W tym szczególnym dniu, jakim jest Dzień Wszystkich Świętych, także i Gastrofaza musiała zaistnieć w nieco innej konwencji, niż zwykle to bywa.
I tak było. Tematem tego specjalnego, okolicznościowego wydania audycji, który Paweł omawiał ze swoim gościem – Adrianną Ewą Stawską, była słowiańska filozofia życia i śmierci. Należy przyznać, że interesujące to zagadnienie, a jednoczenie bardzo obszerne. Istnieje wiele tradycji, zwyczajów i obyczajów związanych z umieraniem, obrzędem pogrzebu i innymi ceremoniami, towarzyszącymi tym wydarzeniom, które wywodzą się aż z czasów pogańskich. Mimo to, do dzisiaj są kultywowane (nie tylko w kulturze słowiańskiej), chociaż mogą różnić się między sobą, w zależności od regionu. Wiele zwyczajów ma podłoże... kulinarne i związane jest z jedzeniem.
Dla Słowian życie nie kończyło się wraz ze śmiercią, ono trwało równolegle w innym świecie, do którego przeszli zmarli. Na ostatnią drogę należało wyposażyć ich we wszystko, co byłoby im potrzebne po drugiej stronie światła, w tamtym nowym życiu, a przede wszystkim w jedzenie, którego nigdy nie powinno im zabraknąć. Słowianie wierzyli, że ich przodkowie opuszczają nieraz kurhany, w których żyją po śmierci, przybrawszy tam postać duchów, wampirów, czy strzyg. Gdy wychodzą z grobu, są zziębnięci i głodni i trzeba ich wtedy nakarmić. Z tego wierzenia wywodzi się zwyczaj biesiadowania na grobach i dzielenia się jadłem oraz napojem ze swoimi zmarłymi przodkami. Dusze, które tego dnia uwalniają się i pojawiają na ziemi, muszą czuć się dobrze, aby nie straszyły. Z duchami w ogóle warto się ułożyć, nie niepokoić ich i dbać o nie – zostawić im chociażby okruszki chleba na stole, czy kropelkę gorzałki, którą strząsa się na podłogę lub ziemię, jeśli pije się przedtem 'toast' za spokój dusz. To jest pewne - jak my coś zrobimy dla duchów, one zrobią coś dla nas.
Ze zwyczajem przekupywania duchów jadłem i napojem i w ten sposób pozyskiwania ich przychylności, a jednocześnie okazania im pomocy w osiągnięciu spokoju w zaświatach, związany jest inny zwyczaj ludowy, wywodzący się z pradawnych obrzędów słowiańskich. To dziady proszalne. W dawnych czasach, biedni i bogaci wspierali ich jałmużną, aby ci modlili się za dusze zmarłych. Kiedyś były to dary w naturze – specjalnie wypiekane chleby cmentarne (w niektórych regionach nazywane ‘zaduszkami’), gorzałka lub piwo – nieraz z dodatkiem halucynogennego lulka czarnego, miód, kasza. Dzisiaj dziadów proszalnych (utożsamianych często z żebrakami, niekoniecznie cmentarnymi) wspiera się pieniędzmi. No cóż, czasy się zmieniają...
Jedną z tradycji, która zachowała się do dzisiejszych czasów jest stypa, czyli posiłek, na jaki zaprasza się żałobników po pogrzebie. Nie ma określonego menu na tę okoliczność, na stół podaje się coś rozgrzewającego, a przede wszystkim pożywnego, unikając jednocześnie serwowania na deser tortów lub ciast z kremem, które przeznaczone są zazwyczaj na inne, bardziej radosne uroczystości rodzinne. Jedzenie podczas stypy jest ważne, ale najważniejsze są wspomnienia o zmarłym, jakim żałobnicy oddają się przy stole. Dobrze by było, aby były to przyjemne wspomnienia, a nie te, jemu nieprzychylne.
Czy istnieją dania, które według wierzeń Słowian koją duchy? Adrianna Ewa Stawska twierdzi, że takim daniem jest pospolita kasza, którą do czasów pojawienia się na stole ziemniaków, zajadała się większość narodów europejskich, także podczas wielkich uroczystości, związanych ze świętami religijnymi. Może dlatego właśnie kasza stanowiła inspirację do dania, proponowanego przez gościa Pawła na dzisiejszy posiłek, po przyjściu z cmentarza.
Obrzędów, zwyczajów i tradycji związanych z dniami zadusznymi, o których mówiło się podczas audycji jest wiele więcej. Nie sposób wszystkie tutaj je wymienić, ale można odsłuchać dzisiejszą Gastrofazę (na stronie www.gdziezjesc.info/gastrofaza.htm) i przekonać się o tym.