Dzisiaj w Gastrofazie zapachniało... nomen omen... odrobiną PRL i jego smakami, a wszystko to za sprawą gościa programu. Był nim premier Józef Oleksy, który na małą chwilę zaszczycił swoją obecnością studio Antyradia w Hard Rock Cafe, skąd była emitowana dzisiejsza audycja.
Można powiedzieć, iż w pewnym sensie było to niecodzienne wydanie Gastrofazy, nie tylko dlatego, że nadawane z innego, niż zazwyczaj studia. Za konsoletą usiedli dzisiaj bowiem dwaj niestrudzeni, etatowi zastępcy nieobecnych (z różnych powodów) redaktorów Antyradia, a jednocześnie wyjątkowi smakosze życia i znawcy tematu w teorii i praktyce – Przemek Jah Jah Frankowski i Vito Odrobina. Obydwaj występowali już w Gastrofazie w charakterze gości, obydwóm także przyszło swojego czasu program prowadzić. Mało tego, na kuchni znają się, lubią dobrze zjeść, a nawet potrafią upichcić co nieco. Nic dodać, nic ująć – właściwi ludzie na właściwym miejscu.
Ale do rzeczy, miało być o smakach PRL. Właśnie w tym okresie młody Józef Oleksy (rocznik 1946) dorastał i wiele z tamtych lat pamięta. Jego najukochańszym smakiem dzieciństwa był rabarbar, który – jak twierdzi - był najbardziej smakowity w cieście, pieczonym przez mamę i w kompocie. Kruche ciasto z rabarbarem nie miało i nie ma sobie równych, a jego smak jest nie do zapomnienia. W późniejszych latach nigdy nie przymierzał się do samodzielnego zrobienia placka z tym ni to owocem, ni warzywkiem, bo po prostu nie potrafi ugnieść kruchego ciasta. Specjalizuje się za to w pierogach oraz makaronach i zrobienie jednego, czy drugiego nie stanowi dla niego żadnego problemu.
Najgorszym smakiem, jaki pamięta z dzieciństwa jest osławiony już... szpinak oraz tran. Zazwyczaj obydwa 'smakołyki' nie za bardzo 'podchodzą' dzieciom - stąd osławione. Bardzo często są wymieniane jako nielubiane we wczesnym okresie życia człowieka. Zresztą, co może być dobrego w tłustym tranie, do którego dzieciaki zmuszało się tylko i wyłącznie ze względu na 'samo zdrowie', jakie ponoć zawiera? Także zieloną kupkę witamin na talerzu, przypominającą... nieważne co... Józef Oleksy wspomina bez zachwytu i entuzjazmu – delikatnie rzecz ujmując. Do szpinaku przekonał się dopiero w późniejszych latach swojego życia - to często się zdarza - i polubił to zdrowe warzywo, gdy zaczęła przyrządzać je małżonka. I jak tu nie dać wiary spostrzeżeniu, że dużo zależy od tego, kto stoi za potrawą, kto ją przygotowuje i serwuje...
Z okresu lat pacholęcych mile przywodzi w pamięci krakowskie kremówki i lody. W tamtych czasach to były największe rarytasy dzieciaków, przynajmniej w jego rodzinnym mieście – Nowym Sączu. Obowiązkowo należy tutaj wspomnieć jeszcze o wspaniałej czerwonej oranżadzie w butelkach, zamykanych specjalnym mechanizmem z gumką. Bez jej smaku dzieciństwo w PRL nie liczyło się. Natomiast z domowych słodyczy, Premier pamięta doskonale andruty nadziewane chałwą. Na południu Polski nazywało się je ‘perszingami’.
W swoim dorosłym życiu Józef Oleksy próbował różnych potraw i różnie je wspomina. Zaliczył prawie wszystkie kuchnie świata. Z racji piastowanych stanowisk wiele podróżował, odwiedzając ciekawe miejsca w najodleglejszych zakątkach kuli ziemskiej. Właśnie z takich wyjazdów przywoził najbardziej oryginalne wrażenia kulinarne. Jednym z nich są maleńkie, zaledwie 8-centymetrowe, węgorze smażone na maśle. Jadł je w Madrycie, gdzie uchodziły za wyjątkowy rarytas - stąd chyba były najdroższym daniem w karcie. W Japonii widział i degustował smażone skorpiony. Twierdzi, że były smaczne, chrupkie i miały niepowtarzalny smak. Nie do zapomnienia natomiast – nigdy – jest obrazek z restauracji w Chinach, jaki utkwił mu w pamięci. Sam był także jej gościem, siedział przy sąsiednim stoliku. Swojej, rozpoczętej kolacji, nie był w stanie dokończyć, gdy zobaczył, jak grupa tubylców zajada się mózgiem żywej małpeczki, uwięzionej w specjalnej pułapce zamontowanej w konstrukcji stołu biesiadnego. Straszne, obrzydliwe, nieludzkie, nieapetyczne.
W rodzimej kuchni bardzo sobie ceni – pod względem smakowym - rosół z bażantów z kluskami francuskimi. Za tę zupę, ale jedynie w wykonaniu małżonki, dałby pokroić się niemalże na paski.
O jedzeniu i smakach, o tym, co jest ważne w sztuce kulinarnej, a co mniej istotne, można mówić w nieskończoność. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że premier Oleksy jest smakoszem (to słychać) i gdyby mógł, z przyjemnością jeszcze długo prowadziłby z Jah Jah i Vito tę interesującą rozmowę na gastrofazowe tematy. Ale, niestety... Dzisiaj rozmowa z gościem ledwo zaczęła się, a już musiała się skończyć. No tak, obowiązki... Nieraz tak bywa.