Po raz pierwszy zagrała siedemnaście lat temu. Od tego czasu gra nieprzerwanie, dając co roku - zazwyczaj na początku stycznia - wspaniały, ogromny koncert w całej Polsce i gdzieniegdzie na świecie. Musi być chyba w doskonałej formie - co cieszy jej fanów. Swojego czasu jej twórca – Jurek Owsiak zrobił słuszne założenie, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy będzie grać do końca świata i jeden dzień dłużej. Dzisiaj w całym kraju XVII finał WOŚP. Także i przy Stole Z Powyłamywanymi Nogami. Temat dzisiejszego, bezgostnego odcinka, nie mógł przecież być inny jak muzykowanie z Jurkiem Owsiakiem - to oczywista oczywistość.
Każdego roku orkiestra wybiera problem, który nagłaśnia i wspiera. Tym razem były to nowotwory u dzieci. Dla niektórych słowo ‘rak’ oznacza wyrok i sytuację bez wyjścia, wywołuje paraliżujący lęk i przerażenie. Wychodzą oni bowiem z założenia, że to choróbsko częściej pokonuje, niż daje się pokonać. Można jednak na nowotwór spojrzeć inaczej – w zasadzie powinno się spojrzeć w inny sposób. To nie wyrok, a wyzwanie. Chorobie trzeba stawić czoła, trzeba powalczyć, bo sukces jest możliwy. Kluczem do niego jest wczesna diagnoza. Właśnie profilaktyka i wczesne wykrywanie nowotworów u dzieci stało się hasłem tegorocznego finału orkiestry Jurka Owsiaka. Podczas ‘koncertu’ zbierane były pieniądze na zakup niezbędnej aparatury medycznej, która zasili placówki onkologiczne w całym kraju.
Na temat chorób nowotworowych – w tym u dzieci, możliwości i konieczności wczesnej diagnostyki, potrzebie poddawania się badaniom, pomocy jaką można okazać chorym dzieciakom toczyły się dzisiaj pogaduchy przy blacie. Temat istotny - skoro uwagę na niego zwróciła orkiestra Jurka Owsiaka, chociaż niełatwy. Sprzęt do badań, diagnostyka – wszystko jasne, wiadomo o co chodzi. A co z pomocą? Jak można pomóc poza zbiórką pieniędzy, za które zakupiony zostanie sprzęt?
Pomóc można było różnie różniście. Wzorem ubiegłych lat, wolontariusze Jurka Owsiaka zbierali pieniądze do puszek. W tym roku panowała moda na wciskanie w nie tylko banknotów – zgodnie z wymyślonym na szybko hasłem ‘cukierek za papierek’. Bo i cukierasem nagradzana była szczodrość, poza oczywiście ‘lepkim’ serduszkiem z czerwonego papieru. Można było wysyłać SMS-y z hasłem ‘serce’ na wskazany numer telefonu, można było też licytować różne przedmioty. To były działania na dziś.
Ale nie tylko dziś warto pomagać. Dzieciaki z chorobami nowotworowymi spędzają długie miesiące w szpitalach, bo kuracje tyle czasu wymagają. Często czują się tam osamotnione. Co by nie mówić, zasługują na to, aby dać im trochę radości i ciepła, osłodzić im cierpienie. Jak? To proste - zostać wolontariuszem i oddać chorym dzieciakom trochę własnego wolnego czasu. Pole działania można znaleźć w szpitalach i ośrodkach, które pomagają dzieciom dojść do zdrowia (rehabilitacyjnych). Tam wolontariuszy ciągle brakuje. Wszystko co potrzeba, aby móc nim zostać, to odrobina wolnego czasu. Tak niewiele, a pomoc ogromna.
Jako naród potrafimy być hojni, potrafimy się dzielić, przejmujemy się losem chorych dzieciaków, dla których Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra od siedemnastu już lat - bez względu na to, czy lubimy Jurka Owsiaka czy też nie. I niech tak będzie w następnych latach.