W ten słoneczny i ciepły poniedziałek, wracamy do poruszanej już kiedyś w AR Machinie, tematyki teatralnej. W poniedziałki teatry zwykle nieczynne, więc to dobra pora, by zaprosić gościa, którym był dziś...
...Maciej Nowak, szef Instytutu Teatralnego (KLIK). Czym zajmuje się taka organizacja? Pan Maciej zaczął od tego, że mają tam teczkę na każdego zawodowego aktora ze spisanym jego dorobkiem artystycznym. Tu na Jah Jah padł blady strach, okazało się bowiem, że grał on w późnych latach 80. w teatrze studenckim w Poznaniu aż trzy role w jednej sztuce - Obrazy z pochodu armii konnej wg Izaaka Babela. Gość obiecał wygrzebać odpowiednie "kwity". Jednak działalność Instytutu to nie tylko grzebanie się w przeszłości. To największa biblioteka i księgarnia teatralna, galeria, w planach także kawiarnia, a ponadto największy wortal teatralny e-teatr.pl oraz edukacja teatralna pod postacią Szkoły Widzów (KLIK).
Widać, że od strony organizacyjnej coś się dzieje, ale czy jest odzew ze strony widzów? Z jednej strony, statystycznie, każdy z nas chodzi do teatru 0,33 raza rocznie, a z drugiej, sale na spektaklach są wypełnione do ostatniego miejsca. Pan Maciej stwierdził, że zawsze było tak, że jedne sztuki były bardziej popularne od innych, tak samo jak teatry. Do jednych przychodziły tłumy, podczas gdy inne pustoszały. Do tego dzisiejszy gość stwierdził, że teatr to nie rozrywka dla każdego, tak jak nie każdy musi zbierać znaczki.
Jednak młode pokolenie, najsłabiej związane z teatrem, przekonywane jest poprzez "unowocześnienie" tej sztuki. Teatr, od Wybrzeża po Śląsk, mówi językiem młodych, pokazuje, że nie jest tylko archaiczną rozrywką starych ludzi. Oczywiście różne są teatry dostosowane do różnych wymagań widowni, więc transformacje nie obejmują wszystkich (to dla uspokojenia ortodoksów). Ciekawym wyjątkiem jest Teatr Polonia Krystyny Jandy. Raz, że teatr prywatny to rzadkość (w 250-letniej historii teatru polskiego nasz gość naliczył 3 takie przypadki), a dwa, na spektakle tłumnie przychodzą młodzi mimo, że są tam prezentowane sztuki w stylu mieszczańskim, jak to określił pan Maciej.
Znając siłę przebicia srebrnego ekranu, Teatr Telewizji wydaje się być ciekawą alternatywą dla tych, którzy nie chodzą oglądać "żywych" aktorów. Pan Maciej z czasów młodości wyniósł opinię, że Teatr Telewizji to taki "tańszy film" i nie ma po co go oglądać. Jednak wie, że wartość artystyczna tych produkcji jest duża. Choć w dzisiejszych czasach, gdzie następuje regres form artystycznych, taki twór nie powinien mieć racji bytu. Miejmy jednak nadzieję, że Teatr Telewizji nie zginie i będzie się rozwijał. Ciekawym pomysłem (popieranym przez Antyradio Machinę) jest powrót do korzeni formy Teatru Telewizji, czyli występ aktorów przed kamerami na żywo. Świadomość tego, że nie ma dubli, a aktorzy muszą być maksymalnie skupieni z pewnością uatrakcyjni odbiór.
W drugiej godzinie zrobiło się smutniej. Gość odszedł w siną dal, a do tego prowadzący zajęli się niełatwym tematem. Czy gramy w życiu, czy zakładamy maski do swoich codziennych ról? Opinie słuchaczy bipolarne - jedni twierdzą, że życie to teatr, któregośmy aktorami, inni, że należy być sobą. W studiu to samo: Vito twierdził, że niczego nie udaje, jest sobą, Jah Jah natomiast mówił, że nie da się przeżyć życia ani razu nie grając przed kimś. Cóż, Witkowi można pogratulować postawy, ale rację chyba jednak ma Jah Jah, przeżyć życie będąc tylko i wyłącznie sobą jest trudną, jeśli nie niemożliwą rzeczą. Jednak jeśli są to sporadyczne sytuacje, to jeszcze można to zaakceptować. Gdy ktoś kawał życia udaje, że jest szczęśliwy (a takie głosy od słuchaczy też były), to jest to już chora sytuacja...
Aby nie kończyć smutno, donoszę, że w trakcie audycji poruszony został wątek teatralnego słuchowiska radiowego, czyli romantycznej radionoweli "Machiny Miłości". Maszyniści zapowiedzieli kontynuację, bowiem "czy Moda na Sukces ma swój koniec?"
Jutro zupełnie nowa Machina (w radiu, jako i w kioskach).