Zasadniczo pobieżnie specjalizuje się w przepowiadaniu pogody w telewizyjnej Dwójce. Z mniejszą lub większą dozą prawdopodobieństwa (a na pewno z uśmiechem od ucha do ucha oraz powłóczystym spojrzeniem w stronę telewidzów) jest w stanie powiedzieć jakiej temperatury należy oczekiwać w ciągu dnia, a jakiej nocą, czy wychodząc z domu trzeba wziąć ze sobą parasol czy też okulary słoneczne, albo czy należy spodziewać się lekuchnego wietrzyku, który delikatnie potarga fryzurę czy raczej trąby powietrznej. Dzisiaj dała poznać się z innej strony.
Marzena Sienkiewicz – o niej to mowa, pogodynka z ‘tiwi dwa’ (Pytanie na śniadanie) przebojowo zawładnęła dzisiaj studiem AntyRadia i stała się gościem Pawła - szczerze przyznając się przy tym do tego, że na własne życzenie. Wprosiła się, bo trochę go lubi (ach ten wujcio!). Spotyka się z nim co prawda dość regularnie przy Woronicza, ale każde z nich zajęte jest na swój sposób w czasie audycji i czasu mało, aby sobie szczerze pogadać. Zdarza się oczywiście taka możliwość, bo na wizji pomaga Pawłowi mieszać w garach (raczej dosłownie niż w przenośni), ale to jednak nie to samo co rozmowa przy stole nóżek pozbawionym, w otoczeniu grona biesiadników, którzy podjęli temat (niekoniecznie kulinarny) i przyłączyli się do dyskusji.
A temat nie był ot taki przypadkowy i od czapy. Na warsztat wzięta została bowiem płeć brzydka, która zawsze wzbudza sobą zainteresowanie kobiet, z różnych różnistych powodów oczywiście. Marzena Sienkiewicz, jako rasowa przedstawicielka płci odmiennej, charakteryzująca się przy tym wnikliwym spojrzeniem, może śmiało o sobie powiedzieć, że w facetach specjalizuje się w takim samym stopniu, jak w pogodzie. Ma zresztą ku temu możliwości, jako że przez studio telewizyjne przewijają się oni wcale nie w pojedynczych egzemplarzach, a każdy z nich stanowi doskonały materiał do obserwacji i do wyrobienia sobie na ich temat własnego poglądu. Nie trzeba nawet zbytnio generalizować (i nasz dzisiejszy gość nawet tego nie robił), żeby dojść do daleko idących spostrzeżeń, jacy faceci są w typie kobiet, czego minimalistycznie od nich oczekuje się, w czym zawodzą i w czym sprawdzają się jako samce.
Ideałów nie ma (to dotyczy obu płci), każdemu można łatkę przyczepić. Wydaje się, że najważniejszą rzeczą jest, aby facet był męski! I nie chodzi tutaj wcale o urodę, bo pod tym względem sprawiedliwości nie ma i nie wiedzieć czemu stereotypy pokutujące od lat ‘zezwalają’ samcowi być odrobinę ładniejszym od małpy, żeby obyło się bez komentarzy, że nie ma brzydkich facetów, tylko wina czasem brak... Ma być męski, czyli silniejszy fizycznie i psychicznie od baby, ma być opiekuńczy i ciepły. To kobieta ma prawo i przywilej oprzeć się na jego silnym ramieniu, schować pod jego pachę (wygoloną lub nie, ale na pewno... hmm zadbaną – w sensie czystą i potraktowaną dezodorantem), gdy ma jakieś troski na głowie, a nie na odwrót. On ma być od zaradzania wszelakim kłopotom, a tu często-gęsto okazuje się, że pierdołowatość decyzyjna facetów i ich bojaźń przed życiem przekracza wszelkie dopuszczalne normy i słaba płeć chcąc nie chcąc musi wziąć sprawy w swoje ręce.
Kwestie damsko-męskie szeroko rozumiane, w tym czy on jest męski, a ona kobieca - to temat rzeka, a gadanie i poruszanie tego zagadnienia to never-ending-story, która może zakończyć się jakimś rozsądnym kompromisem, ale niekoniecznie. Podobno to z powodu kobiet, które – jak twierdzą samce – są pełne sprzeczności wewnętrznej... zgodnie ze swoją kobiecą, przewrotną naturą. Same rzekomo nie wiedzą czego chcą i ‘czepiają się’ tylko biednych facetów, wymyślając cuda wianki na kiju. Taaa... W tych sprawach nie ma wzajemnego zrozumienia, oj nie ma.
Skoro nie ma, to pora kończyć. Jeszcze tylko tradycyjna informacja: ten odcinek Blatu będzie możliwy wkrótce do odsłuchania – TU.
|