Odrobinę ekstremalnie dzisiaj w Gastrofazie, a to za sprawą dania głównego audycji, ochoczo konsumowanego przez Pawła.
Zapowiadany jako aktor (należało domyślać się - scen polskich) i autor (wielu nie zawsze wykorzystanych tekstów, ale na pewno trzystu piosenek i sztuk odważnych), sam siebie określa jako ‘osobę piszącą obecnie zawodowo’. A jak to jest naprawdę? W rzeczy samej, dzisiejszy gość Pawła - Janusz Onufrowicz (bo o nim to mowa), bardziej znany jest jako tekściarz niż aktor. Jego codzienna aktywność sprowadza się do składania literek w słowa, a te w wyrazy i zdania. Nieraz je wypowiada, ale rzadko się zdarza, żeby sam wykorzystywał to, co napisze. Zazwyczaj pisze dla innych – Kasi Groniec, Alicji ‘ABC’ (Bachledy-Curuś), Ewy Bem, Perfectu, Policjantów (teraz chyba Poluzjantów), Grejfruta – to w odniesieniu do tekstów piosenek. Z ról aktorskich natomiast, trochę popularności (chyba jednak najwięcej) przyniosło mu wcielenie się w postać policjanta Jasia w serialu telewizyjnym Złotopolscy.
Wygląda na to, że skupił się na tekstach piosenek. Od nich zaczął swoją ‘pisarską’ rzeczywistość – a zaczął wcześnie, bo już w szkole średniej chciał pisać. Stopniowo ‘ośmielał’ się na większe formy. Śmiałość rozwijała się powoli, a okrzepła w konkretach. Poza piosenkami, spod jego ręki wychodzą scenariusze, opowiadania, skecze. Niektóre odnoszą sukcesy i są nagradzane prestiżowymi nagrodami (Korporacja – spektakl wystawiany przez teatr w Radomiu), inne przysparzają mu uznania i sympatii wśród widzów telewizji (Miodowe lata, Kasia i Tomek).
Janusz Onufrowicz jest jednostką niezwykle kreatywną. Jako autor tekstów wszelakich jest wiecznym wolnym strzelcem. Działa od projektu do projektu. Nie chce być zaszufladkowany w żaden sposób, nie określa siebie ani poetą, ani prozaikiem, ani też publicystą. Chce (woli) po prostu być sobą. W przeszłości, gdy miewał okresy bezrobocia w swoim wyuczonym zawodzie, parał się różnymi innymi zajęciami – stał ‘na zmywaku’ i zmywał, stał za barem jako barman, podawał piwo do stolika, grał po knajpach, pisywał w przemysłowych ilościach piosenki dla wytwórni disco-polowych (na początku jego przygody z piosenkami) – wszystko w zależności od potrzeby chwili. Gdy mu się w życiu sypało, zawsze potrafił wyjść z każdej beznadziejnej sytuacji. Bo musiał sobie jakoś radzić.
Potrafi tworzyć też w kuchni. Chociaż nie zna się na gwarze kucharskiej, wie co to ‘blanszować’ i ‘al dente’. Ten idealny sposób przyrządzania makaronu jest mu znany chyba z powodu zielonego sosu, którego jest autorem, a który to niesłusznie został określony przez znajomego konsumenta tegoż jako ‘zielona tektura’. Sos na bazie wiechcia natki pietruszki, orzechów włoskich, octu balsamicznego oraz oliwy, przetworzony przy pomocy blendera na zacny dodatek do makaronu rigati, już z samego opisu wygląda apetycznie, chociaż nie zawiera czosnku, które to warzywo Janusz Onufrowicz uwielbia do bólu i dodawałby go nawet do dżemu.
Dzisiejszy gość Pawła jest fanatykiem sportów ekstremalnych, jeden z nich – skydiving, czyli podniebne nurkowanie – uprawia sam. W tym roku już nie skoczy z samolotu lecącego na dużej wysokości na swoim ekstremalnie drogim spadochronie (podobno droższym od samochodu, jakim jeździ), bo sezon jest over. Zazwyczaj skacze w Polsce, skakał już w Chorwacji, a w przyszłym roku u stóp jego będzie Floryda. Być może, w drodze za Wielką Wodę powstanie jakaś nowa piosenka, co nie byłoby niczym niezwykłym. Już tak kiedyś było. Teksty piosenek Janusza Onufrowicza rodzą się na kamieniu, rodzą się i w samolocie...