Przemysław 'Jah Jah' Frankowski, wertując najnowszy numer Machiny, natknął się na artykuł o Jacku Ostaszewskim i jego córce Mai. Pan Jacek jest uznanym reżyserem teatralnym, kompozytorem i muzykiem (27. lutego w Teatrze Małym w Warszawie daje koncert wraz ze swoim zespołem - Osjan). Maja jest aktorką teatralną i filmową, lecz najbardziej znana jest z roli w telenoweli "Na dobre i na złe"... i oto mamy dzisiejszy temat.
Jah Jah dziś wyjątkowo sam, ale z - co sam zaznaczył - rekordowym wsparciem mailowym od słuchaczy. Nie powinno to dziwić, chyba nie ma w naszym kraju osoby, która nie wiedziałaby czym są telenowele. Słuchacze Antyradia są jednak specyficzną grupą społeczną i raczej w produkcjach tego typu nie gustują, zatem w mailach dominowały opinie niechętne i kpiące z telenowel. Nie należały do rzadkości głosy nawołujące do zakazywania emisji seriali, których liczba odcinków nie jest z góry ustalona, a fabuła tak pogmatwana, że chyba tylko najwięksi maniacy pamiętają kto tam się lubi, kto nie, a kto z kim i ile razy. Był także pomysł, aby na seanse z tymi, przecudnej urody, produkcjami siadać z grupką znajomych i po paru piwach, wyłączyć głos i samemu dorabiać fabułę. Sądząc po mnogości tego typu filmików krążących w Internecie, musi to być całkiem miły sposób na spędzanie czasu. Jah Jah wytknął także oderwanie świata serialowego od rzeczywistości, sam, jako radiowiec, zaśmiewał się z perypetiów bohaterów serialu "Radia Romans". Dziś, dzięki konsultacjom ekspertów, być może nie ma błędów merytorycznych, ale przykładowo, w szpitalu w Leśnej Górze ("Na dobre i na złe") na ponad 6 lat emisji zdarzył się chyba tylko jeden zgon. Z występujących postaci najchętniej wspominany był "synonim męskości" Rysio 'Taxi-driver' Lubicz z "Klanu" oraz nieśmiertelny Ridge Forrester z równie nieśmiertelnej "Mody na sukces", postacie tak nieprzeciętne, że budzą zainteresowanie także wśród ludzi na codzień nie oglądających telenowel.
Cudów jednak nie ma. Gospodyń domowych, a najlepiej w wieku emerytalnym, które są kojarzone jako amatorki oper mydlanych, w Polsce nie ma aż tyle, żeby tylko one mogły stanowić widownię. Telenowele muszą zatem oglądać i ludzie z wyższym wykształceniem, majętni, no i, niestety, mężczyźni. Losy serialowych bohaterów są do tego stopnia absorbujące, że czasem zaciera się u widza granica między aktorem, a postacią przez niego kreowaną. Przykład podała, znana właśnie z Klanu, Anna Powierza, której serialowy mąż, grany przez Dariusza Lewandowskiego został kiedyś, w realnym świecie, otoczony wieczorem na stacji kolejowej przez grupkę meneli, którzy zagrozili mu, że jak dalej będzie zdradzał swoją żonę (w serialu), to wtedy się z nim policzą.
Aktorzy biorą jednak takie role wcale nie po to, żeby przeżywać tego typu przygody. Anna Powierza przyznała, że to najprostszy sposób na zarobienie pieniędzy, choć na pewno nudniejszy niż praca przy ambitnych produkcjach. Zbigniew Buczkowski wskazał także różnicę między obecnymi, a dawnymi serialami. "Polskie drogi", czy "Dom" to, mimo swojej formy, jednak dzieła sztuki filmowej, które nijak można porównywać z dzisiejszymi tasiemcami, czy sitcomami, które mnożą się bez opamiętania w naszej telewizji. Głos zabrał także Artur Barciś, który na pytanie, czy nie boi się "zaszufladkowania" odparł, iż jest to kwestia silnej osobowości aktora, który nie da się przytłoczyć rolą...
No i właśnie, w świadomości masowego odbiorcy nasza Maja Ostaszewska pozostanie zapewne Małgosią z "Na dobre i na złe", a ludzi bardziej będą interesowały losy tej postaci, niż np. to, że Maja jest buddystką. Zapomniane zostaną jej role w takich filmach, jak "Egoiści", "Przystań", czy nawet "Lista Schindlera". Oby odnalazła w sobie tyle siły, aby do tego nie dopuścić.