Śmiało może powiedzieć o sobie, że jest Pierwszą Skandalistką spośród wszystkich tych, o których mówi się ‘znana z tego, że jest znana’.
Media, a szczególnie niektóre kolorowe pisma - określane jako ‘prasa dla głupich kobiet’ - oraz strony internetowe typu Pudelek, Lansik, Egoiści, ubóstwiają o niej pisać, gdyż jest zawsze bardzo wdzięcznym tematem. Nie ma takiej możliwości, aby nie wniosła czegoś do szarzyzny życia. To ona, Agnieszka Frykowska – bo o niej rzecz – była gościem Pawła w piątkowym wydaniu Gastrofazy.
Określenia jej przypisywane w cytowanych serwisach – ‘najwulgarniejsza Polka’, ‘karierowiczka i ekshibicjonistka’, ‘nieprzebierająca w słowach’, ‘ostra osobowość’, ‘z reputacją na dnie’ - muszą mieć w czymś swoje uzasadnienie, a ich posiadaczka albo sobie na nie zasłużyła - bez względu na to, czy było to dawno i powinno się o tym zapomnieć, czy wydarzyło się ostatnio - albo w dalszym ciągu daje powody takim ocenom jej osoby. Rzeczywiście, naród nie może zapomnieć jej występu w polskiej edycji Big Brothera i uprawiania seksu na oczach tysięcy widzów. Może m.in. za tę inicjację... medialną została ubiegłoroczną laureatką Rogatego Mikrofonu Antyradia w kategorii ‘grzeszność’, nawet jeśli ona sama przyznaje teraz, że była młoda i głupia, spontaniczna, nie tak chciała (wybić się z tłumu), ale... czasu nie da się cofnąć, a za błędy już zapłaciła. Uważa, że ta niechlubna nagroda spowodowała, iż wiele zmieniło się w jej życiu i wiele jeszcze wydarzy się - dobrego. Już teraz czuje się spełniona, jest zadowolona z tego, co robi, ma świadomość, że idzie w dobrym kierunku. Kończy studia aktorskie (w prywatnej, warszawskiej Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych), pisze felietony na Wirtualnej Polsce w dziale muzycznym, dostaje propozycje aktorskie, prowadzi program w telewizji, w którym zachęca do polubienia i czytania czasopism... chyba przez przypadek tych, często mieszających ją z błotem (sic!). Spełnia swoje marzenia i powoli zaczyna odczuwać już sukces. Jest nim zapewne i to, że podają jej rękę ludzie, którzy nie tak dawno jeszcze ją opluwali. I w tym, oprócz sukcesu, znajduje satysfakcję i zadowolenie.
Nigdy nie ukrywała, że dobrze się czuje, będąc w centrum zainteresowania. Lubi blichtr, zamieszanie i wszystko to, z czym można spotkać się uczestnicząc w showbiznesie (bardziej z naciskiem na ‘show’, niż ‘biznes’). Jest oryginalna, ma świadomość, że wzbudza emocje, ale dla niej to jest ważne i przypisuje sobie ten fakt ‘na plus’. Nie jest przynajmniej nijaka, jest wyrazista i oczywista. To, że swojego czasu dokonała rewolucji... seksualnej w kraju, powinno być rzeczą normalną (a przynajmniej naturalną) w dzisiejszych czasach, bo przecież cały showbiznes opiera się na reality show, w którym jedną z główniejszych ról odgrywa seks... szeroko rozumiany (sic!), cokolwiek przez to rozumie się. Przylgnęła do niej łatka skandalistki, ale czy ona sama chce swoje życie publiczne na takim wizerunku w dalszym ciągu opierać? Teraz, kiedy ma już inne myślenie?
Hmm... Trudno to jednoznacznie określić, trudno zrozumieć, o co jej naprawdę chodzi, bo z jednej strony odcina się zdecydowanie od takiego podejścia do swojej osoby, z drugiej jednak twierdzi, że musi podtrzymywać (aktorskie) tradycje rodzinne i fantazje artystyczne, które są nierozerwalnie związane z takim, a nie innym zachowaniem. To taki element charyzmy, którą ona czerpie ze skandaliczności. Plotkarskie portale porównywały kiedyś Agnieszkę Frykowską do głupiutkiej Paris Hilton, która chadzała z pieskiem na szyi w charakterze etoli. No rzeczywiście, można takie zachowanie uznać za coś w rodzaju fantazji, niekoniecznie najmądrzejszej, której swojego czasu uległa także i bohaterka piątkowej Gastrofazy. Jedno jest pewne - mały terier o imieniu Jack, z którym Agnieszka Frykowska wystąpiła na gali rozdania Rogatych Mikrofonów Antyradia w ubiegłym roku, przesiaduje przykładnie w domu pod nieobecność swojej pani i niecierpliwie na nią czeka, a na pewno nie jest już przez nią ubierany na eventy. To jedno, a drugie - etola z pieska to dziwność, a nie skandal...
Gość Pawła sprawia wrażenie przyczajonego tygrysa, mówiąc, że ‘to jeszcze nie to, czego należy od niej oczekiwać’. Dużo sobie obiecuje po obronie pracy magisterskiej i uzyskaniu tytułu mgr sztuki. Zostanie aktorką było marzeniem jej życia i zamierza to marzenie maksymalnie realizować. Ma za sobą dwa przedstawienia teatralne (dyplomowe) – Bachantki wg Eurypidesa i Kopciuch wg Janusza Głowackiego, ma też rolę w fabularyzowanym filmie dokumentalnym Pojechał, zobaczył braci Michała i Wojciecha Węgrzynów, który był pokazywany w czasie Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni we wrześniu tego roku.
Swoją obecnością w Gastrofazie, Agnieszka Frykowska wsadziła kij w mrowisko i wzbudziła silne emocje, jakich dawno nie było w studiu Antyradia. Okazuje się, że w słuchaczach ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Bolą ją paszkwile i pomówienia na jej temat, jest jednak niepokorną osobą i walczy o siebie. Ludzie się zmieniają i uważa, że trzeba dać im szansę. Jest taka, jaka jest, zakonnicą nie będzie... I to wyznanie należy przyjąć do wiadomości. Wydaje się, że tylko i wyłącznie od niej samej zależy, czy w dalszym ciągu będzie ulubienicą prasy brukowej...