Pierwsze kreacje – bluzki z reform damskich - stworzył jeszcze jako dziecko. Nosiła je mama i jej koleżanki.
Dzisiejszy gość Pawła już od najmłodszych lat wiedział, że będzie tym, który tworzy wizerunek innych poprzez doradzanie im, co mają na siebie nałożyć, aby wyglądać efektownie i gustownie, jak się umalować i uczesać. Od małego miał pociąg do ciuchów, nic innego go nie fascynowało. Kto zacz? Tomasz Jacyków – stylista, dyktator i kreator mody, ale także scenograf – spektakli teatralnych (Miss HIV w teatrze Krystyny Jandy) oraz kilkunastu reklam telewizyjnych.
W świecie mody uznawany przez jednych za genialną osobowość, guru i wyrocznię – chociaż on sam nie chciałby być tak odbierany, przez innych za wątpliwej jakości estetę i raczej kiczowatego smakosza piękna. Jest bardzo ekstrawagancki – zarówno w ubiorze, jak i zachowaniu, wzbudza swoją osobą mnóstwo kontrowersji. Łańcuchy na szyi, kita futerkowa na głowie, buty z zielonego węża, maniera chodzenia bez niewymownych - to mały pikuś. On sam zresztą uważa, że wbrew pozorom, nosi klasyczne ubrania, tylko zestawia je dziwacznie. Na swój sposób jest trochę świrem, ale nic w tym dziwnego - ten artystyczny rodzaj tak ma.
Niewielu przechodzi obok niego obojętnie. Na jednych działa jak czerwona płachta na byka, mówią o nim dziwadło (ale to mu nie przeszkadza zupełnie), inni – jak chociażby Agnieszka Perepeczko – są nim zachwyceni i jawnie deklarują swoje uwielbienie dla niego samego i dla jego wyrafinowanego smaku. Tomasz Jacyków ocenia i krytykuje innych, o sobie... tylko mówi. W jednym i drugim przypadku jest szczery i otwarty, często złośliwy (ale nie w stosunku do siebie). Wali prosto z mostu, barwnym językiem – ‘dupa jak szafa gdańska, długie, grecko kolumniaste nogi, wcięcie w talii, wąziutka klatka – typowy Słowianin’... Bez znaczenia jest przy tym, kogo ten opis dotyczy. Jego – ‘Jacykówka’ - klata piersiowa jest dość wąska, ale udekorowana piercingiem, a poza tym, chociaż nie ma sylwetki Apolla, jest milutki w dotyku. Za jego radykalną ocenę lub postawę nikt nie chciał go jeszcze pobić, nikt oficjalnie nie czuje się obrażony, ale wiele osób – nie wiedzieć dlaczego - omija go szerokim łukiem.
Wśród licznych zajęć – bywa. Bywa i obserwuje. Teraz bawi to go mniej, nie zalicza wszystkich eventów, na których zbiera się śmietanka towarzyska. Dokonuje selekcji i wybiera tylko te znaczące imprezy. Zawsze uwielbiał otaczać się ludźmi, którzy stoją przynajmniej oczko wyżej od niego. Imprezy, na których potykałby się o ‘serialówki’ i ‘tanich krawaciarzy’ go nie kręcą. Obserwuje nie tylko showbiznes na salonach. Nie bez kozery mówią o nim ‘postrach ulicy’. Tutaj też działa, też jest aktywny w swoim krytycyzmie, tutaj też stara się edukować ludzi, jako że z zamiłowania jest obserwatorem tego, co się dzieje na ulicy. Nie pytany, nie wyraża swojej opinii, ale każdy może zapytać go o zdanie. Nie jest drogi – pieniądze stanowią w jego życiu wartość drugorzędną. Pierwszorzędna to ‘on i jego jestestwo’... należy przyznać jednak drogie. Dlatego właśnie dużo pracuje, gdyż inaczej nie byłoby go stać na samego siebie. Ma parę niespełnionych (jeszcze) kaprysów, jednym z nich jest szpilka do krawata z pięciokaratowym brylantem. Chętnie od Cartiera...
Naczelny stylista i skandalista (takim chcą go bardziej widzieć ludzie) czuje się spełniony i szczęśliwy. Jest wielkim smakoszem życia, czerpie z niego ile się da i kiedy się da. Żyje w stałym związku z kochaną i kochającą go osobą, w której znajduje wsparcie, miłość, fantastyczne rozmowy i fenomenalny seks. Jest blisko mamy, której jest potrzebny, a ona jemu (hmm... prawie czterdziestolatkowi), wypełnia swoją edukacyjną misję na salonach i na ulicy. Cóż więcej potrzebne jest mu do szczęścia?