 Wreszcie nadszedł długo oczekiwany moment. 29 grudnia w konfesjonale zasiadł Tomek Kin, lecz nie na swoim zwykłym miejscu i nie ze swoją zwykłą misją wysłuchiwania grzechów wielkich tego świata. Tym razem to on sam musiał zrobić rachunek sumienia, i to gruntowny, gdyż po drugiej stronie zasiadł bóg – Daniel Kondraciuk, który nie zadowalał się byle jakimi odpowiedziami.
A cóż zarzucono wielebnemu Kinowi? Przede wszystkim pychę, bo mimo że ‘młodym jest chłopcem’ to co do tego, że jest to jego największy grzech chyba nikt wątpliwości mieć nie może. Uważa się za autorytet, oraz twierdzi, że ma zdolność prowokowania ludzi za pomocą żartu do szczerych zwierzeń. Co więcej, przeszło mu nawet przez głowę, że jest w tym mistrzem! A komentarz ‘boga’? – „Ego ma jak Pałac Kultury”
Tomek Kin pokazał też ciemną stronę swojego charakteru - gniew, kiedy sprowokowany przez Daniela stwierdzeniami na temat jego programu w ‘damskiej telewizji’ i jakości dziennikarstwa ...I w tenże sposób Daniel Kondraciuk doprowadził zawsze spokojnego i zdystansowanego Kina do wrzenia.
Mimo, że panowie znają się ‘jak łyse konie’, co ktoś mógłby zaliczyć jako wadę przesłuchującego, to zdecydowanie Daniel Kondraciuk potrafił tą znajomość wykorzystać. Był nieustępliwy i wymagający, a ponadto niewielu ludzi miałoby dość odwagi, by powiedzieć do wielebnego Kina: „Możesz nie pieprzyć?”
Podsumowując, było prosto z mostu i na temat, i nieładnie mówiąc ‘czyjś tyłek został tego wieczoru skopany’ ;) a przynajmniej na tyle skutecznie, że mieliśmy okazję usłyszeć jak Tomek ‘po raz pierwszy wykazał się pokorą’.
|