardło? Jeżeli o czymś się nie mówi, to najczęściej przyczyny są dwie. Jedna dobrze brzmi, a druga jest prawdziwa. Ta, która dobrze brzmi, zasadza się na tym, że są takie rzeczy o których mówić nie trzeba – bo są intymne, osobiste, wobec tego nie ma powodu, żeby dżentelmeni bądź damy, rozmawiali na takie tematy. Natomiast ta, która jest prawdziwa, to brak wiedzy i obyczajowość, która powoduje, że my właściwie nie kojarzymy seksualności z jakąś edukacją. U nas się przyjmuje obyczajowo, że każdy się rodzi z jakąś podstawową orientacją co do czego służy i to wystarcza. W związku z tym, tak naprawdę, to brak wiedzy i obyczajowość, która zakłada, że w seksualności edukować się nie trzeba. Gdzieś dopiero na samym końcu są powody związane z tradycją religijną. Do słów pani socjolog dopisał się słuchacz – Wiele zależy od nas, rodziców. Trzeba po prostu z dziećmi rozmawiać. Szkoła, kościół, ani Robocop-Giertych za nas tego nie załatwi, no chyba, że lubimy mieć wcześnie wnuki. Właściwie, wnuki fajna rzecz – powiedział bezdzietny Vito. Telefonicznie zagościła na antenie Anna Mucha – aktorka znana także z tego, że pojawiła się kiedyś z kwadracikiem na ramieniu. Słuchając dzisiejszej audycji, odniosła wrażenie, że to przebrzmiały temat, że to nie jest już tabu, ale tu ją Vito zaskoczył danymi – dla 23% polskich kobiet w wieku 18-40, życie seksualne jest wciąż czymś wstydliwym, czymś o czym nie lubią gadać nawet ze swoim partnerem. Muchę to przeraża, bo oznacza, że jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia – w edukacji i świadomości seksualnej. Warto rozmawiać, mili słuchacze. Czy zwracano jej uwagę, że przykleiła plaster na ramieniu, a nie w niewidocznej części ciała? Niektórych on raził, jednak głównie spotykała się z pozytywnymi opiniami. Łącznie z tym, że kilka, co odważniejszych dziewcząt, pytało jak to jest i czy to fajne czy niefajne (plasterek, nie seks z Wojewódzkim – ten musi być fajny). Raport podaje, że 19% badanych deklaruje, że mimo prowadzenia życia seksualnego nie stosuje ŻADNEGO zabezpieczenia. Biorąc pod uwagę chociażby choroby, które szaleją, bo w seksie liczy się nie tylko gra, ale wynik, to aktorka ma nadzieję, że nigdy się z nikim z tych 19% nie spotka. Dla niej antykoncepcja jest przejawem samoświadomości, a także całego podejścia do siebie, swojego życia. Na koniec rozmowy uraczyła nas anegdotą. Mężczyzna leżąc na łożu śmierci, wspomina swoje życie. Do 40 roku życia szalałem, hedonizm, działo się, panienki na prawo i na lewo, podróże zagraniczne, szampan, działo się! W dniu 40 urodzin poznałem mędrca, który powiedział – zobaczysz, na stare lata nie będzie miał ci kto podać szklanki wody. No to zmieniłem się – opowiada umierający. Postanowiłem się ożenić, spotkać kobietę z którą będę miał dzieci, dla nich zrezygnowałem z wystawnego życia, podróży itd. Wiecie co, leżę teraz na łożu śmierci i kurcze… wcale nie chce mi się pić! Zahar dziwi się pruderii – Zupełnie nie rozumiem wstydu kolegów, którzy skarżą się na wstyd przy kupowaniu prezerwatyw. Jeśli czują się wystarczająco dorośli by uprawiać seks, to powinni być wystarczająco dorośli, by się nie wstydzić kupować „prezesów”. Dla mnie jest to prosta zależność i nie raz kupowałem gumki przy porannych zakupach w spożywczaku, razem z bułkami, kefirem i serem. Kto wciąż ma problem żeby o tym mówić? Starsze osoby są często zażenowane przy tych tematach. Choć i wśród nich trafiają się tacy, którzy chętnie i bez pąsów na policzkach o tym rozmawiają, ale tacy są w zdecydowanej mniejszości. W ten klimat doskonale wpisuje się Krzysiek ze swoją przygodą – Będąc swego czasu w Wiśle, ze swoją ex, poszedł w wiadomym celu do apteki. Wszedł i na kolana rzucił go uśmiech aptekarki – marzenie. Podszedł, powiedział dzień dobry i poprosił o zielone Durexy. Zielony kolor to kolor nadziei i zawsze Krzysiek ma nadzieję, że nie spotka ortodoksyjnej aptekarki przebijającej lateks. No i nagle uśmiech zniknął z twarzy i został bardzo, bardzo sucho obsłużony. Aż uciekł po zapłaceniu. Poza takimi spontanicznymi sytuacjami, ja w ogóle wprowadziłbym egzamin na posiadanie dzieci – pisze słuchacz – i wyrąbał w kosmos zakłamany i obłudny katolicki kurs przedmałżeński. Ludzie mieli się ku sobie odkąd świat istnieje i nic tego nie zmieni. Zawsze nas ciągnęło do dobrego (przewrotny diabeł, przewrotny diabeł!), więc dlaczego nie spowodować by nie niosło to za sobą negatywnych konsekwencji. Jeżeli założymy, że dziatwa to konsekwencja negatywna. Drastyczną mądrością lekarską uraczyła nas Anige. Otóż, jak mawia jej lekarz, istnieją dwa, pewne środki antykoncepcyjne. Brak macicy i celibat. No cóż, jak mawiają klasycy, miejsce dziecka jest w domu dziecka. Dobrej nocy, śpijcie dobrze, spokojnie i bezpiecznie. |