Posłuchaj Antyradia: Warszawa / Kraków / Katowice Zapraszamy na AntyForum. Maj 25 2012 10:59:51
Nawigacja
Strona Główna
www.antyradio.pl
Ramówka
AntyForum
AntyGaleria
Encyklopedia
Plikownia
Redakcja
AntyPropaganda

Archiwum
Materiały specjalne
AntyFani
Antyradio
Konkursy
Recenzje płyt
Przepisy kulinarne

Antena
Koncerty Antyradia
Pobudzenie
Ostry Dyżur
Kasprologia
Odjechani
Makak
Gastrofaza
AntyWeekend
Turbo Top
Reggau
Punky Reggae Party
Wieczorne Rozmowy
Rzeźnia
El Konkursso
Losowa fotografia
Panel redaktora
Nazwa Użytkownika

Hasło



Urlop w raju
GastrofazaTo tylko parę tysięcy kilometrów, aby się w nim znaleźć. To tylko parę godzin lotu tanimi liniami lotniczymi i już można rozkoszować się słońcem, piaszczystą plażą, palmami, innością stylu życia tubylców, pachnącymi przyprawami oraz atrakcjami turystycznymi, jakie ma do zaoferowania... Maroko. W dzisiejszym odcinku Gastrofazy ten afrykański kraj widziany był oczyma turysty obsługiwanego przez biuro podróży, a nie backpackersa podróżującego z plecakiem.

To oczywiście wielki skrót wrażeń przywiezionych przez Pawła z krótkiego - bo zaledwie tygodniowego – urlopu, spędzonego w Agadirze, marokańskim kurorcie nad Oceanem Atlantyckim, który przyciąga turystów chętnych wypoczynku przede wszystkim dziewięcioma kilometrami piaszczystej, szerokiej plaży (tu się tłoku nie doświadczy), gwarantowanym słońcem (średnio trzysta słonecznych dni w roku), bogatą infrastrukturą turystyczną – hotelami, hotelikami, apartamentami do wynajęcia, licznymi sklepikami z pamiątkami. Tu także jest suk (bazar) 'turystyczny', na którym można dostać wszystko, czego dusza zapragnie. Trzeba tylko obowiązkowo targować się i nie tylko po to, aby kupić taniej lub nie przepłacić, ale także dlatego, aby... nie obrazić tubylców.

Agadir to najpopularniejsza miejscowość wypoczynkowa w Maroku. Trudno w niej dopatrzyć się wielu pamiątek z przeszłości, ale nic dziwnego. Miasto dość tragicznie zostało doświadczone przez los kilkadziesiąt lat temu (trzęsienie ziemi) i praktycznie musiało zostać odbudowywane od podstaw. Sprawia zresztą wrażenie, że cały czas jest under construction i że cały czas rozbudowuje się. Pozbawione zabytków, ale ma kazbę, czyli resztki agadirskich murów fortecznych położonych na wzgórzu, z którego można podziwiać całe miasto - port, ocean, plażę, promenadę, hotele Agadiru. Wjechać na nie można taksówką, busikiem lub bryczką, albo też wejść pieszo. Wieczorem na wzgórzu pojawia się napis: Allach, król, naród. To chyba trzy najważniejsze wartości dla Marokańczyków...

Jacy są tubylcy? O Marokankach Paweł niewiele mógł powiedzieć. Sprawiają wrażenie przykładnych, potulnych żon swoich muzułmańskich mężów. Grubo okutane od stóp do głów, w dżalabijach, cicho przemykają po ulicy. Marokańczycy natomiast wręcz odwrotnie – są głośni (żeby nie powiedzieć krzykliwi) i nachalni. Trudno nieraz przejść obojętnie obok tego natręctwa, ale trzeba, żeby nie dać się zjeść z kopytami i nie dać wcisnąć wszystkiego, co tylko jest możliwe. Ten naród tak już ma, ale z drugiej strony cóż się dziwić – mieszkańcy Maroka, a szczególnie takich turystycznych miejscowości, jaką jest Agadir, żyją z turystów i starają się wycisnąć z nich każdy grosz. Tutaj należałoby wspomnieć o wszechobecnym bakszyszu, czyli czymś, co jest powszechne w krajach muzułmańskich, bo jest związane z religią islamu (to jeden z pięciu filarów tej religii). Ten rodzaj jałmużny to nie tylko uprzejmość i napiwek zostawiony w hotelu lub knajpie albo ‘zapłata’ za możliwość zrobienia tubylcowi zdjęcia. To obyczaj, któremu turyści poddają się - mniej lub bardziej chętnie - przebywając w tym kraju.

Wszechobecny – chociaż nielegalny – jest w Maroku także haszysz. Podobno jest doskonałej jakości, najlepszy w świecie – jak twierdzą znawcy. Hmm... to niemalże dobro narodowe. A skoro już o dobrach mowa... Za takie same uchodzą symbole kuchni marokańskiej – tadżin, kuskus oraz sok pomarańczowy - świeżo wyciskany oczywiście. Każdego z nich wszędzie można spróbować, zarówno w eleganckiej restauracji, jak i małej knajpce. Najbardziej oryginalny jest tadżin. Jest to właściwie nazwa charakterystycznego naczynia, w którym jest przygotowywany - glinianej miski z ‘czapką’ zakończonej uchwytem, w której dusić się może mięso, same warzywa, ryby, wszystko odpowiednio doprawione aromatycznymi przyprawami.

Agadir z piaszczystą plażą, bajkowy Marrakesz z królewskimi budowlami, wioska berberyjska (fakt – 'podrasowana' pod turystów, taki bardziej skansen) – to tylko fragment wrażeń Pawła, jakimi podzielił się ze smakoszami życia dzisiaj. Jutro ciąg dalszy Maroka. :)

Dzisiejszy odcinek Gastrofazy można odsłuchać TU.
Sponsorzy
Facebook
Ostatnio na AntyForum
Tytuł Piosenki
22.06, Łazy - Jura Rock Festiwal 2012.
260. Notowanie Turbo Top (20)
Niezła Kaszana, Czyli Potrawa Ironicz...
6.06, Warszawa - Moving Mountains (in...
3.07, Warszawa - Rosetta (art Metal) ...
259. Notowanie Turbo Top (20)
30.05 Ił-62, Human Rights, Tupolev Di...
23.05 Grindcore Night - Noc Świniaka ...
27.05 Circle Waves + Show More Tits +...
17.05 Jucifer (us) + Thaw (pl) Warsza...
Kiedyś to było Antyradio...
Noc Nirvany Koncert + After 26.05.2012.
258. Notowanie Turbo Top (20)
Z Rzeczy Smutnych...
Przemek Frankowski - Radiowiec
14.05, Warszawa - The American Dollar...
257. Notowanie Turbo Top (20)
Gastrofaza 2.0.
Poznań, Koncert Blast Rites, Promo Gi...
Sonda
Antyradio...

Kocham

Lubię

Szanuję