Były już przymiarki do ślubu pierwszej pary malutkich - Kaczyńskiego i Szczypińskiej, w środę Kuba i Michał wzięli na siebie ciężar organizacji ceremonii zaślubin kolejnej małej pary - Katarzyny Cichopek i Marcina Hakiela.
A że dla państwa malutkich najlepszy jest ksiądz małych rozmiarów, zaczęły się jego poszukiwania. Proboszcz parafii w Krasnymstawie nie ukrywał zaskoczenia tym, że ma wysłać do Warszawy swojego najmniejszego księdza, najlepiej, żeby miał poniżej metr pięćdziesiąt. Na pytanie rozbawionego księdza: to chyba jaja są jakieś, śmiertelnie poważni Misiura i Martenka próbowali go przekonać, że przyszli małżonkowie są bardzo wrażliwi na punkcie swojego wzrostu, i duży ksiądz może się okazać dla nich za dużym problemem. Na co ksiądz, zamiast do ołtarza, radził młodej parze udać się do psychiatry.
O ile jednak proboszcz z Krasnegostawu trzymał się od telewizji z daleka i żadnego wrażenia gwiazda jednego serialu i programu zrobić na nim nie mogła, to siostra zakonna jednej z warszawskich parafii, która odebrała telefon z agencji "Światło" przyznała się do tej małej słabości. Niestety, nie mogła obiecać, że wpłynie na proboszcza, by ten wyraził zgodę na udział we mszy drugiego kapłana - amisza Krzysztofa Ibisza. To ze względu na pana młodego, który również jest amiszem.
Następny telefon Michał i Kuba wykonali do zarządu Pałacu Kultury i Nauki. Chcieli zorganizować próbę Wodeckiemu, który z okazji zaślubin państwa malutkich miał zagrać na trąbce na cztery strony świata. Niestety, nie udało im się dograć spraw technicznych, gdyż techniczny, jak to techniczny, zapił..., a prezes zarządu przestał już być prezesem.
Kolejnym numerem na środowej Antyliście był numer do ambasady amerykańskiej, która miała pośredniczyć w ściągnięciu na ślub kilku znanych nazwisk zza oceanu. Pani z ambasady nie stanęła jednak na wysokości zadania, gdyż zamiast kontakty polsko-amerykańskie ślubem Cichopek i Hakiela wzmacniać, oświadczyła, iż takie sprawy należy załatwiać kanałami prywatnymi, a nie oficjalnymi.
Nieco łatwiej przebiegała już rozmowa z treserką zwierząt, u której Michał szukał małego, ślubnego zwierzątka, które przyniesie młodej parze obrączki. Niestety, typowany jako pewniak chomik odpadł już na początku rozmowy, jako ten, który do tresury się raczej nie nadaje. Problematyczne, bo płochliwe okazały się również króliczki. Za to treserka chętnie zgodziła się "przygotować" tchórzofretkę. W tle słuchać było wołającego o konia Kasię. Na konia, nawet w pieluszkach, nie było jednak zgody pana młodego. I tak, na końskim grzbiecie prowadzący Antylistę dojechali do końca audycji.