Młoda aktoreczka, tyszanka z urodzenia, która o mały figiel nie zostałaby archeologiem, była gościem Pawła w piątkowej Gastrofazie.
Dobrze, że Jadwiga Gryn, w szkole nazywana Jadzią "Tasak" Gryn z powodu nadprodukcji gestów przy deklamacji wierszy (ręką cały czas kosiła powietrze), zdecydowała się na studia aktorskie. Sama chyba teraz czuje, że granie - bez względu na to, czy na deskach scenicznych, czy w filmach - to jest to, co powinna robić w życiu. Aktorstwo daje jej mnóstwo zadowolenia i satysfakcji. Zaczęła, gdy była na drugim roku szkoły teatralnej (PWST w Łodzi), chociaż normalnie nie jest to mile widziane, aby studenci przyjmowali propozycje grania. Była dobrą studentką, egzaminy zaliczała w terminie - nie było więc przeciwwskazań. W tej chwili jest w stałej obsadzie Teatru Śląskiego im. St. Wyspiańskiego w Katowicach. Występuje w sztuce Kształt rzeczy.
Uwielbia grać, na nadmiar pracy nie narzeka. Podejmuje się różnych wyzwań, ale uważnie przegląda propozycje i dokonuje ich selekcji. Odmówiła chociażby producentom programu Taniec na lodzie, bo chce skupić się na konkretnej, rozwijającej robocie, a taką widzi w teatrze. Uważa siebie przede wszystkim za aktorkę dramatyczną, która sprawdzałaby się, występując na deskach scenicznych.
Na spektakle Kształtu rzeczy dojeżdża z Warszawy, jako że gniazdko postanowiła wić w stolicy. Tutaj ma też pewne zobowiązania, tutaj życie toczy ze swoim chłopakiem – Ziemowitem Wasielewskim – też aktorem. O Jadwidze Gryn można śmiało powiedzieć, że jest ulubienicą telenowelistów. Póki co, tasiemców telewizyjnych ma na swoim koncie trzy – zaczęła w Pensjonacie pod Różą, potem była Plebania (tu grała swoją rolę najdłużej), a teraz można ją oglądać w M jak Miłość. Aktorstwo przysparza jej popularności (jest już rozpoznawalna w miejscach publicznych – jak sama przyznaje), ale bardzo nie lubi, gdy mówi się o niej ‘gwiazda’. Zawsze uchodziła za szarą myszkę, nigdy nie przywiązywała wagi do kupowania ciuchów, regularnego odwiedzania kosmetyczki czy fryzjera - słowem zachowywania się jak gwiazda. No cóż, wcześniej czy później, ot tak mimochodem, zostanie nią, bo do tego w końcu sprowadza się zawód aktora.
Lubi prostotę we wszystkim - począwszy od jedzenia, na sposobie spędzania wolnego czasu skończywszy. Biega, wspina się po skałkach, wędruje z plecakiem po górach. Bierze nawet udział w obozach przetrwania - uwielbia, kiedy może się sprawdzić.
A jak czuje się w kuchni? Prawdę powiedziawszy, nie bardzo jej się podoba kuchcikowanie. Jak była młodsza, musiała gotować posiłki dla rodzeństwa i przez to znienawidziła zajęcia w kuchni. Zresztą Ziemowit jest bardzo dobrym kucharzem i wyręcza ją w tej robocie. Ma swoje popisowe danie – to zupa ‘pomidoro’ (krem ze świeżych i puszkowanych pomidorów) z serem pleśniowym. Za coś najpyszniejszego w świecie uważa tatar, golonkę z chrzanem (ale bez piwa do niej), flaki. Nieraz lubi walnąć sobie shota. Z drugiej strony nie pogardzi... suchym ryżowym pieczywem, które popija jogurtem. Pełna sprzeczności. Taka właśnie jest Jadwiga Gryn.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.