Lepiej się śmiać niż płakać – prawda stara jak świat. A skoro tak, to szczęśliwym zbiegiem okoliczności biesiadnicy zgromadzeni przy stole nóżek pozbawionym mieli dzisiaj powody do uśmiechu od ucha do ucha. Było na wesoło, jako że do studia AntyRadia przyfrunął jak na skrzydłach ktoś, kto od lat usilnie dba o to, żeby ‘banan’ nie znikał z naszych twarzy. Kto zacz? Komu zawdzięcza się długie godziny dobrej zabawy i śmiechu po pachy w teatrze, kinie lub przed ekranem telewizyjnym?
To Mariusz Czajka, aktor udzielający się na deskach scenicznych i planie filmowym, znany głównie z ról komediowych. Ma do nich wyjątkowe predyspozycje. Do szuflady z napisem „komedia” trafił już jakiś czas temu (można byłoby powiedzieć, że to taki… uśmiech losu) i praktycznie tkwi w niej do tej pory. Przez wiele lat swojego aktorstwa obcował z wesołą tematyką, chociaż zdarzyło mu się grać i role poważniejsze. W jednym z tasiemców telewizyjnych powierzono mu odtwarzanie postaci dramatycznej. Grając ją, przyszło mu płakać jak bóbr (na marginesie: płacze bez większego wysiłku, na zawołanie). Ma ogromne poczucie humoru – co w jego przypadku jest niejako rodzinne, z tym się urodził – ale poza zaśmiewaniem się, potrafi także wzruszyć się do łez. Jak nie przymierzając stary siennik.
Na liczniku trochę ma – w sensie kilkadziesiąt ról w filmach fabularnych i serialach telewizyjnych, o spektaklach teatralnych nie wspominając. Tych ostatnich ze względów oczywistych było najwięcej w jego aktorskim życiu. Poczesne miejsce w tym dorobku zajmuje Złe zachowanie (dyplomowe przedstawienie jego rocznika w szkole teatralnej) oraz – przede wszystkim – kultowe Metro, w którym Mariusz Czajka ‘robi’ już dziewiętnaście lat! Spektakl cały czas cieszy się niesłabnącym powodzeniem w naszym pięknym kraju nadwiślańskim, ale trzeba wiedzieć, że ogromny sukces (z wielokrotnymi owacjami na stojąco za każdym razem) odniósł też… w paszczy lwa – czyli na nowojorskim Broadwayu. Tam gość Pawła doznał takiego uniesienia, jakiego nie miał już możliwości przeżyć kiedykolwiek później. Na ostatnim przedstawieniu w Nowym Jorku tak się wzruszył, że płakał razem z dwutysięczną ‘amerycką’ publicznością. A robił, to podobno wyjątkowo ‘pięknie’.
Aktor z niego wszechstronny. Liznął wszystkiego, czego może spróbować adept sztuki teatralnej – kino, teatr, dubbing. Wszystko mu smakowało w jednakowym stopniu, chociaż jedne role ot po prostu tylko grał (w końcu jest ‘kukełką’), a do niektórych ‘miał serce’ - i to wyjątkowe. Była nią chociażby postać kaczora Donalda, pod którą ‘podkładał’ głos jako pierwszy człowiek na świecie! Bardzo lubił też grać w serialu Świat według Kiepskich. Krótko (stanowczo za krótko – jak twierdzą widzowie) prowadził Maraton uśmiechu w niebieskiej tiwi. Oglądalność tego programu telewizyjnego była duża i żal wielki, że zrobiono podmiankę – w sensie zastąpiono Mariusza Czajkę bohaterką Big Brothera.
Czy dzisiejszy gość Pawła ma swoich idoli? Oczywiście. Takich ‘naj’ jest trójka – Kaczor Donald, Charlie Chaplin oraz Louis de Funès. Wzorem do naśladowania są także Starsi Panowie dwaj z kultowego kabaretu. O właśnie, kabaret… Na jesieni ruszyć ma w Warszawie, przy Teatrze Buffo, pewna Spółka z o.o. będąca najnowszym pomysłem dzisiejszego ‘stańczyka’. Będzie to kameralny kabaret jego ojcostwa. Nie pozostaje nic innego, jak życzyć ‘maleństwu’ wszystkiego dobrego. I niech tak będzie!
To by było w wielkim skrócie na tyle. Audycja została nagrana i wkrótce będzie możliwa do ponownego odsłuchania. Wystarczy wejść TU.