Dzisiaj w Gastrofazie gość prosto z Francji, chociaż bardzo mocno zadomowiony w Polsce - dwujęzyczna aktorka (polsko-francuska), która – jak przyznała - przede wszystkim czuje się Europejką. Kto zacz?
Mesdames et Monsieurs, voila! Gościem Pawła w poniedziałkowym wydaniu audycji była Elisabeth Duda. Jest kojarzona przede wszystkim z telewizyjnym programem Europa da się lubić, który przyniósł jej ogromną popularność. Niektórzy uważają (bez wazeliny), że jest jedną z sympatyczniejszych jego uczestniczek. Występowała w nim z dużą przyjemnością, ale od pewnego czasu już nie występuje (to, co można zobaczyć w telewizji, to powtórki). Nie chce być zaszufladkowana do jednego rodzaju programów rozrywkowych - jak je nazywa - 'komercyjnych'. Należą do nich i te, w których się śpiewa, tańczy lub jeździ na łyżwach...
To nie talk show Moniki Richardson przywiódł ją swego czasu do Polski. Jej prawdziwą pasją i miłością jest teatr. Elisabeth Duda, chce występować na deskach scenicznych – zarówno we Francji, jak i w Polsce. Jest do tego świetnie przygotowana. Po dwóch latach studiowania w Paryżu stosunków międzynarodowych, rzuciła tam naukę i przyjechała do kraju nad Wisłą zgłębiać aktorstwo. Jest absolwentką łódzkiej filmówki, którą ukończyła celująco. Dobra to musi być szkoła, skoro przyjeżdżają do niej studiować na różnych jej wydziałach - reżyserskim, operatorskim, animacyjnym, fotograficznym - ludzie z całego świata. Elisabeth Duda była jedyną na roku zagraniczną studentką, która podjęła studia na wydziale aktorskim, mało tego – można śmiało powiedzieć, że niemalże prekursorką. Przed nią, swoich sił próbowała w tej dziedzinie jakaś Amerykanka, ale studiów nie ukończyła.
Inną pasją Elisabeth Dudy jest fotografika. Lubi robić zdjęcia i ładnie jej one wychodzą - jak twierdzą inni. Swoje prace artystyczne pokazywała na dwóch wystawach. Specjalizuje się w ‘superpozycji’. Trochę skomplikowany to termin, w każdym razie, wyjaśniając na skróty - technika ta polega na nałożeniu na siebie dwóch lub więcej zdjęć.
Jest Francuzką z polskimi korzeniami - rodzice byli Polakami. Jej mama pochodzi ze Świebodzina, a rodzina ojca z okolic Makowa Podhalańskiego – tam do tej pory mieszka siostra prababci. Elisabeth Duda przyjechała do Polski po raz pierwszy ponad siedem lat temu. Nie ukrywa, że za dużo o Polsce wtedy nie wiedziała i niezbyt dobrze mówiła po polsku (aż trudno w to uwierzyć słysząc ją teraz). Szlifowała język i zgłębiała polską literaturę oraz sztukę filmową. Nad sztuką skupia się w dalszym ciągu i przede wszystkim, co nie przeszkadza jej jednak obserwować... polskich mężczyzn. Mają u niej duże notowania – są szarmanccy, pomysłowi, potrafią coś w tajemnicy zaplanować i czymś zaskoczyć, a przede wszystkim nie są zakochanymi w sobie – tak, jak Francuzi - narcyzami. Zdobędą się na komplement, zauważą u kobiety nową sukienkę, fryzurę czy też buty. Ci z małym wąsikiem a laZorro mają nawet szansę zawładnąć sercem Elisabeth Dudy... Panowie, nie przegapcie takiej okazji! Gość Pawła jest stanu wolnego!
Wracając do rzeczy (jak mawiają żabojady: ‘do baranów’), czyli do smaków - tym razem pochodzących bezpośrednio z kuchni. Elisabeth Duda jest współautorką książki Europa w kuchni – napisała rozdział poświęcony francuskiej sztuce kulinarnej. Sama lubi gotować, jest miłośniczką dobrego jedzenia i zawsze dba o to, aby efektownie ono wyglądało i nie było jednocześnie zbyt skomplikowane – co się często zarzuca kuchni francuskiej. Swoimi pomysłami kulinarnymi lubi zaskakiwać zaproszonych na biesiadę przyjaciół i znajomych. Zawsze też pamięta o tym, aby jedzenie było celebrowane – rozpoczęte aperitifem, a potem smakowane w małych porcjach. Na tym właśnie ma polegać przyjemność, wynikająca z jedzenia.
Hmm... To by było na tyle. Merci, Elisabeth za przyjęcie zaproszenia Pawła do udziału w Gastrofazie. Au revoir. :)