Co robić w taki dzień jak dziś? Dzień szczególny i ważny w kalendarzu, bo to przecież Wielka Sobota, kończąca oczekiwanie na święta wielkanocne, które zaczynają się już jutro!
Tradycyjnie dzień ten kojarzy się ze święceniem pokarmów - obyczajem liczącym sobie kilkaset lat. Pokarm, czyli święconkę nosi się do kościoła w koszyczku (albo wręcz w koszach w niektórych regionach), przybranym zielonym bukszpanem, baziami, kwiatkami. Nie może w nim zabraknąć gotowanych jajek, chleba, kiełbasy, soli i pieprzu. Trafiona kropidłem księdza święconka znajdzie się jutro na świątecznym stole i da początek wszelakiej radości, wynikającej z tych świątecznych dni.
Ale wracając do pytania... Co robić w Wielką Sobotę, poza przygotowaniem święconki oczywiście? Okazuje się, że można dużo – zarówno robić, jak i zrobić. Niby porządki dobiegają końca, albo są wręcz zakończone, bo czyste okna lśnią w słońcu od paru dni, śmieci wygarnięte z każdego kątka, wytrzepane dywany rozłożone na podłodze - słowem czysto, przyjemnie i pachnąco, ale znalazł się słuchacz, któremu tego mało. Jak co roku, w Wielką Sobotę z największym upodobaniem przemeblowywuje sobie mieszkanie, przesuwając szafy spod jednej ściany pod drugą. Jeśli lubi i ma czas, to czemu nie miałby tego robić? Niech przesuwa.
W Wielką Sobotę robota zawsze znajdzie sie w kuchni. Jeśli nawet pasztety i mięsa są już upieczone, to można wziąć sie za baby, mazurki czy serniki, a nawet inne ciasta, które chociaż niekoniecznie tradycyjnymi wypiekami wielkanocnymi są, to zawsze wychodzą i sprawdzają się i dlatego właśnie je piecze się na święta. Wsadzone do piekarnika na parę zdrowasiek, pozwolą wygospodarować trochę czasu, aby oddać się refleksjom i zadumie. Co by nie mówić, Wielkanoc jest odpowiednim ku temu czasem. A nad czym rozmyślać? O, jest nad czym! Jeśli nie nad własnym życiem, to przynajmniej nad... losem ciasta w piekarniku, w sensie czy sernik opadnie czy też nie, albo czy baby drożdżowe aby na pewno wyrosną i będą pulchne. Bo takie docelowo powinny być.
Z czego jeszcze zwierzali sie intymnie biesiadnicy, przycupnięci przy stole z powyłamywanymi nogami? Czemu oddają się w Wielką Sobotę poza końcowymi porządkami lub kuchcikowaniem? Ot chociażby drapaniu jaj. Można je także pomalowac lub ukrasić, ale coś z nimi trzeba zrobić, bo gdzieżby Wielkanoc mogła obyć się bez tego symbolu życia. Sam udział w święconce to stanowczo za mało. Każdy wie, że kraszanki i pisanki stanowią miłą dla oka dekorację na stole wielkanocnym i trzeba je zrobić.
Korzystając z pogody jak drut (prawdę powiedziawszy nie wszędzie akurat dopisała), można udać się na łono natury, najlepiej na rowerze. Może to być odebrane przez walczących w kuchni z wypiekami albo na pokojach z porządkami jako swoista ucieczka od przygotowań świątecznych, ale jeśli wszystko ma się już przygotowane, to czemu nie? Należy ze sobą koniecznie zabrać komórę z radiem, bo nigdy nie wiadomo, kiedy trafi się niespodzianka. W Wielką Sobotę, w Blacie, trafiły sie dwie. Po pierwsze, kic, kic, kic i do studia przykicał zajączek (no dobra, był to przebrany za niego Paweł), który rozdawał prezenty – osławiony w Polsce i świecie Almanach, produkt Wakacyjnego Alfabetu Lorocha (w skrocie WAL), czyli przewodnik podróżniczy. Drugą stanowił gość Pawła - redaktor AntyRadia, przejmujący we władanie konsoletę zaraz po Blacie...
Był nim oczywiście Przemek Jah Jah Frankowski. Panowie redaktorzy porozmawiali trochę o jajach – ptasich i kurzych, o poznańskich wyobrażeniach wielkanocnych i upodobaniach kulinarnych Dżadżyka (jajka przede wszystkim, ale nie pogardzi szynką, białą kiełbasą i sałatką jarzynową), o pacholęcych Wielkanocach małego Przemusia spędzanych u jego Babci (strzelał z 'kalichlorku', a raczej z karbidu umieszczonego w puszce, ale ze święconką do kościoła też śmigał), o umiłowaniu natury i ciekawości, jaką zawsze wzbudzało w nim wszystko co fruwa, pełza, pływa i podskakuje (potrafił przekroić nożem dżdżownicę tylko po to, aby sprawdzić, czy ma 'przewody').
Z Jah Jah można rozmawiac dużo i na każdy temat, ale jak zwykle czasu było za mało. Może następnym razem uda się ściągnąć gościa na dłużej... że tak to ujmę w imieniu biesiadników. A na koniec wybrzmiały (jakżesz mogło być inaczej) życzenia świąteczne dla wszystkich: wielu radosnych chwil w te święta. Alleluja i do przodu!
Dzisiejszy Stół Z Powyłamywanymi Nogami można ponownie odsłuchać. Wystarczy kliknąć TU.