Jest taka kapela, która dla większości stanowi absolutną egzotykę i jest jej zupełnie nieznana, ale są i tacy, którzy doskonale jej... nomen omen członków identyfikują. Dzisiaj zespół w jednej piątej objawił się w Gastrofazie.
Objawił w poniedziałkowy wieczór za sprawą gościa Pawła, którym był niejaki Bobby Dick (pieszczotliwie: Bunio), jeden z Dicków tworzących szpanerski i obsceniczny zespół muzyczny Dick4Dick. Dla tych, dla których w dalszym ciągu jest to zjawisko nieznane i nie wiedzą o co chodzi, należą się słowa wyjaśnienia. Serdel dla Serdla (lub Fiut dla Fiuta) – gdyby zastosować polski odpowiednik angielskojęzycznej nazwy zespołu – jest kapelą grającą zasadniczo electro-rocka, ale to nie muzyka podczas koncertów jest najważniejsza i to nie ona przyciąga na nie rzesze fanów, spragnionych rozrywki. Jest ważna – owszem, ale nie mniej istotnymi elementami (jeśli nie bardziej przyciągającymi uwagę) jest show i wideoprezentacja, na której zobaczyć można damskie biusty, męskie penisy, zwierzaki w sado-maso maskach, ale także... Kopernika, dżunglę, płonące budynki – słowem 'historie z życia wzięte', momentami z elementami polityki, momentami wyrażającymi moralny niepokój.
Serdle (Dicki) to ekipa pięciu samców o wdzięcznych imionach – Bobby Dick, Nygga Dick, Wet Dick Junior, Dick Dexter i Rocky the Dick, głoszących, że są przybyszami z innej planety (kosmitami) i otwarcie chełpiących się swoją nadzwyczajną mocą super bohaterów, gotowych ratować świat z opresji, a także monstrualnym libido (to główny temat ich utworów). Powstali z... nudy, podczas mało interesującego festiwalu sztuki w Niemczech, na który zostali zaproszeni. W wielkim skrócie można powiedzieć, że są wynikiem ekscytacji wszystkim, co się dzieje wokół. Wywodzą się z Gdańska, a nazwę zespołu w bardzo wolnym tłumaczeniu na język polski można określić jako... przyjaźń męska (sic!) – z wyłączeniem wszelakich podtekstów seksualnych i homoseksualnych (chociaż to trudne, gdyż penisów u nich wyjątkowe mrowie).
Występujący w nazwie kapeli kluczowy 'dick' (dla nieznających języka angielskiego – w slangu oznaczający męskiego penisa) jest metaforą sposobu życia – jak obwieścił Bunio przy pomocy zdań nadrzędnie złożonych. Jak należy to rozumieć? Ano tak: jeśli robisz to, co chcesz i przechodzisz przez życie z podniesioną głową – dick jest w górze, jeśli poddajesz się innym i robisz to, co ci każą (przez co jesteś niezadowolony z życia) – dick może oglądać jedynie buty, przy jednoczesnym założeniu, że nie przeszkadza mu w tym zapuszczony brzuch.
Są soczyści i przez to kontrowersyjni, ale należy przyznać, że chyba przyjęli się. Niektórzy wręcz ich ubóstwiają i 'łażą za nimi po wszystkich klubach' - tak jak pewna Maryśka z Warszawy, która jest zdania, że swoimi koncertami Dick4Dick potrafią rozbujać nawet największych drętwiaków. Na występach wymiatają, przyciągając na nie starych i młodych obojga płci, heteroseksualnych i kochających inaczej. Podczas show pozwalają sobie na wszystko, nie odpowiadają jedynie na hasła 'pokaż pupę' czy 'zdejmij gacie'. Są więc wygłupy, rozbieranki (od pasa w górę i trochę w dół), jest muzyka i piosenki o damsko-męskich tekstach. Dali już łącznie grubo ponad sto koncertów, występując zarówno w naszym pięknym kraju nad Wisłą, jak i za granicą – w Rosji, Niemczech, Wielkiej Brytanii. Na pierwszy rzut oka Dick4Dick to jeden wielki żart, chociaż nie wszystkim podobający się. Dicki mają także swoich przeciwników – a jakże, ale o to chyba chodzi – nie muszą podobać się wszystkim. Bobby Dick to rozumie, jako że wyjątkowo otwarty jest na słowa krytyki.
No to co robimy z naszym życiem? Utrzymujemy dicki w górze, oczywiście! W razie czego jest viagra...