...jak jeden dzień. I co? W zasadzie... nic. Tak naprawdę, niewiele zmienia się w codziennej rzeczywistości jubilata poza tym, że od następnego dnia, mówiąc ile ma lat, zaczyna już od ‘trójki’, a nie od ‘dwójki’. I tyle.
Rzecz oczywiście o urodzinach naszego wujcia Pawełka (w tym roku niejako znaczących, bo okrągłych), które obchodził dwa dni wcześniej - 5 marca. Dzisiaj wszyscy słuchacze postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód byli jego gośćmi, a sam zwyczaj obchodzenia rocznicy dnia, w którym przyszło się na świat, stał się tematem ożywionej pogaduchy przy stole z powyłamywanymi nogami. A rozmawiać było o czym, bo to różnie podchodzi się do tego wydarzenia – zarówno do niego samego jako takiego, jak i życzeń składanych na tę okoliczność czy otrzymywanych prezentów.
Jedni w ogóle nie obchodzą urodzin – przynajmniej od czasu, gdy wyszli z wieku pacholęcego czy nastolatkowego, bo ich tradycja rodzinna inaczej się ukształtowała i zgodnie z nią wagę przywiązują raczej do imienin niż urodzin. Inni - bo źle znoszą upływ czasu i nie lubią w ogóle celebry urodzinowej (mniejszej lub większej) i przypominania, ile to już im stuknęło, albo też starają się ich nie obchodzić, bo odwykli od takich uroczystości - nie miewając ich za dużo w dzieciństwie - i już do tego się przyzwyczaili. Co człowiek, to inne podejście do zjawiska zwanego urodzinami, z którym związane jest składanie życzeń, obdarowywanie kwiatami i prezentami, szykowanie imprezy dla rodziny, znajomych i przyjaciół – w zaciszu domowym, w knajpie czy ogrodzie.
Należy przyznać, że najsympatyczniejsze i najpiękniejsze urodziny to najczęściej te, jakie miewało się w dzieciństwie. Te pozostają w pamięci najmocniej. Przede wszystkim nikomu do głowy nie przychodziło wtedy liczyć sobie lata i zwracać na nie uwagę. A poza tym... Tamte urodziny kojarzą się z kinderbalem, obowiązkowym tortem, przyozdobionym świeczkami (w liczbie odpowiadającej wiekowi jubilata), które należało zdmuchnąć za jednym zamachem, wyraziwszy uprzednio w duchu życzenie, z balonikami i furą prezentów od cioć, wujków, babć i dziadków. Gdy się miało naście lat, obowiązkowe było także noszenie tego dnia do szkoły cukierków i częstowanie nimi wszystkich dookoła. W miarę upływu czasu (czytaj: gdy wydawało się, że jest się już dorosłym, bo w kieszeni zalegał dowód osobisty), ‘przyjątka’ urodzinowe stawały się na swój sposób poważniejsze, lemoniada i soki były zastępowane czymś mocniejszym, a tort urodzinowy był na deser, a nie jako danie główne. Chyba z powodu świeczek, których za dużo w niego wetknąć nie da się, a jeśli da się, to trudno je zdmuchnąć za jednym razem. Nie należy także zapominać, że w pewnym wieku zaczyna obowiązywać słuszna zasada: nie ważne co (na stole) i gdzie (on rozłożony), tylko z kim (w jakim gronie) najprzyjemniej obchodzi się ten dzień.
Pora wziąć się za życzenia urodzinowe. Są one zupełnie oddzielną bajką w tym wydarzeniu. Niektórzy uważają, że to coś najgorszego, z czym związane są urodziny. Zdrowie, szczęście, pomyślność – to standard i obowiązkowe elementy, których w nich nie może zabraknąć. Tego życzy się zawsze, chociaż wydaje się to być banalne. Bywają także... Matko Przenajświętsza... życzenia obłudne i nieszczere (w subiektywnej ocenie jubilata), które oczywiście ‘robią’ za serdeczne. Nic dziwnego, że niektórzy, ciesząc się razem z jubilatem w tym uroczystym dla niego dniu, jak ognia piekielnego unikają składania mu życzeń. A wydawać by się mogło, że jest przecież wyjście z sytuacji – jubilatowi należy winszować tego, czego by sobie sam życzył. I prawdziwe to, i szczere.
Trzeba jeszcze wspomnieć słówko o prezentach. Tu są zasadniczo dwa podejścia do sprawy, a mianowicie: pytać jubilata, co chciałby dostać (w sensie: czy ‘coś dla ciała’ czy ‘coś dla ducha’), czy też wybrać samemu stosowny upominek. Taki nieoczekiwany, owiany aurą tajemniczości, jest najsympatyczniejszy, chociaż nieraz trudno jest dobrze z nim utrafić.
Teoria i wymiana doświadczeń za nami, przed nami praktyka... No to jeszcze raz: wujciu Pawełku, niech Ci się spełnią wszystkie życzenia, jakich wysłuchałeś z związku ze swoją ‘trzydziestką’! I niech to będzie to, czego sam sobie byś życzył!