 Mistrz grzebienia i nożyczek był dzisiejszym gościem Pawła w Gastrofazie. A dokładniej? Dokładniej był nim Leszek Czajka, jeden z najbardziej znanych fryzjerów – stylistów w kraju, u którego strzygą się popularne gwiazdy i gwiazdeczki show-biznesu. Wydaje się to być zrozumiałe – w pewnych kręgach nie chodzi się do zwykłego, osiedlowego fryzjera. Należy czesać się wyłącznie u kogoś znanego, z nazwiskiem, kto ma wzięcie. Leszek Czajka ma. W wielomiesięcznych kolejkach do jego salonu czekają kornie piosenkarki, aktorki, osobowości telewizyjne i radiowe. Z ulicy na fotel w jednym z dwóch warszawskich atelier mistrza raczej trudno wskoczyć, chociaż on sam ostrzygłby i wystylizował każdą chętną, która miałaby życzenie oddać się w jego ręce... gdyby tylko mógł sobie na to pozwolić. W jego studiach istnieje rozbudowany system zapisów (kolejka właściwa, kolejka oczekujących na wizytę), w każdej z nich się czeka, a ruchem kierują jego współpracownicy.
Dzisiejszy gość Pawła pochodzi z Zakopanego, jest rodowitym góralem spod samiuśkich Tater (hej!). Tu skończył Technikum Hotelarskie i o mały figiel nie zostałby właścicielem malutkiego, własnego hoteliku o nazwie Pod gwiazdą, którą dawno wymyślił i wymarzył sobie, jako i sam hotelik. Gwiazdy inaczej zdecydowały o jego losie – zaczęło kręcić go strzyżenie i tworzenie fryzur. W tym kierunku poszedł. Pierwsza jego modelka była zadowolona z tego, co zrobił z jej włosami - chociaż to była totalna amatorszczyzna, po ulicy chodziła z odkrytą głową, bez nakrywania dzieła czapką.
Młody Leszek Czajka parę lat popracował w zawodzie w Zakopanem, a następnie przyjechał do stolicy i postanowił spróbować szczęścia w Warszawie. Tam dorobił się już statusu lokalnej gwiazdy i za taką uchodził - jak nieskromnie twierdzi, tu budował wszystko od początku, na zasadzie 'ziarnko do ziarnka'. Nie ukrywa, że nie było różowo na 'dzień dobry'. Doznał wielu rozczarowań, pojawiło się i zwątpienie. Gdyby nie honor i góralska duma, rzuciłby to wszystko i wrócił z powrotem do stolicy Tatr, ale wyjątkowo nie lubi być pokonanym przez przeciwności losu. Walka i ciężka praca, a także talent poparty odrobiną szczęścia doprowadziły go do tego, kim jest teraz.
Uważa się za człowieka spełnionego w życiu i w zawodzie, ustabilizowanego, bardzo szczęśliwego, który przeżywa piękne chwile w swoim małym światku, stworzonym przez siebie. Kocha to, co robi i swojemu zawodowi chciałby poświęcić się jak najdłużej. Ma w Warszawie dwa salony fryzjerskie (przy Nowogrodzkiej i przy Solcu), czesze do sesji zdjęciowych w kolorowych magazynach, jego nazwisko pojawia się przy największych projektach – jak chociażby Telekamery czy Festiwal w Sopocie, a także przy szeregu programów telewizyjnych. Najbardziej znani producenci chcą z nim pracować, jest na absolutnej fali. Coraz częściej w jego pracy zdarza mu się odmawiać (konkurs Miss Polonia), ale przecież nie rozerwie się, nie może być w paru miejscach jednocześnie. Punktem zwrotnym w jego karierze był Idol, za sprawą którego zdobył masową popularność, chociaż i wcześniej – dzięki marketingowi szeptanemu – był już uznany i czesał wielkich. Wielu głów nie dotykał, jest parę (w kraju i za granicą), którymi chciałby się zająć.
Jak żyje na co dzień szczęśliwy i spełniony człowiek? Dużo pracuje i cieszy się życiem. Jego radość podziela Toluś, rozpieszczony i zmanierowany kot, z którym Leszek Czajka mieszka, jadający jedynie gotowaną pierś kurczaka. Gdyby zasmakował w kwaśnicy z grulami albo w grochu z kapustą po góralsku, jego pan ugotowałby mu niechybnie jedno czy drugie, bo gotować i umie i lubi i relaksuje się przy tym zajęciu, nie ma jednak na to czasu. Kolejka głów do cięcia jest cały czas długa. Hej!
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK. |