...na imprezie spotkali się dzisiaj sympatycy postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód. Mowa oczywiście o pubie Lolek na warszawskich Polach Mokotowskich, przy Rokitnickiej 20, w którym przez dwa dni odbywała się muzyczno-kulinarna impreza MAMUT LIVE COOK 2008.
Co się kryje pod tą nazwą? Hmm... To inauguracja zupełnie nowego pomysłu i sposobu na to, jak w jesienny wieczór miło spędzić czas poza domem, łącząc przyjemność słuchania muzyki (w sensie koncertu na żywo) ze smakami, jakie może dać grill, a proponowanymi przez szefa kuchni Lolka. Niby nic nowego, bo przecież w pubie koncerty były organizowane już wcześniej, a grill czynny prawie przez cały rok na okrągło, ale nigdy przedtem występujący muzycy nie prezentowali publiczności swoich umiejętności... kulinarnych i nie wywijali przed koncertem chochlą. A tak to było w ostatni wtorek i środę, podczas wspomnianej imprezy.
Oczywiście nie mogło zabraknąć na niej wszędobylskiego Pawła Lorocha, który z największą przyjemnością konfrontował swój wyprężony mikrofon ze śmietanką towarzyską Warszawy. Niektórzy powiedzieliby, że raczej (lub zaledwie) niskoprocentową, ale - co by (nieskromnie) nie mówić - jednakowoż śmietanką. Pokłosiem penetracji w Lolku, poczynionej przez niestrudzonego podróżnika AntyRadia, było dzisiejsze – absolutnie specjalne i absolutnie wyjątkowe – wydanie Stołu Z Powyłamywanymi Nogami, relacjonujące w najdrobniejszych szczegółach emocjonujące wydarzenia, zarejestrowane przez niego piekielnym urządzeniem w dniach 7 - 8 października.
Należy przyznać, nieco działo się... Przede wszystkim, było trochę zamieszania, ale nic dziwnego, skoro tyle osób... nomen omen... mieszało intensywnie w garach, chcąc pokazać wszem i wobec, że lubią, chcą i potrafią przygotować coś, co można uznać za szeroko rozumianą sztukę kulinarną – nawet, jeśli zdecydowanie lepiej czują się w innych rolach życiowych. Ta trochę kąśliwa uwaga odnosi się do wtorkowych gwiazdorów imprezy - Wojtka Waglewskiego i jego Voo Voo, którzy pod okiem szefa kuchni Lolka (Sławomira Kazy) i na oczach wszystkich gości pubu przygotowywali kurki w śmietanie. Walory smakowe ich dania oceniała publiczność, a także odrębnie i niezależnie od siebie... Paweł i niżej podpisana, tajna agentka AntyFanów – Agrafka. No cóż, szczerze należy przyznać, że o wiele lepiej wychodzi Voo Voo szarpanie drutów gitary, niż mieszanie w garach. Dali temu wyraz podczas koncertu, jaki zagrali po zmaganiach kulinarnych i po kolacji, zjedzonej w towarzystwie jednego z AntyFanów - Krystiana. On był bowiem tym szczęśliwcem, który wygrał konkurs na przekąskę pubową, zorganizowany przez Pawła w niedzielnym Blacie tydzień temu - co było równoznaczne z wygraniem zaproszenia na imprezę do pubu, a jak życie pokazało – i ze wspólną kolacją z samym Wojtkiem Waglewskim i pozostałymi z Voo Voo.
Drugiego dnia gwiazdą imprezy w Lolku był mistrz sztuki kulinarnej - Maciej Kuroń. Swój pobyt w pubie zaczął od ‘dokształtu’, czyli warsztatów kulinarnych, w ramach których przygotował – podobnie jak Voo Voo - danie z grzybami. Był nim zawijaniec autorskiego pomysłu (coś w podobie zraza), do którego podana została sałatka, określona później przez niektórych jej degustatorów jako buraczano-jabłkowa. Danie wielkiego Macieja Kuronia poddane zostało szczerej ocenie – tym razem ze strony Pawła i szefa kuchni Lolka. Prawdę powiedziawszy, nie rzuciło ono ich na kolana, chociaż obydwaj zgodnie stwierdzili, że zraz á la Kuroń był zjadliwy. Brakowało mu wyrazu i dlatego był po prostu tylko 'poprawny' i nic więcej. Na pewno nie zasłużył na najwyższe noty.
Drugiego dnia były także inne atrakcje, jak chociażby konkurs kulinarny z udziałem gości pubu. Jego uczestnicy bili się o...patelnię. Zarówno bitwę, jak i ten niezbędny w kuchni sprzęt wygrała niejaka Krzysia, która najsmaczniej przygotowała danie według swojego pomysłu – pstrąga. Ponadto, na deser tego dnia i na zwieńczenie dwudniowej biesiady w pubie w ogóle, swoje umiejętności muzyczne pokazał niejaki Gribojedow. Nie był to wyjątkowy miłośnik grzybów – jak można byłoby przypuszczać w pierwszej chwili, a kapela rodem z Torunia. Tam już znana, w Warszawie odkrywana.
Przez dwa dni pub zaspokajał słabości smakoszy i melomanów. Szczupłość miejsca nie pozwala na rozwodzenie się, o czym mówili do wyprężonego mikrofonu Pawła gwiazdy i spotkane przez niego na imprezie przypadkowe osoby. Zawsze można jednak odsłuchać audycję. Wystarczy kliknąć TU.