Kto w swoim życiu nie marzył o krótkim chociażby wypadzie na rajską wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie woda niebieściutka, na plaży biały piasek, wokół przepiękna przyroda, a w powietrzu unoszą się dźwięki reggae?
Na pewno nie jest owym ‘onym’ dzisiejszy gość Pawła, który przysiadł się do stołu z powyłamywanymi nogami. O takiej podróży marzył bowiem od dzieciństwa. Na Jamajce (bo o niej to mowa) bywa w miarę regularnie – przede wszystkim dlatego, że ubóstwia ten kraj. O tym, co go pchnęło w tamtą stronę, co zachwyciło do tego stopnia, że będąc hip-hopowcem z krwi i kości, chciałby kupić sobie na wyspie, na której króluje reggae, kawałek ziemi i zbudować na niej dom z widokiem na zatokę – za chwilę. Najpierw krótka podróż do Krakowa i spotkanie z kuchnią Tajlandii. Tam z kolei rzuciło Pawła, a okolicznością był Festiwal kultury i kuchni tajskiej, któremu gościny udzielił krakowski Radisson.
W mieście Kraka, impreza jak wiele podobnych tego rodzaju, mających na celu promocję kuchni jakiegoś kraju – kilkugodzinne spotkanie dziennikarzy kulinarnych, połączone z interesującą prezentacją dań, przygotowanych z typowych dla niej produktów i dodatków. W tym przypadku były to krewetki, kolendra, mleko kokosowe, liście limonki, kafir, tofu, tajskie bakłażany, makaron ryżowy (taki, co to wystarczy go skropić i już nadaje się do dalszej obróbki), dragon fruit. Dania festiwalowe przygotowane zostały rękoma dwóch szefów kuchni hotelowych restauracji – Radissona krakowskiego i berlińskiego. Obrzydlistw i ekstremów w postaci skrzydlatych owadów albo niedostępnych w Polsce owoców, które normalnie jada się w Tajlandii (longanów, śmierdzących durianów, mangostanów), w Krakowie nie podano. W zamian za to oko gości cieszyła dekoracja festiwalowych dań - wielce oryginalna, ale jednocześnie bardzo tajska, jak chociażby kompozycja ciętego storczyka (sic!) z ‘rzeźbionym’ plastrem marchewki i kawałkiem trawki cytrynowej. Nic dziwnego – ozdoby to coś, z czego także słynie kuchnia tajska.
Opowiadając o egzotycznej Jamajce, dzisiejszy gość Pawła – Piotr Marzec, znany także jako Liroy lub Scyzoryk - o dekorowaniu grillowanych homarów i innych owoców morza, których mnogość w tym kraju, nie wspomniał, ale prawdę powiedziawszy nie kuchnia jamajska dominowała w jego wrażeniach z niedawnego pobytu na wyspie. Co w ogóle rzuca go tam regularnie? Hmm... można powiedzieć, że... polska kultura i sztuka. Na Jamajce chce ją promować. Chce, bo czuje się na siłach być takim kulturalnym ambasadorem (jest znany w Polsce, a poza tym ma dobre kontakty z ludźmi stamtąd), bo widzi podobieństwo w obu krajach (chociażby w podejściu do odwiedzających je gości z zagranicy), bo uważa, że warto zmieszać kultury Polski i Jamajki, bo jest to kraj godzien bliższego poznania, a nie zaszkodziłoby także, aby Jamajczycy mogli dowiedzieć się więcej o pięknym kraju nad Wisłą, niż wiedzą teraz (identyfikują Lecha Wałęsę, Papieża i jednego z piłkarzy – Podolskiego).
Swoje zamierzenia Liroy planuje przekuć na realne Dni Polskiej Kultury i Sztuki, które chce zorganizować na przełomie 2008/2009 roku w Montego Bay na Jamajce. Zamierza wtedy zabrać tam ze sobą z Polski aktorów, rzeźbiarzy i innych artystów, aby mogli zaprezentować mieszkańcom Jamajki swoje umiejętności. Chciałby zapoczątkować tę imprezę, a potem – niechby odbywała się ona co rok.
Z Jamajką emocjonalnie związana jest także partnerka Liroya – Joanna Krochmalska (miała być dzisiaj w AR, ale ważne względy zatrzymały ja w domu). Ją z kolei z powodu dancehallu, któremu oddała się jakiś czas temu i mocno w niego zaangażowała. Od paru lat organizuje Mistrzostwa Polski w tym wielce zmysłowym, jamajskim tańcu, a zwyciężczynię polskiej edycji Dancehall Queen wysyła na mistrzostwa świata, które odbywają się każdego roku właśnie na Jamajce, w Montego Bay.
Dlaczego - zdaniem Scyzoryka - ta rajska wyspa na Morzu Karaibskim warta jest odwiedzenia? Jako, że jest to 'oczywista oczywistość', będzie bardzo zwięźle: bo jest tam pięknie, niedrogo (trzeba tylko nazbierać na podróż), egzotycznie i interesująco, bo jest bezpiecznie (wbrew stereotypom), bo ludzie są przyjaźni i gościnni, a na słowo ‘Poland’ otwierają szeroko ramiona i odkrywają serca, bo warto zobaczyć, jak Jamajczycy potrafią cieszyć się wszystkim, bo wyspa tętni dźwiękami kojącego reggae i dancehallem, bo... Szczegółowych argumentów Liroya zawsze można wysłuchać jeszcze raz, a Jamajka... czeka.