Z Anioła wychodzi coraz większa świnia i kanalia. Do łez doprowadził córkę Majewskich - skromną, pracowitą i bardzo sympatyczną dziewczynę, która nocą pracowała w ‘Kongresowej’ jako striptizerka, próbując rozbieraniem się zarobić na własne mieszkanie. Najpierw potraktował ją jak zwykłą dziwkę, potem próbował napiętnować przed sąsiadami na próbie chóru, wyjawiając miejsce jej pracy. Był pewien, że sąsiedzi staną za nim, ale - o dziwo - przeliczył się. Sąsiedzi okazali się bardzo tolerancyjni i nie widzieli nic złego w tym, co Ewa robi nocą w ‘Kongresowej’. Zupełnie też ich nie zainteresowała informacja o romansie Kubiaka i Zosi od profesora. A on tak chciał pokazać, że dba o morale swoich lokatorów ... To pranie blokowych brudów nie udało mu się jednak.
A gdzie jego morale? Wyszło na jaw, że w swoim mieszkaniu przetrzymuje paczkę z Ameryki, nie do niego adresowaną. Nadesłali ja Adwentyści Dnia Siódmego z Alaski, adresując ją tak, że jej odbiorcą mógł być zarówno Kotek, jak i Kołek. Co prawda, Anioł widział rozwiązanie tej spornej kwestii, a mianowicie – co nieparzyste w paczce - dla niego, a co podzielne - dla nich obu, ale zwaśnieni do tej pory lokatorzy wymyślili inny plan. Jak się okazało, skuteczny. Sukces oblewali na wspólnej kolacji, a Anioł musiał zadowolić się ... trzema cegłami.
Jeszcze słowo wyjaśnienia – nie ma już prób chóru, są próby baletu, a wszystko przez lokatorów, którzy – w ocenie ciecia – okazali się politycznie nieodpowiedzialni ćwicząc na próbie wywrotową pieśń o 3 Maju, a dodatkowo nie potrafiąc przewidzieć konsekwencji tego ‘występku’.
Najważniejsze jest jednak to, że do lokatorów dochodzi nareszcie, że aby zrobić porządek z Aniołem – muszą trzymać się razem.