Narodowości słowackiej, ale mieszka i pracuje na co dzień w czeskiej Pradze. Od czasu do czasu ciągnie go także do Polski. Jak się okazuje, i w pięknym kraju nadwiślańskim można z powodzeniem realizować się artystycznie. Od sierpnia tak jakby częściej do nas przyjeżdżał lub może na dłużej, bo wiadomo, że „pańskie oko konia tuczy” i interesu trzeba pilnować, doglądać i otaczać odpowiednią troską... reżyserską. Premiera tuż-tuż.
O co i o kogo chodzi? Oto krótkie wyjaśnienie sprawy całej. Już za parę dni, dokładnie 9. października, chorzowski Teatr Rozrywki (bywały już w Stole z powyłamywanymi nogami za sprawą chociażby Roberta Talarczyka, aktora i reżysera związanego z tym przybytkiem kulturalnym) zaprezentuje na swojej małej scenie polską prapremierę Kamyka w bucie autorstwa Igora Šebo – dzisiejszego gościa Pawła w programie ‘4 x P’. Sztuka powstała na kanwie monodramu Podivná splátka, jaki napisał on specjalnie swojego czasu dla wybitnej, czeskiej aktorki Gabrieli Wilhelmovej. Nie będzie to jednak ta sama opowieść, która przyciągała prażan do teatru. ‘Na kanwie’ może oznaczać bowiem jedno - w Chorzowie pokazana będzie zupełnie nowa historia, w której znalazły się nowe okoliczności i nowe doświadczenia zdobyte przez autora. Igor Šebo pracował nad nią przez półtora roku. Spektakl reżyseruje on sam, nic więc dziwnego, że ostatnio jest go dużo i często w Polsce.
W tej podwójnej roli – autora i reżysera – debiutuje na polskiej scenie, chociaż w innych dał się już poznać polskiej publiczności. Do tej pory znany był widzom chorzowskiego teatru chociażby z częstych gościnnych występów aktorskich. Zresztą, nie tylko na śląskich deskach scenicznych można oglądać słowackiego aktora z czeskiej Pragi. Warszawiacy także mają taką możliwość. W stolicy przedstawienie z jego udziałem (Pomalu, a jeszcze raz) wystawia od dłuższego już czasu teatr Capitol.
Do czasu przyjścia gościa, przy stole bez nóg panowały klimaty czesko-słowackie. Loroszkowe ptysie malinowe słały gołąbki elektroniczne na znany sobie adres, zwierzając się intymnie AntyRadiowemu fajnszmekru (smakoszowi – gdyby ktoś sam nie rozkminił tego słowa), jak kojarzą im się nasi południowi sąsiedzi, w sensie jak są odbierani w różnych aspektach – w tym w turystycznym, kulturalnym i kulinarnym. A generalnie kojarzą się bardzo dobrze. Czechy i Słowacja są dobrą bazą wypadową na wakacje, chociaż nie wiedzieć czemu mało popularną. Prawda taka, że głównie jeździ się tam na krótko – ot chociażby po to, aby spędzić weekend. Przygód – tych w pozytywnym znaczeniu, zaznać można w każdym regionie obu krajów, a wszystko to w zależności od tego, kto na co się nastawi i jakich wrażeń szuka.