W ramach wiosennych porządków panowie Przemysław ‘Jah Jah’ Frankowki i Witold ‘Vito’ Odrobina postanowili odkurzyć kwietniową (bądź marcową – bo wersje były różne ;)) Machinę, zajmując się postacią Tymona, a w rzeczywistości Ryszarda, Tymańskiego.
Ubrany (podobno) ekscentrycznie Jah Jah i wytykający mu to Vito na swojego gościa musieli trochę poczekać. W tym czasie panowie nie zdradzali kim będzie tajemniczy przybysz, zagrali jednak Białego Misia The Transistors i stała się jasność. Tymon pojawił się po kilkunastu minutach, zdyszany tylko odrobinę, akurat na czas, by odpowiedzieć na pierwsze pytanie z maila. Słuchacz(ka) zainteresował(a) się co z grupą Kury, na co gość odpowiedział zwięźle, że ”wyszli z kurnika i tam nie wrócą (raczej).”
Podczas jego niedługiej wizyty dowiedzieliśmy się jeszcze, że jest starym znajomym Przemka, przy czym ‘stary’ w tym przypadku nie jest tylko utartym powiedzeniem, albowiem pan już zalicza się do pokolenia inż. Stefana Karwowskiego. W swoim życiu brał udział w ok 15 przedsięwzięciach, ale ostatnio odrobinę zwolnił tempo życia. Aktualnie pisze sztukę – pastisz na polskich jazzman’ów, która prawdopodobnie zostanie wystawiona przez teatr Kapitol. Dzisiejszy gość zdradził również, że niejednokrotnie był proszony o napisanie muzyki dla „Brodko-podobnych” artystów, ale zawsze odmawiał. Jak twierdzi nie sprzedaje się, bo nie musi. Po tej krótkiej rozmowie Tymon uciekł (podobno przeraziła go taka jedna koszula...), a Vito i Jah Jah zajęli się pytaniami do narodu.
Leszek Możdżer, zapytany o gościa Antyradia Machiny, chwalił za jego charyzmę. To stwierdzenie sprowokowało panów prowadzących do zrobienia sondy wśród słuchaczy, czy szef przedsięwzięcia powinien być tzw. ‘zamordystą’, czy raczej nie? Zdania okazały się podzielone, niektórzy twierdzili, że jest to cecha jak najbardziej pozytywna, bo „grzecznością się do niczego nie dojdzie,” a inni, że tylko wspólna burza mózgów może do czegoś doprowadzić. W jednym słuchacze okazali się zgodni – bezmyślny despotyzm zdecydowanie nie jest pożądany. Z racji tego, że czas (określony największym zamordystą prowadzących) dobiegł końca, panowie zwinęli swoje zabawki i zapraszając na kolejny dzień, ulotnili się ze studia.