Postać Stanisława Anioła, gospodarza domu przy ul. Alternatywy 4, wydaje się tak oczywista i wyrazista, że nie wymaga bliższego przedstawiania i dogłębnego opisywania. To tak, jakby opisywać konia, a przecież wiadomo, że ‘koń jaki jest, każdy widzi’. Mimo tego oczywistego faktu, słynny cieć, lub jak kto woli - gospodarz domu, został bohaterem ostatniego w tym tygodniu, specjalnego, wydania Alternatyw 4. Rysowała się monografia wielkiego Stanisława Anioła.
Co o nim wiemy, oprócz tego, że wyzwala emocje i to jednoznaczne?
Zanim dostał posadę gospodarza domu w dopiero co oddanym budynku na warszawskim Ursynowie i zaczął sprawować tam swoje rządy nad lokatorami, był kierownikiem wydziału kultury w dziurze zabitej deskami. Wyrwał się z Pułtuska, dzięki temu, że może był podczepiony pod ‘tego’, a może był człowiekiem ‘tamtego’ ... trudno się zorientować. Prostak i cham, ale w pracy zawsze w białej koszuli i pod krawatem, z nieodłącznym notesem w ręku, w którym notował ... przewinienia lokatorów. O lokatorach starał się wiedzieć jak najwięcej – według zasady kto z kim, po co, dlaczego ... Wiedzę na ten temat czerpał też z korespondencji nie do niego adresowanej.
Człowiek silnych i sprawiedliwych rządów. Jak trzeba było, potrafił walnąć pięścią w stół, ale potrafił też sprawiedliwie podzielić paczkę z Alaski, zawierającą zupełnie niepodzielne artykuły. Stworzył szereg zasad i reguł postępowania zgranego kolektywu lokatorskiego, przestrzegania których bardzo pilnował. Przepisy przecież są po to, aby je szanować, tym bardziej przepisy, które sam wydał ... Ot, chociażby zarządzenie o przeprowadzce (dopiero po nadaniu przez radio sygnału z Wieży Mariackiej, nie wcześniej), czy umawianie się lokatorów na widzenie z nim i omawianie spraw lokatorskich poprzez Miećkę, a nie tak po prostu, bez tych ceregieli. Decydował nawet o takich detalach, jak kolor zasłon w mieszkaniu lokatorów.
Te i wiele innych zachowań ciecia Anioła, kształtujących jego charakter, wymieniać można byłoby w nieskończoność. Czy był jednak moment, kiedy ten potężny człowiek stawał się malutki? Był. Stanisław Anioł przechodził swoistą metamorfozę i stawał się potulny jak kotek jedynie w konfrontacji z wielkimi. Absolutnym autorytetem w tym względzie był towarzysz Winnicki.